Płużański: Panteonik ministra Kunerta traktuję jako nieporozumienie, ale dobrze, że niedzielna uroczystość się odbyła. NASZ WYWIAD

Fot. PAP/Rafał Guz
Fot. PAP/Rafał Guz

wPolityce.pl: Wiele razy krytykował Pan budowany na Powązkach panteon upamiętniający Żołnierzy Wyklętych - jego kształt i samą budowę. Jednak brał Pan udział w niedzielnych uroczystościach otwarcia mauzoleum. Warto było brać udział w tej „zdradzie”?

Tadeusz Płużański: Nie przesadzajmy panie redaktorze z tą zdradą. Takie słowa nigdy nie padły z moich ust. Traktuję to raczej jako nieporozumienie. Panteonik ministra Kunerta traktuję w tych kategoriach. Podtrzymuję swoje zdanie, ten obiekt nie jest godnym miejscem upamiętnienia Żołnierzy Niezłomnych. To nie jest tylko moja opinia. Zajmuję się tym tematem do dawna - wiele osób ma takie odczucia. W czasie uroczystości również było słychać krytyczne opinie. Rodziny Łączkowe poddały się wprawdzie operacji pogrzebu na Powązkach, ale ma to swoje ciekawe kulisy.

Jakie?

Już mówiłem publicznie, jak minister Kunert otrzymywał zgody na pochowanie Żołnierzy Wyklętych na Łączce. Nie odbyło się to na drodze spotkań, dialogu, omawiania koncepcji i projektów. Rodzin nie pytano, jak wyobrażają sobie pomnik, czy sam pogrzeb ich bliskich. Kontakty w tej sprawie odbywały się jedynie telefonicznie, często niemal w ostatniej chwili, na dwa trzy tygodnie przed samą uroczystością. Nie chcę rozwijać tematu. Minister Kunert już raz groził mi sądem.

Wróćmy zatem do samej uroczystości. Mówił Pan o komentarzach, jakie można było usłyszeć na Powązkach. Jakie opinie słychać było ws. Panteonu?

Wiele osób, w tym rodziny, wyrażało żal, że to tak wygląda. Wiele osób widziało ten obiekt po raz pierwszy. Oni spodziewali się czego innego. Nie spodziewali się takiej formy, bowiem przedstawiano im to inaczej, jako wielki narodowy panteon. A to co oni zobaczyli odbiega od zapowiedzi. Słyszałem opinie, że to szafki basenowe, czy przechowalnia na dworcu. Jedno z dzieci spytało, o co chodzi z tymi skrytkami. To nie są opinie przychylne. Niestety i takie jest moje zdanie. W mojej ocenie to miejsce nie oddaje charakteru walki i poświęcenia życia naszych żołnierzy. Oni zasłużyli na coś znacznie większego.

Odnosi się Pan do formy, a ona dotyka indywidualnych gustów. Zawsze znajdą się ludzie, którym dana forma nie będzie się podobała.

Ale tu chodzi o sprawy fundamentalne. W tym panteonie mamy szuflady zamiast grobów. Grób jest natomiast czymś ważnym. Naszych zmarłych składamy w grobach. To podstawowy wymóg. On nie został spełniony.

Może na Łączce brakuje miejsca?

Tak, słyszmy, że brakowało miejsca dla grobów, ale pamiętajmy, że to wynika ze źle przyjętych założeń. Tę sprawę postawiono na głowie. Najpierw należało przeprowadzić wszystkie ekshumacje i wtedy byłoby znacznie więcej miejsca na panteon. Mielibyśmy dwie kwatery, Ł i Ł2. I na tym terenie należało postawić wielki narodowy panteon. Z tego jednak zrezygnowano. I dziś mamy na Łączce to, co mamy. Mamy jednak również wiele innych problemów.

Jakie problemy pan widzi?

Choćby zaskakującą symbolikę. Nie widać symboliki katolickiej na tym obiekcie. Krzyż jest bardzo mały, na jednej z kolumn. Zwracano mi również uwagę na brak jakiegokolwiek symbolu Polski Walczącej. Bardzo dziwny jest orzeł, który jest PRL-owskim orłem w koronie, a nie orłem Wojska Polskiego. Dziwne również, że żaden z pochowanych nie ma dopisku „świętej pamięci” przy nazwisku. Czyżby nie byli godni? Największe jednak kontrowersje budzą te szufladki. Rodziny ledwo się mieściły w środku tego panteoniku. A jak przyszło do składania kwiatów i zapalenia zniczy, to szybko okazało się, że taka jedna szufladka może pomieścić kilka kwiatków. I tyle. Więcej się nie zmieści. Na to wiele osób zwraca uwagę.

Czy to nie szukanie dziury w całym, czy to nie szczegóły, nad którymi należy przejść do porządku dziennego?

Oczywiście, można powiedzieć, że to drobiazgi, że to drobne elementy, ale one wpływają na ogólny wydźwięk tego, co zobaczyliśmy i tego, co się działo.

Te błędy i zaniedbania przesłaniają panu pozytywne strony uroczystości?

Krytykuję ten panteonik od dawna. Byliśmy jako Fundacja Łączka za tym, by poczekać z tą budową. Nic nie stało na przeszkodzie, by minister Kunert się tak nie spieszył, by można było spokojnie przedyskutować te sprawy z rodzinami, by nie trzeba było dzwonić do rodzin w ostatniej chwili. Należało działać wolniej, zasiąść do stołu, odbyć szereg konsultacji i spotkań ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, głównie z rodzinami. Niestety jednak ten scenariusz się nie zrealizował. Jednak, odnosząc się do Pana pytania, trzeba się cieszyć, że taka uroczystość się odbyła. Wiele osób zostało postawionych przed faktami dokonanymi, a uroczystość odbyła się w momencie, gdy jeszcze wielu naszych żołnierzy nie zostało zidentyfikowanych, wielu innych spoczywa wciąż w ziemi. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że ta uroczystość była bardzo ważna.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie

123
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...