Trzeba wyraźnie powiedzieć, gdzie jest Unia, a gdzie państwa członkowskie

— mówi Jarosław Kaczyński, komentując w rozmowie z „Rzeczpospolitą” decyzję Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej.

TAKŻE: Kaczyński o Brexicie: „Mamy w Europie kryzys. Pewna wizja Unii, forsowana od Traktatu Lizbońskiego, przegrała”

Zdaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości konieczna jest głęboka refleksja nad tym, jak dalej ma funkcjonować Unia Europejska i jej instytucje.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, gdzie jest Unia, a gdzie państwa członkowskie. Przy użyciu zasady pomocniczości trzeba określić zadania. To, co ma charakter europejski - należy do Unii; tym, co może być załatwione na poziomie państw narodowych - zajmuje się państwo, a Unia nie wtrąca się w to. Co zaś mogą zrobić samorządy, robią samorządy, i Unia również nie może tu ingerować

— czytamy.

Co ciekawe, Kaczyński wraca do pomysłu prezydenta UE, który miałby być wybierany „na długą kadencję”.

To powinno być negocjowane na poziomie regionów. Przy założeniu, że pierwsi prezydenci UE powinni pochodzić z mniejszych krajów, by nie okazało się, że dominować będą interesy tych największych. Taki prezydent powinien mieć ściśle określone, ale jednak mocne uprawnienia, na przykład prowadzić politykę zagraniczną UE wobec tych wielkich podmiotów, jak Rosja, Chiny, USA, Indie, oczywiście przy zachowaniu polityki zagranicznej poszczególnych krajów

— ocenia Kaczyński.

Były premier dodaje też:

Europa powinna być supermocarstwem, a państwa narodowe powinny mięć więcej suwerenności wewnętrznej, która jest dziś bardzo ograniczona

— zaznacza.

Choć sam Kaczyński nie kryje, że jego propozycja nie będzie odebrana z wielkim entuzjazmem, to - w jego ocenie - prace nad nowym traktatem są konieczne.

Trzeba unikać pośpiechu, który towarzyszył pracom nad traktatem lizbońskim, gdy niemieckiej prezydencji zależałoby na tym, by z traktatem szybko zakończyć. I dlatego między innymi on jest zły. Dlatego trzeba to przemyśleć. Ten nowy traktat powinien być też ofertą dla Anglików: wróćcie, Unia się zmieniła

— mówi szef PiS.

I dodaje:

Trzeba też osłabić nacisk biurokratyczny ze strony Brukseli. Przecież ta gigantyczna produkcja prawa to efekt biurokratycznego działania UE. To dla wielu jest już nie do wytrzymania, to ogranicza możliwości rozwoju, spowalnia inwestycje itd. Za pieniądze Unii funkcjonują dziś dziesiątki tysięcy urzędników europejskich. W jakiejś mierze to jest potrzebne. Ale czy wszystko? Część przepisów nie jest nawet zgodna ze zdrowym rozsądkiem

— czytamy.

lw, „Rzeczpospolita”