Wałęsa ma być usprawiedliwiony, bo miał tylko 27 lat. Ale Inka nie pękła mając lat 17 i czekając na śmierć

fot. PAP/Adam Warżawa
fot. PAP/Adam Warżawa

Jeśli ktoś nie zna miary nawet w dniach pamięci o żołnierzach wyklętych, sam jest sobie winien, bo doprasza się o porównanie z nimi. I to porównanie masakruje.

Gdyby marsze KOD w obronie Lecha Wałęsy nie odbywały się tuż przed Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, podnoszone na nich do rangi cnoty łgarstwa, manipulacje i zaprzaństwo byłoby dużo łatwiej znieść. Tak samo mogłoby być nawet z zupełnie zdumiewającą postawą, słowami i czynami Lecha Wałęsy w związku z teczkami TW Bolka, a po jego powrocie z zagranicznych wojaży. Choć trzeba przyznać, że ich obserwowanie wymagało anielskiej cierpliwości i wyjątkowej nerwowej odporności. Ale te sprawy się zbiegły i wyszło coś trudnego do tolerowania. Coś, co uświadamia przepaść moralną, aksjologiczną i estetyczną. Co tam przepaść - Rów Mariański.

Pomijając wszystkie kłamstwa Lecha Wałęsy, zaczęła się narracja (jego samego i obrońców), że przecież w grudniu 1970 r., gdy podpisywał zobowiązanie o współpracy z bezpieką i zaczynał donosić na kolegów, miał „zaledwie” 27 lat, był niedoświadczony i nie bardzo wiedział jak się zachować. A nawet jeśli donosił, to co to ma za znaczenie po kilkudziesięciu latach? W ogóle, jakie znaczenie mają zasady, skoro cel został osiągnięty, a on uświęca środki? Nawet gdy są ogromne wątpliwości, czy celem rzeczywiście było to, co się w Polsce po 1989 r. stało. Trzeba więc bronić Wałęsy, choć to właściwie wyłącznie obrona TW Bolka. Ale kto Komitetowi Obrony Demokracji zabroni urządzać marsze Bolków? Może by nawet i to przeszło. Może by to zostało uznane za mało ważny wygłup. Ale nie mogło się tak stać z dwóch powodów.

cd na następnej stronie

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...