Wczoraj w swoim komentarzu odniosłem się do styczniowego wniosku Kancelarii Prezydenta RP, która zwróciła się do MSZ z prośbą o opinię dotyczącą możliwości odebrania profesorowi Janowi Tomaszowi Grossowi Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. Jestem gorącym zwolennikiem tego pomysłu, a nawet uważam go za jeden z podstawowych warunków sine qua non uzdrowienia naszego życia publicznego.

Chciałbym jeszcze w kilku słowach wrócić do tego tematu. Porównałem postawę Grossa do polskich, zasłużonych w wojnach napoleońskich generałów, którzy z powodu krytycznego stosunku do wybuchu powstania listopadowego próbowali mu zapobiec. Za tę postawę zapłacili najwyższą cenę, ginąc na ulicach Warszawy od salw podchorążych w Noc Listopadową. Historia uznała ich zachowanie za noszące cechy zdrady i mimo wielkich zasług odeszli prawie w niepamięć. Niestety stwierdzam, że moje porównanie nie było zbyt adekwatne, bowiem „zasługi” profesora z Princeton niewiele mają wspólnego z wcześniejszym bohaterstwem wspomnianych oficerów, zastrzelonych podczas wybuchu powstania. „Zasługi” tak chętnie podkreślane w dwóch listach otwartych przez środowiska intelektualistów z kręgów Gazety Wyborczej, za co wspomnianych wcześniej generałów chciałbym przeprosić.

Bowiem obrzydliwości czynione przez Jana Tomasza Grossa dyskwalifikują go jako obiekt porównań do bohaterów Wojen Napoleońskich, którzy przez źle pojmowaną lojalność zostali uznani za zdrajców. Jeszcze raz przypomnę tutaj podstawowy argument obrońców Grossa, którym szermują na lewo i prawo starając się przekonać opinie publiczną do pozostawienia na jego piersi Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej. Brzmi on:

Z oburzeniem przyjmujemy wiadomość o tym, że Kancelaria Prezydenta RP rozważa kwestię odebrania Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi profesorowi Janowi Tomaszowi Grossowi. Otrzymał go w roku 1996 za swoje zasługi jako opozycjonista w PRL, członek grupy „komandosów” z  Marca ‘68, współpracownik Komitetu Obrony Robotników „KSSKOR”.

Na temat jego postawy w Marcu’68 wielokrotnie wypowiadał się Antoni Zambrowski, a także kilku innych publicystów zajmujących się ta tematyką. Sam Zambrowski, syn Romana - przewodniczącego Komitetu Rady Państwa w latach 1955-56, aktywny działacz opozycji demokratycznej (wydalony z PZPR w 1966 roku i pozbawiony pracy na Uniwersytecie Warszawskim za krytykę polityki PZPR wobec Kościoła w związku z listem Episkopatu Polski do biskupów niemieckich, aresztowany przez SB za organizowanie protestów marcowych i skazany w sfabrykowanym procesie na 2 lata więzienia) znał doskonale Jana Tomasza Grossa. Tak pisał o jego „zasługach” dla Marca’68 po latach

Jan Tomasz Gross był w 1968 roku więźniem marcowym, załamał się w śledztwie i obciążył swych kolegów. Czytałem jego zeznania w materiałach własnego śledztwa i pamiętam obrzydliwości, jakie ze strachu opowiadał przesłuchującym go oficerom SB. Dziś odreagowuje swe frustracje, obciążając odpowiedzialnością za ówczesny komunistyczny antysemityzm Bogu ducha winny naród polski. („Łże jak Gross” – Gazeta Polska, 19 lipca 2006 i „Cenzura pogromu” – Najwyższy Czas, sierpień 2006 r.).

Dwa lata później Antoni Zambrowski na łamach portalu asme.pl („Antysocjalistyczne Mazowsze”) dodaje:

Potwierdziłem też w odpowiedzi na pytanie w tej sprawie fakt, iż Janek Gross - zaliczany do przywódców marcowych „komandosów” - załamał się w śledztwie jako jeden z nielicznych uczestników Ruchu 8 marca, którzy w większości odmawiali zeznań. Mało, że obciążył w zeznaniach swych kolegów, ale wygadywał do protokółu obrzydliwe rzeczy o Basi Toruńczykównie i o jej zachowaniu na Zachodzie. Nie miało to związku z problematyką śledztwa i świadczyło jedynie o chęci podlizania się ubekom. Dlatego po wyjściu z więzienia był poddany przez kolegów ostracyzmowi i przed tym uciekł z Polski do USA. Dlaczego środowisko „Gazety Wyborczej” tak go dzisiaj wspiera, nie bardzo jestem w stanie zrozumieć.

Dla sygnatariuszy listów w obronie Grossa i środowisk liberalnych stał się niestety kimś w rodzaju guru lansowanego przez Adama Michnika. Historyk i publicysta dr hab. Jerzy Robert Nowak zauważył, że Michnik popisał się „szczególnie wyszukaną” pochwałą Grossa w Niemczech (a jakże!) porównując go do dwóch wieszczów narodowych – Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego jako demaskatorów polskich kłamstw

Jego odwaga stawia go w jednym szeregu z Karlem Jaspersem, Thomasem Mannem, Günterem Grassem i Hannah Arendt. Wpisuje się on w długi szereg znakomitych polskich intelektualistów, sięgający od Mickiewicza i Słowackiego do Gombrowicza i Miłosza, którzy odsłaniają zakłamanie i powierzchowność panujące w obszernych częściach polskiej kultury narodowej

— napisał twórca Gazety Wyborczej w przedmowie do niemieckiego wydania „Sąsiadów”.

Przeciwko gloryfikowaniu tej wyjątkowo antypolsko nastawionej postaci protestowali m.in. Ks. W. Chrostowski, prof. T. Strzembosz, dr. W. Gontarczyk, prof. J. Żaryn, prof. I.C. Pogonowski, prof. J,.Radzilowski i R. Tyndorf z Polonii, warszawski korespondenta prasy polonijnej R. Strybela, prof. R. C. Lukas z USA, prof. B. Musiał, prof. T. Szarota, prof. A. Nowak, prof. B. Wolniewicz, dr D. Kacnelson, prof. S. Radoń, prof. W. Wysocki, prof. K. Kawalec, prof. R. Broda, prof. T. Marczak, prof. Z. Żmigrodzki, prof. M. K. Dziewanowski z Polonii, o. prof. J. Zbudniewka, prof. R. A. Dybczyński, o. prof. Z. Jabłoński, A. Zambrowski i prof. M. Chodakiewicz. Niestety jak do tej pory bezskutecznie.

Czas już najwyższy powiedzieć „NIE!” tej chorej ideologii wyznawanej przez ludzi skupionych wokół Gazety Wyborczej, którzy z wielu względów, jak ognia boją się polskości i którzy są w stanie z człowieka uciekającego ze wstydu przed kolegami z Marca’68 do USA by tam odreagować redagując antypolskie paszkwile, robić bohatera. Inaczej grożą spełnieniem słowa Aleksandra Fredry: „Naród, który nie ma siły i woli powiedzieć łotrom, że łotry, nie wart być narodem!”.


Książka, którą trzeba przeczytać! „Paszkwil Wyborczej” - Leszek Żebrowski.