Nie lubię używać frazy „a nie mówiłem?”, lecz tym razem, w kontekście zamieszania z raportem Komisji Weneckiej, muszę jej użyć. Pisałem bowiem już kilka tygodni temu, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego odbije się partii rządzącej czkawką, skoro – zamiast w jego początkowej fazie zadziałać mocno na rzecz rozwiązania wytrącającego z ręki argumenty opozycji – postawiła na konfrontację. Konflikt ten – według początkowych zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, wygłaszanych wobec współpracowników – miał trwać krótko, a potem zostać przykryty dokonaniami nowego rządu. Dziś widać wyraźnie, że jakiś czas temu jedynie przygasł, a teraz, wobec wstępnego raportu Komisji Weneckiej, wybucha na nowo. PiS nie ma nad biegiem wypadków żadnej kontroli. Co więcej, jest w ewidentnej defensywie.
Na cenzurowanym znalazł się Witold Waszczykowski, który postanowił spróbować ucieczki do przodu i sam skierował w imieniu Polski wniosek do Komisji Weneckiej o stworzenie opinii. W wywiadzie dla „Polska The Times” zbeształ go delikatnie parę dni temu (bez nazwiska) Jarosław Kaczyński, a kolejne wypowiedzi polityków partii rządzącej pokazują, że w razie niekorzystnego raportu – na co się coraz wyraźniej zanosi – to właśnie Waszczykowski będzie kozłem ofiarnym. Można odnieść wrażenie, że minister spraw zagranicznych próbuje się ratować, śląc kolejne asertywne listy do międzynarodowych gremiów.
Czy był wybór? Kaczyński powiada, że z wnioskiem do komisji należało poczekać. Warto jednak przypomnieć, że miał on w zamierzeniu przyhamować procedurę w Komisji Europejskiej (choć przypomnijmy, że Komisja Wenecka jest organem Rady Europy, nie Unii Europejskiej). Gdyby więc nie wniosek Waszczykowskiego, być może trwałaby już wspomniana procedura. Kaczyński mówi też, że gdyby wniosek trafił do komisji później, w Polsce zdążyłyby już zajść zmiany, które sprawiłyby, że orzeczenie mogłoby być dla rządu korzystne. Nie wiadomo jednak, jakie miałyby to być zmiany.
Skoro jednak wniosek został już złożony, a przedstawiciele komisji odbyli spotkania w Polsce, rząd znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił. I to nie wtedy, gdy Waszczykowski wysyłał wniosek do Komisji Weneckiej, ale już wtedy, gdy PiS postanowił zagrać va banque i zamiast dwóch sędziów TK, wybrać pięciu, a prezydent – wciągnięty w sprawę z ogromną dla siebie szkodą – nie zaprzysiągł trzech sędziów wybranych w październiku.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Nie lubię używać frazy „a nie mówiłem?”, lecz tym razem, w kontekście zamieszania z raportem Komisji Weneckiej, muszę jej użyć. Pisałem bowiem już kilka tygodni temu, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego odbije się partii rządzącej czkawką, skoro – zamiast w jego początkowej fazie zadziałać mocno na rzecz rozwiązania wytrącającego z ręki argumenty opozycji – postawiła na konfrontację. Konflikt ten – według początkowych zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, wygłaszanych wobec współpracowników – miał trwać krótko, a potem zostać przykryty dokonaniami nowego rządu. Dziś widać wyraźnie, że jakiś czas temu jedynie przygasł, a teraz, wobec wstępnego raportu Komisji Weneckiej, wybucha na nowo. PiS nie ma nad biegiem wypadków żadnej kontroli. Co więcej, jest w ewidentnej defensywie.
Na cenzurowanym znalazł się Witold Waszczykowski, który postanowił spróbować ucieczki do przodu i sam skierował w imieniu Polski wniosek do Komisji Weneckiej o stworzenie opinii. W wywiadzie dla „Polska The Times” zbeształ go delikatnie parę dni temu (bez nazwiska) Jarosław Kaczyński, a kolejne wypowiedzi polityków partii rządzącej pokazują, że w razie niekorzystnego raportu – na co się coraz wyraźniej zanosi – to właśnie Waszczykowski będzie kozłem ofiarnym. Można odnieść wrażenie, że minister spraw zagranicznych próbuje się ratować, śląc kolejne asertywne listy do międzynarodowych gremiów.
Czy był wybór? Kaczyński powiada, że z wnioskiem do komisji należało poczekać. Warto jednak przypomnieć, że miał on w zamierzeniu przyhamować procedurę w Komisji Europejskiej (choć przypomnijmy, że Komisja Wenecka jest organem Rady Europy, nie Unii Europejskiej). Gdyby więc nie wniosek Waszczykowskiego, być może trwałaby już wspomniana procedura. Kaczyński mówi też, że gdyby wniosek trafił do komisji później, w Polsce zdążyłyby już zajść zmiany, które sprawiłyby, że orzeczenie mogłoby być dla rządu korzystne. Nie wiadomo jednak, jakie miałyby to być zmiany.
Skoro jednak wniosek został już złożony, a przedstawiciele komisji odbyli spotkania w Polsce, rząd znalazł się w pułapce, którą sam na siebie zastawił. I to nie wtedy, gdy Waszczykowski wysyłał wniosek do Komisji Weneckiej, ale już wtedy, gdy PiS postanowił zagrać va banque i zamiast dwóch sędziów TK, wybrać pięciu, a prezydent – wciągnięty w sprawę z ogromną dla siebie szkodą – nie zaprzysiągł trzech sędziów wybranych w październiku.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/283868-rzad-w-pulapce-ktora-sam-zastawil-czy-byl-wybor
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.