Dziś widać, że wszyscy, którzy byliśmy przez 25 lat nazywani oszołomami, ludźmi owładniętymi żądzą zemsty, mieliśmy rację

mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl wicepremier Jarosław Gowin, komentując odkrycie licznych dokumentów w domu Czesława Kiszczaka.

wPolityce.pl: Panie premierze, jak ocenia pan odkrycie w domu Czesława Kiszczaków dokumentów wśród których znajdują się materiały dotyczące TW „Bolka”?

Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego: Nikt uczciwy i niepozbawiony choć odrobiny kontaktu z rzeczywistością nie może powiedzieć, że jest zaskoczony. Było oczywiste, że wobec braku dekomunizacji i pozostawienia dawnym funkcjonariuszom tajnych służb komunistycznych czasu na przejęcie najcenniejszych kąsków z archiwów SB, takie szafy Kiszczaka, różnych Kiszczaków, musiały powstać. Jeżeli jest coś zaskakującego w całej sprawie, to banalne, by nie powiedzieć tragifarsowe okoliczności, w jakich dokumenty zostały ujawnione.

Niemal filmowa historia. Wdowa komunistycznego przywódcy zgłasza się po jego śmierci i oferuje akta dotyczące Lecha Wałęsy za gratyfikację finansową…

Zostawmy na boku i panią Kiszczak, i samego Lecha Wałęsę, który za swoją działalność w latach 80. ma, w mojej ocenie, niepodważalne miejsce w panteonie bohaterów - niezależnie od tego, co działo się w latach 70. i 90., gdy był prezydentem i gdy robiono bardzo dużo, żeby nie rozliczyć się z dziedzictwem komunistycznym. Najważniejsze jest coś innego - „szafa Kiszczaka” jest rozstrzygnięciem historyczno-politycznego sporu, który podzielił polskie społeczeństwo i klasę polityczną w III RP.

Podzielił na dwie równe części?

Nie. Niestety, my wszyscy, którzy domagaliśmy się dekomunizacji i lustracji byliśmy w mniejszości - zwłaszcza w klasie politycznej, a jeszcze bardziej ta mniejszość była dostrzegalna, jeśli chodzi o środowiska opiniotwórcze. Dziś widać, że wszyscy, którzy byliśmy przez 25 lat nazywani oszołomami i ludźmi owładniętymi żądzą zemsty - że po prostu mieliśmy rację.

To pewnie temat na książkę, a nie jedno pytanie, ale dlaczego przez 25 lat żaden prokurator nie zapukał do drzwi Czesława Kiszczaka? Plotek, sugestii i informacji o dokumentach skrywanych w jego archiwum mówiło się od dawna, zgłaszali to historycy, dziennikarze - bez reakcji.

Z jednej strony było to uleganie politycznej poprawności III RP, a z drugiej niechęć do narażenia się potężnym grupom interesów złożonych z ludzi dawnego systemu i części elit antykomunistycznych, które zostały dokoptowane i weszły w formę politycznej i biznesowej symbiozy z ośrodkami dawnych służb.

Ciąg dalszy na następnej stronie.