Mariusz Kamiński: Afera taśmowa to wynik walki w obozie władzy. Na tych taśmach mogą być bardzo istotne dowody przestępstw. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl/TVN24
Fot. wPolityce.pl/TVN24

Środowisko, które walczy o wpływy, władzę i pieniądze publiczne, może sięgać również po działania sprzeczne z prawem. Najważniejsze jest to, czy urzędnicy łamali prawo

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Mariusz Kamiński, były szef CBA.

wPolityce.pl: „Gazeta Wyborcza” informuje o grupie związanej ze służbami, która miała zorganizować istny przemysł nagraniowy w Polsce. Mowa o nagrywaniu nawet w willi rządowej przy ul. Parkowej. Ponoć ważnym materiałem jest taśma ze spotkania Donalda Tuska z Janem Kulczykiem. Jak Pan ocenia te doniesienia?

Mariusz Kamiński: Są dwa aspekty widoczne w tej sprawie. Z jednej strony mamy pytanie, o to kto nagrywał, w jakim celu i dlaczego. To jest istotne, odpowiedzi na te pytania dadzą nam jasność dotyczącą zleceniodawców i okoliczności. Jednak zupełnie inną sprawą, w mojej ocenie dużo ważniejszą, jest sprawa treści rozmów. To szczególnie niewygodne dla obecnego rządu. Z punktu widzenia interesów opinii publicznej to powinien być priorytet dla prokuratury. Dla dziennikarzy to również wyzwanie. Polacy mają prawo wiedzieć, o czym rozmawiali czołowi politycy obozu rządowego w czasie swoich nieoficjalnych spotkań. Oczywiście chodzi tylko o sprawy związane z działalnością publiczną.

To jednak często trudno odróżnić. Polacy powinni mimo wszystko wiedzieć, co działo się w czasie spotkań w restauracjach?

Jeśli wysocy urzędnicy państwowi spotykają się w lokalach gastronomicznych i omawiają decyzje władz, podejmują kluczowe decyzje z punktu widzenia interesów państwa, Polacy powinni o tym wiedzieć. Urzędnicy nie powinni się cieszyć żadną ochroną ich tajemnicy. Mówienie o nich, jako o pokrzywdzonych, jest nadużyciem. Pokrzywdzeni są de facto obywatele. To jest kluczowa sprawa. Jeśli rzeczywiście, najważniejszą rozmową, jaka została nagrana, jest rozmowa Donalda Tuska z Janem Kulczykiem, to na pewno ta rozmowa powinna być znana opinii publicznej. Wiemy, że takie spotkanie miało miejsce.

Ponoć odbyło się w rządowej willi, w której również zamontowano podsłuch.

Jeśli rzeczywiście spotkanie w willi premiera zostało nagrane, to byłoby to symbolem upadku struktur państwa zarządzanych przez PO. Willa premiera to powinna być enklawa bezpieczeństwa dla premiera i osób pełniących najważniejsze funkcje w państwie. Tu zabezpieczenia i ochrona powinny być szczególnie mocne. To jednak sprawa poboczna. Ważniejsze jest, co było treścią rozmów, które się tam toczyły. Wiadomo, że Paweł Graś sugerował, że na spotkaniu rozmawiano o interesach pana Kulczyka na Ukrainie i o ochronie ich przez polskie służby specjalne. Jeśli tylko o tym mówiono, już mamy do czynienia z ogromnym nadużyciem.

Dlaczego Pan tak mówi?

Dlaczego służby miałyby ochraniać interesy oligarchy poza granicami polski? Służby nie są od tego, by służyć oligarchom, ale by dbać o interesy narodowe, a także patrzeć na ręce m.in. oligarchom. Już ta wersja jest kompromitująca dla premiera Tuska, że dopuścił do takich rozmów. Nie widzę uzasadnienia dla angażowania służb w ochronę interesów pana Kulczyka. Mamy prawo wiedzieć, czy służby były angażowane w taką ochronę. To dla mnie byłby skandal.

Zdaje się Pan sugerować, że tu może chodzić o co innego.

Wiemy, że rozmowy pana Kulczyka, które były prowadzone w tamtym czasie mogły dotyczyć sprawy prywatyzacji Ciechu. Koincydencja czasowa wiele mówi. Pan Kulczyk spotykał się z ludźmi władzy, gdy prowadził jedną z większych prywatyzacji w ostatnich latach. Wydaje się nieprawdopodobne, by w rozmowach nie podnoszone były wątki dotyczące tej transakcji. Być może wokół tej sprawy jest jakaś ciemna tajemnica, jeśli rządzący nie przyznają się do rozmów o tym zakupie. Szczególnie, że mamy doniesienia, wskazujące, że wycena Ciechu była zbyt niska. Na tym powinny się skoncentrować działania prokuratury. Po zmianie władzy na pewno tak się stanie. Trzeba doprowadzić do pełnego wyjaśnienia tej sprawy. Wydaje się, że powinien się nią zająć również NIK.

Sądzi Pan, że sprawa wycieku nowych taśm jest już skończona, czy będzie się to powtarzać?

Istotą sprawy jest zajęcie się tym, co już wiadomo. Trzeba zadbać o wyjaśnienie treści rozmów. Trzeba również ustalić, kto zlecał nagrania. Prokuratura wskazuje biznesmena Falentę, jednak on zaprzecza. To jest osoba blisko związana z obecnym establishmentem, która miała kontakt i wiedzę, gdzie ci ludzie się spotykają, gdzie podejmują decyzję i dyskutują, jakie decyzje powinny zapaść. On wiedział, gdzie te nagrania należy prowadzić i je zorganizował. Co do pytania, dla mnie było jasne, że afera taśmowa to wynik walki w obozie władzy. Mieliśmy przykład takiej walki i metod, do jakich posuwa się PO na Dolnym Śląsku. W czasie wyborów wewnętrznych w partii ludzie Schetyny nagrywali ludzi Protasiewicza i potem publikowali je w mediach. Pamiętamy tę historię. To są metody ludzi Platformy. To środowisko, które walczy o wpływy, władzę i pieniądze publiczne, więc może sięgać również po działania sprzeczne z prawem. Na tych taśmach mogą być bardzo istotne dowody przestępstw. Dlatego nie dajmy sobie wmówić, że najważniejsze jest, kto taśmy nagrywał. To ślepy tor. Dla nas najważniejsze jest to, czy najważniejsi urzędnicy łamali prawo, jakie decyzje zapadały w tych żenujących okolicznościach.

Rozmawiał Stanisław Żaryn


Książka, którą trzeba przeczytać!

Afery czasów Donalda Tuska”. Pozycja dostępna wSklepiku.pl. Polecamy!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...