Najnowsza propozycja Komisji Europejskiej w sprawie uchodźców niestety nie jest żartem. Nie jest też jakimś balonem próbnym. Jest dobrze przemyślaną próbą spacyfikowania oporu państw Europy Środkowo-Wschodniej. Temu ma służyć postawienie drakońskiej alternatywy: albo przyjmujecie przybyszów, albo płacicie 250 tys. euro za każdego nieprzyjętego. Żadne państwo nie udźwignie opłat karnych na tym poziomie (zwanych dla niepoznaki solidarnościowymi), tym bardziej, że pozwalają one wypisać się z mechanizmu jedynie na rok. Rządy albo ulegną presji, albo polegną ekonomicznie.

Niech nas nie zmylą sugestie, że w przypadku Polski chodzi o 11 tys. imigrantów. Chodzi o mechanizm. Jeśli zgodzimy się na przymusową relokację raz, wpadniemy w pułapkę, z której nie będzie wyjścia.

Pomysły unijnych decydentów są szalone, ale niestety nie możemy być pewni, że nie wejdą w życie. Państwa starej Unii są w stanie je przeforsować. To najważniejsze wyzwanie, przed którym staje dziś polski rząd i polska dyplomacja. Konieczna jest intensywna, dobrze przygotowana akcja dyplomatyczna, we współpracy z naszymi sąsiadami z południa. Niezbędna jest również mobilizacja ludzi dobrej woli w kraju. Tego dziejowego egzaminu oblać nie można.

Stawką jest przyszłość całej Unii Europejskiej. Narzucenie tak brutalnego rozwiązania wcześniej czy później wywoła ostrą reakcję w którymś z państw, albo w kilku jednocześnie. Bo nasze, środkowoeuropejskie narody wiedzą doskonale, co znaczy być zdominowanym. Nie jest to dla nas abstrakcja, wiemy, co znaczy nie być gospodarzem w swoim kraju.

Jest szczytem cynizmu, że na europejską solidarność powołuje się dziś Angela Merkel. To kanclerz Niemiec podeptała wszelkie unijne zasady otwierając unijne granice i szeroko zapraszając do Europy biedniejszą część świata. Pewnie już wie, że popełniła historyczny błąd. Ale wciąż brnie dalej. Teraz chce, by ten sam problem mieli wszyscy.

To zresztą także zauważalny cel Brukseli: eksport problemów z imigrantami. W nadziei, że tylko podobnie doświadczone narody są w stanie stworzyć prawdziwą jedność. Że tylko spętanie polityczną poprawnością (którą getta imigranckie napędzają) wszystkich narodów pozwoli zbudować europejskie „imperium”.

Dzięki wynikowi zeszłorocznych wyborów nie jesteśmy bezradni. Możemy obronić suwerenność. Bo propozycja Komisji Europejskiej - jeśli przejdzie i zostanie wdrożona- będzie oznaczała nie tylko narzucenie kwot. Będzie oznaczała skokową utratę naszej podmiotowości.

W tej sprawie nie można ulec!