Tusk i związki z BND? Wyszkowski: Gdyby Berlin dysponował teczką "Donka", miałby na niego bardzo silne narzędzie wpływu. Trzeba to sprawdzić. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

wPolityce.pl: Złożył Pan zawiadomienie do prokuratury informując o możliwych związkach Donalda Tuska z niemieckimi służbami. To publicystyczne stwierdzenie? Czy są twarde dowody w tej sprawie?

Krzysztof Wyszkowski: W mojej ocenie sprawa jest poważna, a dowody twarde. Już od roku wiadomości na ten temat są publiczne. Jednak do dziś doniesienia nie spotkały się z żadną reakcją. Nie było również dementi, a co więcej wypowiadali się kolejni ludzie, którzy wskazywali na takie związki Donalda Tuska.

O czym Pan mówi?

Choćby o doniesieniach Czempińskiego i ludzi z nim współdziałających.

Co on może wiedzieć w tej sprawie?

Warto pamiętać, że Czempiński to nie tylko człowiek służb, ale i człowiek, który organizował powstawanie nowych partii politycznych na przełomie lat 80. i 90. Służby specjalne same kontrolowały zakładanie postkomunistycznych partii, nastawionych na obronę ludzi reżimu w czasie transformacji. Chodziło o to, by prowadzono politykę, która legła u fundamentu III RP, zakładającą niekaralność zbrodniarzy komunistycznych. W tym samym czasie w służbach specjalnych trwała akcja przewerbowania agentów. To było kontrolowane przez SB.

Jaki to ma związek z Czempińskim?

On wie, kto brał pieniądze od służb zagranicznych, sam inicjował takie partie i tworzył cały system. Mowa o pierwszych latach transformacji.

Czy to ma jakiś związek z Donaldem Tuskiem? Jego dotyczyć ma Pana zawiadomienie…

Przecież Czempiński współdziałał z Tuskiem, był inicjatorem tworzenia Platformy Obywatelskiej. Widać, że były szef UOP brał udział w czynnej polityce. On tworzył polityczną geografię Polski.

Czy to nie za mało, żeby stawiać byłemu premierowi zarzuty dotyczące współpracy z obcymi służbami?

Mówimy również o deklaracji Pawła Piskorskiego najbliższego współpracownika Donalda Tuska. Ja bywałem do pewnego momentu wśród ludzi kierujących KLD. Byłem wiele razy obecny w biurze KLD, bywałem tam z Tuskiem czy Piskorskim. Sam Tusk mi mówił o pieniądzach branych od Kubiaka, byłego agenta SB, który miał związki z Żemkiem. Jeśli jednak Piskorski, o którym wiadomo, że był człowiekiem ze środka Kongresu, mówi, że brali pieniądze też od CDU, to mamy do czynienia z bardzo poważną sprawą. To są dowody źródłowe. W każdym sądzie oświadczenie takiego świadka, gdy nie natrafia na zaprzeczenie, tylko zostaje poparte słowami np. Andrzeja Olechowskiego, który współtworzył PO, jest poważne. To są twarde dowody.

To jednak tylko słowa.

Mamy czekać, aż BND nam przyśle rachunek? Tego nie możemy oczekiwać. Gdy Leszek Miller oddawał cześć pieniędzy z „pożyczki moskiewskiej” to nie brał pokwitowania. A śledztwo mimo tego wykazało, że takie rzeczy miały miejsce. Fakt finansowania SdRP z Moskwy jest bezsporny. Podobnie w sprawie KLD, nie wymagajmy zdjęć, opisów, nagrań wideo z przekazywania pieniędzy, z wykazu sum. Niemcy zapewne tego nam nie udostępnią.

Zatem co można zbadać, by zweryfikować ew. podejrzenia?

Polska prokuratura ma obowiązek przeprowadzić śledztwo. Ono powinno wykazać, kiedy, jak i ile pieniędzy trafiło z Niemiec do KLD. Co się z nimi stało, do kogo one trafiły, gdzie były wymieniane? To trzeba ustalić. Sądzę, że świadkowie są, że nie będą się uchylać w tej sprawie.

Czy to nie próba robienia burzy w szklance wody?

Obowiązkiem obywatela, który ma jakąś wiedzę, jak ja, jest skierowanie w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury. Trzeba zrobić wszystko, by śledczy zajęli się tą sprawą. Ja mogę zgłosić całą grupę świadków, którzy opowiedzą o tym, co działo się w KLD. Prokuratura powinna umieć od nich prawdę wydobyć.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...