Nie ma przypadku w działaniach Niemiec i ich tajnych służb wobec nowych polskich władz

fot.t-online.de
fot.t-online.de

Mowa pogrzebowa Oettingera wywołała burzę, bo zarzucono mu apoteozę człowieka, który miał na sumieniu współpracę z nazistami i wyroki śmierci. Przecież nieprzypadkowo Filbinger podał się w sierpniu 1978 r. do dymisji ze stanowiska premiera landu i z partyjnych funkcji. Günthera Oettingera ostro skrytykowała kanclerz Angela Merkel, liczni niemieccy historycy i publicyści czy Centralna Rada Żydów w Niemczech, zarzucając mu kłamstwa i fałszowanie historii. Oettinger najpierw nie chciał się wycofać z tego, co powiedział na pogrzebie Filbingera, ale zrobił to w końcu wskutek mocnych nacisków kanclerz Merkel. Nie stracił jednak stanowisk, bo był zbyt ważną figurą w CDU. Wcześniej (na początku lat 90.) Oettingerowi nie zaszkodziło odebranie prawa jazdy za prowadzenie auta po pijanemu (półtora promila alkoholu we krwi). Nie zaszkodziły mu też brudne chwyty w walce o stanowisko szefa CDU w Badenii-Wirtembergii: konkurentkę dyskredytowano przeciekami o jej homoseksualizmie. Günther Oettinger (CDU) jest kolejnym po wicekanclerzu Sigmarze Gabrielu (SPD) oraz przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinie Schulzu (SPD) niemieckim politykiem, którzy uczestniczy w kampanii przeciwko nowym polskim władzom. Ale przede wszystkim tę kampanię prowadzą liczne niemieckie media. Najmniej istotnym powodem zaangażowania obu tych środowisk jest wspieranie odsuniętej od władzy PO. Znacznie ważniejsze jest to, że rząd PiS oraz prezydent Andrzej Duda przeorientowują polską politykę z wasalnej wobec niemieckiego hegemona na suwerenną. Konsekwencją tego jest wzmocnienie związków z USA, poprawa i zwiększenie potencjału wojskowego Polski, nieuczestniczenie w niemieckiej „drużynie” na poziomie Rady Europejskiej czy przebudowa relacji gospodarczych z Niemcami. W Berlinie otwarcie mówi się też o spodziewanej próbie ograniczenia pozycji niemieckiego kapitału w polskich mediach, szczególnie w prasie regionalnej.

Bardzo ważne i kto wie, czy nie najważniejsze w polityce niemieckiej wobec nowych polskich władz jest jednak to, czego nie widać. Bo działania polityków, mediów, fundacji i różnych kręgów opiniotwórczych widać. Nie widać natomiast tego, co robią niemieckie tajne służby. Trzeba być wyjątkowo naiwnym, żeby sądzić, iż w tak ważnym dla Niemiec kraju jak Polska niemieckie tajne służby nie są aktywne i to na wielu polach. Tym łatwiej im działać w naszym kraju, że przez lata rządów PO byliśmy praktycznie bezbronni wobec działań tych służb, formalnie zaprzyjaźnionych, ale przecież mających u nas różne własne interesy i wpływy. Te służby oczywiście także inspirują i wykorzystują niemieckich polityków, dziennikarzy, naukowców, fundacje, stowarzyszenia, organizacje i różne kręgi opiniotwórcze. I zapewne mamy do czynienia ze swoistym podziałem ról, czyli daleko idącą powściągliwością na poziomie rządu federalnego oraz dużą swobodą w wypadku mediów, europarlamentarzystów, polityków drugiego szeregu czy różnych naukowców.

Istnieje wiele pośrednich dowodów na posiadanie przez niemieckie tajne służby swoich agentów wpływu czy po prostu współpracowników w Polsce. Mają oni szerokie możliwości oddziaływania na polską opinię publiczną, np. jako eksperci czy tzw. autorytety. Są też najprawdopodobniej działania ofensywne typowe dla tajnych służb, czyli prowokacje, dezinformacje, wrzutki, ale też próby dezintegracji różnych środowisk politycznych czy wywoływania konfliktów. Służby zawsze to robią, jeśli tylko mają okazję, a teren ich działania jest ważny dla polityki i interesów ich państwa. Dlaczego inaczej miałoby być w wypadku Niemiec?

Kiedy zatem patrzymy na to, jaką politykę prowadzą Niemcy wobec nowych polskich władz, trzeba pamiętać także o tym, czego nie widać, a co istotnie wpływa na tę politykę. Można być naiwnym i uważać, że Niemcy mają w Polsce tylko jawne interesy i tylko jawnie działają, w dodatku jako lojalny partner Polski w UE i dobry sąsiad. Ale można też starać się to wszystko kontrolować, zachować zdrowy rozsądek i minimalizować negatywne skutki. Choćby dlatego, że mimo najlepszej współpracy nie znikną interesy Polski i Niemiec, których nie da się pogodzić i uzgodnić. I z tego punktu widzenia Polska nie może być po prostu bezbronna i bierna.

« poprzednia strona
12
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...