W tej chwili opozycja nie ma jednak żadnego interesu w zakończeniu sporu o TK. Dalsze zaostrzanie konfliktu jest jej na rękę. PiS nie ma więc partnera do kompromisu…
Dziś faktycznie opozycji się już bardziej opłaca przeciągać ten spór. Tylko, że to nie rozgrzesza tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za państwo. Mam wrażenie, że wchodzimy tu w obszar dziecinnej dyskusji. W gruncie rzeczy, czy opozycja chce czy nie chce, ci, którzy posiadają siłę oraz instrumenty, muszą dźwignąć odpowiedzialność za całość spraw państwowych, a nie tylko swojej partii. Odpowiedzialność za wspólnotę jest ważniejsza od sporu partyjnego.
To brzmi wszystko pięknie, tyle, że jeśli nie ma gotowości po stronie opozycji do kompromisu, to dalej kręcimy się w miejscu. Co rząd może zrobić?
Żyjemy w kraju, w którym kompromis nie jest w cenie. Żyjemy w logice, czyje będzie na wierzchu. W Ameryce na pogrzebach mówią o politykach: „dobry był z niego polityk, zawsze szukał kompromisów i potrafił je znaleźć”. U nas jest na odwrót. Ale są takie momenty, kiedy zawarcie kompromisu staje się niezbędne. Jeżeli jakieś rozwiązanie nie jest przyjęte przez drugą stronę, to nie jest to kompromis. Co do zasady kompromis wymaga znalezienia takiego rozwiązania, które każda ze stron będzie w stanie przedstawić jako sukces. Na zasadzie: „Ile się dało, tyle wynegocjowałem”. Rząd odpowiada za całość, za całe państwo, bez względu na to, czy ma naprzeciw sobie łatwą czy trudną opozycję. Logika „kto ile ugra” doprowadziła do tego, że opozycji bardziej opłaca się tego kompromisu z rządem nie zawierać. To nie znaczy jednak, że rząd nie powinien do niego dążyć. Będzie to bardzo trudne, ale tym większy będzie sukces, jeśli się to uda zrobić. W tym celu należy wyznaczyć pośrednika, a nie rozgrywać to za pomocą mediów. Znaleźć argumenty, które przekonają drugą stronę. Nie wykluczam, że da się znaleźć rozwiązanie, które będą kwestionowali politycy, ale które zaakceptują prawnicy. Gdy się wsłuchuje w to, co mówi Andrzej Zoll, to widać, że nawet on, który był początkowo przeciwny jakimkolwiek ustępstwom, widzi, że są pewne racje państwowe, które skłaniają do kompromisu. Zaproponował szereg rozwiązań, które mogłyby się stać podstawa do dalszej dyskusji. Kazimierz Ujazdowski również zgłosił szereg propozycji. Potencjalny kompromis leży gdzieś między Zollem a Ujazdowskim.
Ciąg dalszy na kolejnej stronie
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
W tej chwili opozycja nie ma jednak żadnego interesu w zakończeniu sporu o TK. Dalsze zaostrzanie konfliktu jest jej na rękę. PiS nie ma więc partnera do kompromisu…
Dziś faktycznie opozycji się już bardziej opłaca przeciągać ten spór. Tylko, że to nie rozgrzesza tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za państwo. Mam wrażenie, że wchodzimy tu w obszar dziecinnej dyskusji. W gruncie rzeczy, czy opozycja chce czy nie chce, ci, którzy posiadają siłę oraz instrumenty, muszą dźwignąć odpowiedzialność za całość spraw państwowych, a nie tylko swojej partii. Odpowiedzialność za wspólnotę jest ważniejsza od sporu partyjnego.
To brzmi wszystko pięknie, tyle, że jeśli nie ma gotowości po stronie opozycji do kompromisu, to dalej kręcimy się w miejscu. Co rząd może zrobić?
Żyjemy w kraju, w którym kompromis nie jest w cenie. Żyjemy w logice, czyje będzie na wierzchu. W Ameryce na pogrzebach mówią o politykach: „dobry był z niego polityk, zawsze szukał kompromisów i potrafił je znaleźć”. U nas jest na odwrót. Ale są takie momenty, kiedy zawarcie kompromisu staje się niezbędne. Jeżeli jakieś rozwiązanie nie jest przyjęte przez drugą stronę, to nie jest to kompromis. Co do zasady kompromis wymaga znalezienia takiego rozwiązania, które każda ze stron będzie w stanie przedstawić jako sukces. Na zasadzie: „Ile się dało, tyle wynegocjowałem”. Rząd odpowiada za całość, za całe państwo, bez względu na to, czy ma naprzeciw sobie łatwą czy trudną opozycję. Logika „kto ile ugra” doprowadziła do tego, że opozycji bardziej opłaca się tego kompromisu z rządem nie zawierać. To nie znaczy jednak, że rząd nie powinien do niego dążyć. Będzie to bardzo trudne, ale tym większy będzie sukces, jeśli się to uda zrobić. W tym celu należy wyznaczyć pośrednika, a nie rozgrywać to za pomocą mediów. Znaleźć argumenty, które przekonają drugą stronę. Nie wykluczam, że da się znaleźć rozwiązanie, które będą kwestionowali politycy, ale które zaakceptują prawnicy. Gdy się wsłuchuje w to, co mówi Andrzej Zoll, to widać, że nawet on, który był początkowo przeciwny jakimkolwiek ustępstwom, widzi, że są pewne racje państwowe, które skłaniają do kompromisu. Zaproponował szereg rozwiązań, które mogłyby się stać podstawa do dalszej dyskusji. Kazimierz Ujazdowski również zgłosił szereg propozycji. Potencjalny kompromis leży gdzieś między Zollem a Ujazdowskim.
Ciąg dalszy na kolejnej stronie
Strona 2 z 3
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/284902-pawel-kowal-kompromis-jest-mozliwy-i-lezy-gdzies-miedzy-zollem-a-ujazdowskim-opozycji-jednak-bardziej-oplaca-sie-przeciagac-ten-spor-nasz-wywiad?strona=2
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.