Nie miejsce tutaj na rozważanie, czy gdyby PiS działał mniej konfrontacyjnie, TK faktycznie blokowałby wszystkie kluczowe projekty nowej władzy. To radykalna teza Kaczyńskiego, której nie podzielam. Uważam, że można było, działając znacznie subtelniej i, być może, uchwalając nową, choć wprowadzającą mniejsze zmiany, ustawę o TK, doprowadzić do takich podziałów wewnątrz trybunału, że ważne projekty wyszłyby z tego obronną ręką, a Polska zaoszczędziłaby sobie problemów na forum UE. Istotne jest, że teraz dobrego wyjścia już nie ma. Jeśli – na co mogą wskazywać kolejne wypowiedzi przedstawicieli rządu z premier Szydło na czele – Polska postanowi zlekceważyć zalecenia z raportu Komisji Weneckiej, ściągnie na siebie kolejne problemy, a KE prawdopodobnie wróci do zawieszonej procedury. Chwilowy w zamierzeniu problem ostatecznie zmieni się w ciągnącą się przez kolejne miesiące operetkę, dając nieustannie paliwo opozycji, stanowiąc obciążenie w sprawach zagranicznych i faktycznie paraliżując nadal działanie TK. Który jest jednak w Polsce potrzebny, w takiej lub innej formie.
Warto zrozumieć, że sprawa TK – niezależnie od tego, jak oceniamy ją na własny użytek – wprowadza do większości równań w polityce zagranicznej Polski dodatkowy, ujemny czynnik. Tam, gdzie interesy nasze i naszych partnerów są rozbieżne, zawsze mogą oni użyć przejścia do porządku dziennego nad wewnętrznymi problemami Polski jako dodatkowego atutu przetargowego.
Oczywiście nietrudno sobie wyobrazić, jak ewentualne niepodporządkowanie się werdyktowi Komisji Weneckiej zostanie sprzedane w kraju. Dużo będzie mowy o tym, że to mieszanie się w nasze wewnętrzne sprawy, że „no passaran”, że komisja się skompromitowała, bo wyciekł szkic raportu (ten ton już się pojawia), zaś twardy elektorat jak zawsze stanie murem za rządzącymi, pławiąc się w poczuciu samozadowolenia i lekceważąc sygnały ostrzegawcze. W niczym nie zmieni to faktu, że Polska najpierw komisję sama wzywa, aby oceniła przyjęte rozwiązania, a następnie postanawia zlekceważyć jej zalecenia. Przy czym rzecz nie w tym, że będzie to wyglądało „niepoważnie” – to nie ma w dyplomacji większego znaczenia. Znaczenie będzie miał następujący komunikat: polski rząd nie jest w stanie planować i przewidywać działań nawet w średnim planie taktycznym, ponieważ ukręcił bicz na własne plecy. A to znaczy, że można go łatwo ogrywać w innych sprawach.
Jeśli z kolei zalecenia Komisji Weneckiej będą krytyczne wobec działań PiS, a rząd się im podporządkuje – będzie to oznaczało kapitulację wobec opozycji na miejscu. Rzecz jasna, można to było rozegrać inaczej i wygrać dla siebie ewentualne ustępstwo, gdyby od samego początku z żelazną konsekwencją politycy PiS mówili: „Opozycja nie będzie nam niczego dyktować, bo jest stroną w sprawie, ale Komisję Wenecką szanujemy i pokażemy, że zastosujemy się do jej zaleceń, niezależnie od tego, jakie będą”. Wtedy podporządkowanie się werdyktowi komisji byłoby dowodem, że polski rząd działa całkiem normalnie w ramach przyjętych w Europie procedur. Nie byłoby mowy o kapitulacji, skoro od samego początku przekaz byłyby jednoznaczny: uszanujemy każdy werdykt. Przekaz został jednak rozmyty i dziś wycofanie się oznacza tryumf opozycji oraz tyrady o tym, że rząd PiS „przestraszył się Europy”.
Niestety – sprawa Trybunału Konstytucyjnego wyrasta powoli na największy błąd pierwszej fazy rządów PiS. Już nie taktyczny, ale strategiczny.
Zachęcamy do kupna najnowszego numeru „wSieci” w wersji elektronicznej!
E - wydanie tygodnika - to wygodna forma czytania bez wychodzenia z domu, na monitorze własnego komputera. Dostępne są zarówno wydania aktualne jak i archiwalne.
Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Nie miejsce tutaj na rozważanie, czy gdyby PiS działał mniej konfrontacyjnie, TK faktycznie blokowałby wszystkie kluczowe projekty nowej władzy. To radykalna teza Kaczyńskiego, której nie podzielam. Uważam, że można było, działając znacznie subtelniej i, być może, uchwalając nową, choć wprowadzającą mniejsze zmiany, ustawę o TK, doprowadzić do takich podziałów wewnątrz trybunału, że ważne projekty wyszłyby z tego obronną ręką, a Polska zaoszczędziłaby sobie problemów na forum UE. Istotne jest, że teraz dobrego wyjścia już nie ma. Jeśli – na co mogą wskazywać kolejne wypowiedzi przedstawicieli rządu z premier Szydło na czele – Polska postanowi zlekceważyć zalecenia z raportu Komisji Weneckiej, ściągnie na siebie kolejne problemy, a KE prawdopodobnie wróci do zawieszonej procedury. Chwilowy w zamierzeniu problem ostatecznie zmieni się w ciągnącą się przez kolejne miesiące operetkę, dając nieustannie paliwo opozycji, stanowiąc obciążenie w sprawach zagranicznych i faktycznie paraliżując nadal działanie TK. Który jest jednak w Polsce potrzebny, w takiej lub innej formie.
Warto zrozumieć, że sprawa TK – niezależnie od tego, jak oceniamy ją na własny użytek – wprowadza do większości równań w polityce zagranicznej Polski dodatkowy, ujemny czynnik. Tam, gdzie interesy nasze i naszych partnerów są rozbieżne, zawsze mogą oni użyć przejścia do porządku dziennego nad wewnętrznymi problemami Polski jako dodatkowego atutu przetargowego.
Oczywiście nietrudno sobie wyobrazić, jak ewentualne niepodporządkowanie się werdyktowi Komisji Weneckiej zostanie sprzedane w kraju. Dużo będzie mowy o tym, że to mieszanie się w nasze wewnętrzne sprawy, że „no passaran”, że komisja się skompromitowała, bo wyciekł szkic raportu (ten ton już się pojawia), zaś twardy elektorat jak zawsze stanie murem za rządzącymi, pławiąc się w poczuciu samozadowolenia i lekceważąc sygnały ostrzegawcze. W niczym nie zmieni to faktu, że Polska najpierw komisję sama wzywa, aby oceniła przyjęte rozwiązania, a następnie postanawia zlekceważyć jej zalecenia. Przy czym rzecz nie w tym, że będzie to wyglądało „niepoważnie” – to nie ma w dyplomacji większego znaczenia. Znaczenie będzie miał następujący komunikat: polski rząd nie jest w stanie planować i przewidywać działań nawet w średnim planie taktycznym, ponieważ ukręcił bicz na własne plecy. A to znaczy, że można go łatwo ogrywać w innych sprawach.
Jeśli z kolei zalecenia Komisji Weneckiej będą krytyczne wobec działań PiS, a rząd się im podporządkuje – będzie to oznaczało kapitulację wobec opozycji na miejscu. Rzecz jasna, można to było rozegrać inaczej i wygrać dla siebie ewentualne ustępstwo, gdyby od samego początku z żelazną konsekwencją politycy PiS mówili: „Opozycja nie będzie nam niczego dyktować, bo jest stroną w sprawie, ale Komisję Wenecką szanujemy i pokażemy, że zastosujemy się do jej zaleceń, niezależnie od tego, jakie będą”. Wtedy podporządkowanie się werdyktowi komisji byłoby dowodem, że polski rząd działa całkiem normalnie w ramach przyjętych w Europie procedur. Nie byłoby mowy o kapitulacji, skoro od samego początku przekaz byłyby jednoznaczny: uszanujemy każdy werdykt. Przekaz został jednak rozmyty i dziś wycofanie się oznacza tryumf opozycji oraz tyrady o tym, że rząd PiS „przestraszył się Europy”.
Niestety – sprawa Trybunału Konstytucyjnego wyrasta powoli na największy błąd pierwszej fazy rządów PiS. Już nie taktyczny, ale strategiczny.
Zachęcamy do kupna najnowszego numeru „wSieci” w wersji elektronicznej!
E - wydanie tygodnika - to wygodna forma czytania bez wychodzenia z domu, na monitorze własnego komputera. Dostępne są zarówno wydania aktualne jak i archiwalne.
Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.
Strona 2 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/283868-rzad-w-pulapce-ktora-sam-zastawil-czy-byl-wybor?strona=2
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.