Nie tylko terroryści narażają w UE życie obywateli. Ideologia góruje nad racjonalnością i pokazuje, że nie ma granic unijnego szaleństwa

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Po zamachach w Paryżu pojawiła się niezdementowana do dziś wiadomość, że jeden z zamachowców przybył do Europy jako syryjski uchodźca. Na terytorium Unii przedostał się w październiku. Ta, na pozór drobnostka, pozwala zadać szereg pytań dotyczących bezpieczeństwa Europy, Unii oraz Polski.

Fakt, że zamachowiec przybył do Unii Europejskiej wraz z falą imigrantów nie powinien dziwić. Państwo Islamskie już wiele miesięcy temu zapowiadało, że wykorzysta migracje do lokowania swoich ludzi w Europie. Wiadomo również było, że dokumenty syryjskie można łatwo kupić. Jeden z holenderskich dziennikarzy kupił syryjski paszport dla premiera swojego kraju. Już po zamachu pojawiła się z kolei wiadomość, że w jednym z obozów znaleziono człowieka, który nazywa się tak samo jak zamachowiec. Czy obaj kupili dokumenty na czarnym rynku? Ta sytuacja pokazuje, jak daleko nierozumna była polityka UE w obszarze zarządzania strefą Schengen, jak szkodliwy był brak zabezpieczenia granic Unii. Na Victora Orbana, który jako jedyny traktował tę sprawę poważnie, rzucano gromy. Dziś okazuje się, jak wielki błąd popełniono. W sposób oczywisty cała sytuacja poddaje w wątpliwość proces przyjmowania uchodźców do krajów UE, w tym do Polski. Dziś eksperci nie mają wątpliwości, że weryfikacja ludzi uciekających przed wyniszczającą wojną jest fikcją. Polska nie będzie miała pewności, kogo przyjmuje do siebie. Podobnie, jak nie wiadomo, ilu terrorystów już jest w Unii.

Choć zajęcie przez Konrada Szymańskiego stanowiska dot. imigrantów i wskazanie zaraz po zamachach, że nie przyjmiemy imigrantów, mogło być reakcją przedwczesną, nie ma wątpliwości, że właśnie w tym kierunku powinna iść polska polityka. I słusznie klub Kukiz‘15 wzywa do przyjęcia uchwały wzywającej rząd do zmiany decyzji ws. imigrantów. Operacja przyjęcia do Polski tych ludzi nie może być w tych okolicznościach uznana za bezpieczną. Co więcej, operacja przyjmowania uchodźców i imigrantów przez jakikolwiek kraj strefy Schengen musi być przez Polskę identyfikowana jako potencjalne zagrożenie. Legalizacja pobytu w jednym kraju może oznaczać swobodne podróże po całej strefie Schengen. Jeździ po niej już rzesza ludzi przybyłych do UE wraz z falą migracyjną. Ilu wśród nich jest terrorystów? Sytuacja jest więcej niż niepokojąca, bowiem – jak pokazują zamachy we Francji – fala migracyjna pada na podatny grunt.

Fakt, że zamachowiec przybył do UE w październiku, a już w połowie listopada przeprowadził zamach sugeruje, jak silne są europejskie komórki Państwa Islamskiego. Można sądzić, że mężczyzna dołączył do komórki logistycznej, która ten zamach planowała, przygotowywała itd. Zapewne przybył tu w ramach szerzej zakrojonego planu, który zakładał dołączenie do wcześniej rozpoczętych działań. To oznacza, że silne zdolności operacyjne posiadają lokalne komórki logistyczne PI. Szczególnie niepokojące są sygnały płynące po akcji służb francuskich, które odkryły i zabezpieczyły prawdziwy arsenał nielegalnej broni po zamachach. Znaleziono m.in. wyrzutnie rakiet. Czy ta broń również może służyć terrorystom? Doniesienia medialne sugerują również, że komórki PI mają dobre rozeznanie w polityce i zasadach pracy UE. Wykonawcy zamachów i organizatorzy, którzy zostali złapani czy zidentyfikowani, pracowali w kilku krajach, „mózgiem” miał być mieszkaniec Belgii, wykonawcami Francuzi. Powstaje pytanie, czy mężczyźni nie zlokalizowali i wykorzystali poważnej luki w procedurach bezpieczeństwa, która sprawia, że służby specjalne nie dzielą się ze swoimi zagranicznymi partnerami na bieżąco obserwacją. Trzej bracia, którzy mieli dokonać zamachu, byli znani francuskim służbom. Czy bywali w Belgii? Czy tam byli monitorowani? Dlaczego Francuzi nie byli w stanie monitorować ich na bieżąco? Czy to luka w działaniu służb? Zawiniona? Szereg pytań wymaga odpowiedzi.

Podobne pytania należałoby również zadać w kontekście polskich służb. Czy one są w stanie wyłapać, zidentyfikować i neutralizować zagrożenie? Niestety można być sceptycznym. Polskie służby nie mają takiego doświadczenia w tej mierze, jak służby francuskie czy brytyjskie. Polska nie jest krajem o tak silnym stopniu zagrożenia terrorystycznego, więc oczywiste jest pytanie, czy służby poradzą sobie z zagrożeniem zamachami. Wątpliwości dodaje fakt, że w trzech głośnych przypadkach ocierających się o terroryzm służby otarły się o kompromitacje. Przed Euro 2012 z wielką pompą informowano o zatrzymaniu „polskiego dżihadysty”. Jednak Artur Ł. okazał się być niegroźnym człowiekiem, a jego zatrzymanie skończyło się skandalem, kompromitacją i wypłatą odszkodowania. Brunon Kwiecień, który miał być autorem próby zamachu na Sejm, Prezydenta, Premiera, od trzech lat jest w areszcie tymczasowym. Nie wiadomo, dlaczego tak długo, skoro służby twierdziły, że sprawa jest prosta i groźna. Czyżby znów nierzetelnie oceniono zagrożenie? Obrazu działań dopełnia opisana przez Tygodnik ABC sprawa Polaka walczącego w szeregach PI. Choć niemieckie służby informowały o jego powiązaniach, ABW nie zatrzymała mężczyzny w Polsce, dając mu wyjechać z kraju. Zatrzymały go dopiero jordańskie służby. To kolejny już polski ślad w działaniach ISIS. Ostatnio media informują o zatrzymaniu Polaka, który walczyć miał również w szeregach PI. To pokazuje, że Polska jest już powiązana z działaniami Państwa Islamskiego, a nasz kraj może być wykorzystywany do prowadzenia działań logistycznych czy też przygotowywania zamachu. Czy służby są na to przygotowane?

Ciąg dalszy na kolejnej stronie

12
następna strona »

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych