Nie ma przypadku w działaniach Niemiec i ich tajnych służb wobec nowych polskich władz

fot.t-online.de
fot.t-online.de

Najprawdopodobniej tajne służby Niemiec prowadzą w Polsce także działania ofensywne: prowokacje, dezinformacje, wrzutki czy próby dezintegracji różnych środowisk politycznych i wywoływania konfliktów.

Dowiedzieliśmy się oto, że komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther Oettinger zamierza wnioskować o objecie Polski specjalnym nadzorem Komisji Europejskiej. Oettinger odpowiada ponoć na zaniepokojenie różnych europejskich polityków sposobem sprawowania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, szczególnie w odniesieniu do mediów publicznych. Oettinger opowiadał dziennikarzowi „Frankfurter Allgemeine Sontagszeitung” (niedzielne wydanie FAZ), jakoby w Polsce trwał konflikt, w który może się włączyć szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker, mający ponoć wiele możliwości przywołania rządu PiS do porządku. Choćby z powodu „zwolnienia bez podania przyczyny” prezesa TVP. Niemiecki komisarz stwierdził, że wskazane jest „uruchomienie mechanizmu kontroli praworządności i objęcie Warszawy nadzorem”. Takie rozwiązanie Oettinger ma zaproponować Komisji Europejskiej podczas posiedzenia 13 stycznia 2016 r., a przewodniczący Juncker ma je przyjąć. Warto się zastanowić, dlaczego po wielkiej histerii w niektórych niemieckich mediach, kolejni niemieccy politycy włączają się w krucjatę przeciwko Polsce rządzonej przez PiS i prezydenta Andrzeja Dudę. I nie tylko niemieccy politycy.

Zanim przejdę do rozważenia przyczyn tego, co się dzieje w niemieckiej polityce i mediach w stosunku do nowej władzy w Polsce, przypomnę kilka wyjątkowo kłopotliwych epizodów z życia komisarza Günthera Oettingera. Zanim w 2005 r. Günther Oettinger został premierem landu Badenia-Wirtembergia, robił karierę jako prawnik oraz polityk Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Głośno zrobiło się o nim, i to nie tylko w Niemczech, w kwietniu 2007 r. Jako ówczesny premier landu przemawiał w katedrze we Fryburgu nad trumną Hansa Filbingera, premiera Badenii-Wirtembergii w latach 1966-1978, przez jakiś czas także wiceprzewodniczącego federalnej CDU. Oettinger powiedział podczas mszy, że Filbinger „nie był narodowym socjalistą, lecz przeciwnikiem nazistowskiego reżimu”. Obecny komisarz UE twierdził też, że jako sędzia sądu Kriegsmarine Filbinger „nigdy nie wydał wyroku, w wyniku którego pozbawiono by kogoś życia”. Okazało się, że antynazista Filbinger w 1933 r. wstąpił do SA i Narodowosocjalistycznego Niemieckiego Związku Studentów. W 1978 r. pisarz Rolf Hochhuth oskarżył Filbingera o udział w wydaniu czterech wyroków śmierci oraz skazaniu artylerzysty Petzolda na 6 miesięcy więzienia już po zakończeniu wojny (29 maja 1945 r.). Filbinger wytoczył Hochhuthowi proces i go wygrał. Ale później okazało się, że bezpośrednio lub pośrednio Filbinger brał udział w sześciu sprawach, gdzie orzeczono wyroki śmierci: w trzech jako oskarżyciel, w dwóch jako przewodniczący składu sędziowskiego i w jednym jako zewnętrzny pomocnik. Trzy wyroki były później zmienione i skazani uniknęli śmierci, a dwa utrzymane wyroki śmierci wydano zaocznie, bo oskarżeni uciekli do Szwecji. Marynarz Walter Gröger, którego Filbinger oskarżał, został stracony, a oskarżyciel nadzorował egzekucję.

cd na następnej stronie

12
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...