Te pokolenia w niewiedzy... Kto nacisnął na Lecha Wałęsę 4 czerwca 1992 roku, aby wycofał oświadczenie, w którym przyznał się do współpracy z bezpieką?

wPolitycepl/tvn24
wPolitycepl/tvn24

Tekst ukazał się w serwisie SDP.PL.

Wyrosło już w Niemczech nowe pokolenie od czasu, gdy uporali się oni z lustracją po komunizmie w Niemczech Wschodnich (NRD). W listopadzie 1989 roku padł mur berliński, dzielący na miasto na sektory zachodnie i na stolicę NRD, czyli sektor radziecki, rozpoczynając proces zjednoczenia Niemiec. Zwykli ludzie nie tylko wyszli milionem na ulice, nie tylko rozbili łomami i młotami mur, ale sami, no, powiedzmy, z pewną pomocą odpowiednich zachodnich służb w cywilu, obsadzili udekorowane na bloki mieszkaniowe budynki archiwów złowrogiej Stasi (czyt. mniej więcej Sztaazi), wschodnioniemieckiej bezpieki. Dzień i noc demonstrowali na miejscu, pilnując tajnych akt, by nikt nie zdołał ich spalić albo wynieść. No i decydenci ich nie wynieśli, zaskoczeni rozwojem wydarzeń.

Trzeciego października 1990 roku, w same moje imieniny, co wprowadziło w moim domu wieczną konfuzję, Niemcy, podzielone za karę za wywołanie II wojny światowej, zniszczenie Europy i niespotykane bestialstwo przemysłowych fabryk śmierci, zjednoczyły się, tzn. do Niemiec Zachodnich przyłączono Berlin Zachodni i Niemcy Wschodnie. Ustalono to 12 września 1990 roku w Moskwie na tzw. konferencji dwa plus cztery. Polski przy tym nie było, choć prasa polska donosiła o wielkich staraniach premiera Mazowieckiego, by było dwa plus pięć. Układ, obok dwóch państw niemieckich NRDRFN,podpisały cztery mocarstwa okupacyjne z okresu II wojny światowej, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Związek Radziecki.

I wtedy w Niemczech Zachodnich jeszcze natychmiast powołano instytut badawczy w rodzaju naszego IPN, powstałego w Polsce wiele lat później i w bardzo nieśmiałej formie (z fatalnymi rozwiązaniami prawnymi i równie nieśmiałym prezesem Leonem Kieresem, dziś w Trybunale Konstytucyjnym). Niemiecki Instytut rozwiązania prawne miał doskonałe, szerokie, ujawniono dosłownie miliony funkcjonariuszy i współpracowników Stasi, zakazano komu trzeba pracy z młodzieżą i korzystania z dotacji państwowych, odbyło się sporo rodzinnych dramatów, wiele zaskoczeń, i po przechorowaniu skończył się ten problem. Instytut pracował z rozmachem, pod kierownictwem obecnego prezydenta Niemiec, Joachima Gaucka, wówczas pastora w NRD, wydawał setki opracowań historycznych i popularnych, robił wystawy, poprawiał podręczniki szkolne i konsultował filmy w rodzaju „Good bye Lenin!”.

W swojej książce „Akta Stasi” Gauck rozprawił się z popularnymi również w Polsce argumentami przeciw lustracji. Jak pisze dr Jerzy Targalski, specjalista służb specjalnych, „zdaniem Gaucka iluzją jest mniemanie, że można akta ukryć pod betonową płytą, gdyż zawsze ktoś użyje tych materiałów do celów finansowych lub innych, natomiast zamknięcie archiwów skazałoby społeczeństwo na wieczną rolę obserwatora toczących się rozgrywek i porachunków. (…) Gauck podkreśla, iż nie jest mu znany żaden przypadek, by w byłym NRD doszło do osobistej zemsty lub linczu. Celem lustracji jest to, by wysokie stanowiska publiczne zajmowali ludzie, którzy nie współpracowali z bezpieką. Parlamentarzyści, urzędnicy, kapitanowie przemysłu muszą spełniać uznane kryteria. W przeciwnym wypadku obywatele zwątpią w sprawiedliwość i demokrację”.http://jozefdarski.pl/6802-lustracja-w-niemczech

A w Polsce jak kto chce. Jak? – widzimy na co dzień. Były minister bezpieki nazywany człowiekiem honoru przez luminarzy opozycji z PRL, wbrew od dawna obowiązującemu prawu przechowuje sobie oryginalne akta w domu i zaleca żonie ich sprzedaż po swej śmierci. Nikt nic nie wie na pewno, a kto się dopatrzy czegoś w dokumentach, to albo jest zamilczany, albo wyrzucony poza nawias. Pouczający jest los Romana Graczyka, który uczestniczył w „Gazecie Wyborczej” w akcjach przeciwko lustracji, aż poszedł i sam zajrzał w akta. Zniknął życia publicznego, po wyroku swoich byłych kolegów, w odmętach „szaleństwa”, stracił pracę, usiłowano mu odebrać honor. Nie ugiął się, jest dziś cenionym autorem historii krakowskich środowisk prasowych. Sławomir Cenckiewicz, wyrzucony z pracy za książkę o Lechu Wałęsie i nieszczęśliwych przypadkach narodu polskiego, skazanego na wieczne krętactwa swego kochanego trybuna ludowego z czasów Wielkiej „Solidarności”. Paweł Zyzak po magisterium na ten sam temat wyklęty razem z promotorem prof. Andrzejem Nowakiem i Uniwersytetem Jagiellońskim, poddawanym jakimś kontrolom, wygnany do pracy fizycznej w paczkarni. Wspomniany Targalski, ujawniający od czasu do czasu rozmaite sprawy z IPN, potępiony i skasowany przez „środowisko”, bezradnie już potem patrzące, jak wydaje kolejne książki z serii „Resortowe dzieci”, oparte na badaniach w IPN. I wielu, wielu innych autorów i wiele spraw, czekających jeszcze na opisanie.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.

Quantcast