Co powiedziałem na spotkaniu u prezydenta. Arcyciekawa debata o polityce historycznej

PAP/Jacek Turczyk
PAP/Jacek Turczyk

W Belwederze na zaproszenie prezydenta gościli szefowie instytucji zajmujących się polityką historyczną, działacze społeczni, naukowcy, komentatorzy. Grono było różnorodne: od Aleksandra Smolara czy szefa Muzeum Żydów Polskich Dariusza Stoli po Jana Żaryna czy Bogdana Cywińskiego. Rząd reprezentowali wicepremier i minister kultury Piotr Gliński oraz jego właśnie mianowany następca Jarosław Sellin.

WIĘCEJ: Andrzej Duda inauguruje prace nad powstaniem Strategii Polskiej Polityki Historycznej. „Pytanie, jak to robić?” [PRZEMÓWIENIE PREZYDENTA]

Nawiązując do słów Lecha Kaczyńskiego prezydent Duda rozróżnił między patriotyzmem i nacjonalizmem – ten pierwszy wyplywa z miłości do ojczyzny a nie niechęci wobec obcych. Równocześnie wzywając do aktywniejszej polityki historycznej, postawił fundamentalne pytanie: jakie są punkty wspólne wokół których Polacy, w każdym razie ich zdecydowana większość, mogą prowadzić swoją bitwę o pamięć. Na własnym podwórku, adresując wysiłki do młodych obywateli, ale też w starciach na forach międzynarodowych, gdzie bywamy celem zniesławienia.

Prof. Andrzej Nowak w zagajającym wystąpieniu przeciwstawił polski marazm i minimalizm czeskiej aktywności, dzięki której to wieś Lidice są dziś symbolem bestialstwa podczas drugiej wojny światowej, a wyczyny czeskich lotników doczekały się filmu. Proponował cztery swoiste pola promowania polskich osiągnięć: wyczyny polskich bohaterów wojennych (choć także krzywdy polskich ofiar), osiągnięcie polskiej kultury i nauki oraz dokonania polskiego chrześcijaństwa. Potem dodał jeszcze piąte: republikanizm, umiłowanie wolności.

W dyskusji dochodziło do starć. Np. na wyraźnej kontrze do Macieja Świrskiego, lidera Reduty Polskiego Imienia Aleksander Smolar przestrzegał przed rozstrzyganiem sporów historycznych przed sądami. W podsumowaniu prezydent powiedział, że nie jest zwolennikiem sadzania historyków do więzień (kontrowersja dotyczyła Jana Tomasza Grossa), ale nie można zamykać oczu na to, że pewien kierunek badań i w następstwie myślenia jest promowany w innych krajach. Odpowiedzią powinny być odpowiednie polskie wysiłki.

Streszczę teraz swoje wystąpienie (byliśmy limitowani do kilku minut):

Pan prezydent przywołał tu film „Nasze matki, nasi ojcowie” jako przykład skutecznej i kosztownej historycznej propagandy ze strony Niemiec. Mnie zszokowało także co innego: wypowiedzi polskich widzów na ekranowym pasku w telewizji publicznej po projekcji. Padały słowa publiczności wspierającej niemiecki punkt widzenia. Sens był taki: nie zamykajmy się, trzeba na to spojrzeć z wielu stron itd.

Podejście, akurat w tym przypadku kompletnie ahistoryczne, które mogło być udziałem młodych widzów. Czy to produkt odpowiedniego sposobu myślenia nastawionego na dekonstrukcję wszelkiej świadomości, pod hasłem: każdy ma swoje racje? Możliwe, ale też w wielu wypadkach po prostu produkt niewiedzy. Na tę niewiedzę szukać recepty powinna między innymi szkoła. I dlatego tak jest jestem wdzięczny profesorowi Nowakowi, że przywołał tu batalię przeciw zmianom wprowadzonym przez minister Hall. Zmianom rugującym historię ze starszych klas liceum.

Prof. Nowak prowadził tę wojnę wspierany ledwie przez kilka osób, w tej liczbie mówiącego te słowa. Opuściła go niestety znaczna część elit, także obecnych na tej sali, milczały ważne instytucje zajmujące się polityką historyczną.

A przecież złe zmiany zaczęły się już wcześniej. Nawet przed zmianami pani minister Hall w klasie maturalnej niehumanistycznej była jedna godzina historii w tygodniu. Jedna godzina! W tej sytuacji nauczyciel z niczym się nie wyrabiał. A skoro tak, użyto tego pretekstu z niewyrabianiem się aby się historii w ogóle pozbyć.

*Apeluję poprzez pana wicepremiera Glińskiego do nowego rządu o pilne przywrócenie normalnej historii w pełnym wymiarze co najmniej dwóch godzin w tygodniu jak najszybciej. Nawet bez czekania na nowy model ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum. *

Jest i inny ważny temat związany z najszerzej pojmowanym upowszechnianiem świadomości historycznej: model i sposób finansowania nauki.

Humaniści skarżyli się od dawna, że obecny system grantowy nastawiony jest po pierwsze na dyskryminację humanistyki, a po drugie na preferowanie tematyki zagranicznej kosztem krajowej. Słynny przykład, że łatwiej dostać pieniądze na badanie języków Papui Nowej Gwinei niż na badanie historii Polskiej – pan prezydent używał go w swojej kampanii.

Jest też pytanie o sposób dzielenia historii między uczelnie. Czy będziemy mieli nadal tendencję do zwijania kierunków zwłaszcza humanistycznych w mniejszych ośrodkach. Czy dla polityki historycznej jest obojętne, że w Białymstoku albo Opolu prowadzone są badania, nawet przy mniejszej liczbie studentów. Badania ważne dla tożsamości tego regionu.

Padają tu pierwsze wypowiedzi, które trochę mnie niepokoją. Zastanawiam się, co ma na myśli nowy minister nauki Jarosław Gowin mówiąc o „flagowych ośrodkach” i „flagowych specjalnościach”. Polska to nie tylko Warszawa czy Kraków.

Prezydent nie ma mocy wykonawczej. Ale może użyć swojego urzędu jako forum do dyskusji o finansowaniu nauki polskiej. O to także apeluję, tym razem do pana prezydenta.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...