To nie są żadne spontaniczne manifestacje. Działają „najemnicy” sterowani przez władców III RP

Fot. PAP/Pietruszka
Fot. PAP/Pietruszka

Zasada organizująca manifestacje obrońców „demokracji” i „konstytucji” jest prosta jak konstrukcja cepa: wszystko, co nie służy interesom władców III RP jest złe i trzeba to zniszczyć.

Demonstrujących w obronie „demokracji” i „konstytucji” może wykorzystać każdy, kto chce i jak chce – wynika z wydarzeń ostatnich dni. Zgłosili się jako mięso armatnie i niewiele więcej ich interesuje. I nie po raz pierwszy pełnią funkcję mięsa armatniego. Jest to o tyle zdumiewające, że twarz manifestacjom dali m.in. ludzie kultury oraz różni celebryci, w rodzaju Marka Kondrata i jego młodej żony. Piszę o Kondracie jako celebrycie, bo od lat nie gra w teatrze ani w filmach, a poza reklamami jednego z banków jest znany wyłącznie z plotek o swoim życiu osobistym. Przecierałem oczy ze zdumienia (i sprawdzałem uszy), kiedy na warszawskiej manifestacji 19 grudnia przemówiły reżyserka Agnieszka Holland i aktorka Maja Komorowska. Obie panie kompletnie nie wiedziały, co powiedzieć i w jakiej sprawie właściwie manifestują. Agnieszka Holland apelowała, żeby było tak jak było, a Maja Komorowska mgliście mówiła o jakichś obowiązkach i nawiązywała do jakiejś tradycji, choć nie wiadomo jakiej. Podobnie było z wypowiadającymi się w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu.

Najpierw 12, a potem 19 grudnia rzucała się w oczy pustka myślowa i nieporadność oratorska, bo występy na poziomie gimnazjalnej akademii ku czci trudno uznać za coś ważnego i mającego jakąś treść.Wyglądało to równie bezmyślnie i koniunkturalnie, jak udział znanych twórców, szczególnie aktorów i reżyserów, w manifestacjach pierwszomajowych w czasach Edwarda Gierka. Zresztą niektóre postacie z gierkowskich marszów pojawiły się także 19 grudnia 2015 r. Wspominam o weteranach oportunistach czterdzieści lat temu świętujących pierwszego maja razem z towarzyszem Gierkiem, a teraz broniących „demokracji”, bo to pokazuje, kim są liczni uczestnicy ostatnich imprez. Często są to bowiem beniaminkowie i faworyci każdej kolejnej władzy. Oczywiście każdej „demokratycznej”, czyli lewicowej bądź postępowej. Niektórzy mieli epizod przyklejenia się do Kościoła w czasie stanu wojennego, ale to był epizod, bo wtedy Kościół dawał realną osłonę i wsparcie. Ale kiedy Jaruzelski przeszedł na pozycje „demokraty” i ojca założyciela III RP, ci sami ludzie ochoczo pokazywali swój antyklerykalizm i obrzydzenie do wszystkiego, co Kościół sobą reprezentuje.

Piszę przede wszystkim o „twarzach” manifestacji z 12 i 19 grudnia 2015 r., bo to one przyciągały tych, którzy robili za ilościowy wypełniacz. A najczęściej tymi twarzami były zawodowe „autorytety”. Na takiej zasadzie, na jakiej w filmie Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana” osobnik grany przez Jerzego Dobrowolskiego „z zawodu jest dyrektorem”. Władcy i twórcy III RP wykreowali grupę zawodowych autorytetów, które są swego rodzaju naganiaczami dla ich różnych przedsięwzięć. Sami władcy, może poza Adamem Michnikiem, rzadko zabierali głos, bo nie chcieli się kompromitować na własny rachunek. Nie musieli zresztą tego robić, bo zawodowe autorytety po to zostały powołane, żeby mówić cudzym tekstem. Dlatego m.in. w takiej roli występuje tak wielu aktorów. I to mówienie cudzym głosem było szczególnie widoczne 19 grudnia 2015 r. Władcy III RP po prostu jeszcze nie sformułowali precyzyjnych celów, więc nawet Agnieszka Holland nie wiedziała, co konkretnie powiedzieć. Miało być tylko antypisowsko i hurrademokratycznie. Konkretne wytyczne dopiero się tworzą.

Zasada organizująca manifestacje obrońców „demokracji” jest prosta jak konstrukcja cepa: wszystko, co nie służy interesom władców III RP jest złe. I należy to zwalczać od chwili, gdy pojawi się jakiekolwiek zagrożenie dla władców III RP. Ludzie wykorzystywani przez władców w roli „twarzy” czy „wypełniacza” są z całym cynizmem traktowani jak leninowscy użyteczni idioci. To nie jest epitet, tylko kategoria politologiczna i socjologiczna. Najbardziej użytecznym gwarantowano funkcje zawodowych autorytetów oraz dopływ pieniędzy (poprzez granty, zlecenia, reklamy, fuchy itp.), żeby dostatecznie gorliwie się angażowali. Wystarczy wymienić np. takich uczestników warszawskiej manifestacji 19 grudnia jak Tomasz Lis czy Krzysztof Materna. Generalnie władcy III RP organizowali życie różnym kręgom swych użytecznych idiotów, zapewniając im przywileje i odpowiedni status. Nie trzeba dodawać, że ich pozycja i status nie zależały od ich umiejętności, kompetencji czy wartości rynkowej. Oni po prostu zostali obsadzeni w swojej roli w konkretnej, ustawionej rzeczywistości. Poza tą „ustawką” ogromna większość z nich byłaby nikim. Oni dobrze o tym wiedzą, więc nawet na ogólnikowy apel władców III RP natychmiast ruszają do akcji. Skoro cały ich świat to ta ustawka, są oczywiście zaangażowani i gorliwi.

12
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...