Bronisław Komorowski zapłacił dziś wysoką cenę za zignorowanie na starcie przeciwnika.

Zemściły się słowa o „czeladniku” i przydługiej kampanii. Głowa Państwa wyszła z założenia, że druga kadencja jej się po prostu należy i na początku w ogóle nie miała ochoty o prezydenturę zabiegać. Koniecznością stanięcia w szranki Komorowski był wręcz zirytowany.Jak mucha oganiał się od myśli o debacie i zmierzeniu się z Andrzejem Dudą. Gdy się zdecydował, kula śniegowa, ku zaskoczeniu Komorowskiego toczyła się już w zastraszającym tempie, rozgniatając go po drodze.

Konfetti, baloniki są rzeczą miłą - będzie na to czas

— mówił Komorowski w lutym.

I dziś jest konfetti, ale nie dla niego.

Dzisiejszy wieczór jest też karą za ignorowanie przez ostatnich pięć lat Polaków i wszelkich inicjatyw obywatelskich. Bo nie wystarczy deklarować obywatelskości, nie wystarczy nazwać się „kandydatem obywatelskim”, by nim być w rzeczywistości. Nie wystarczy udawać poparcia dla referendum i ogłosić go z paniką w oczach po pierwszej turze, gdy wcześniej nie kiwnęło się palcem w bucie, gdy partia zwana „obywatelską” torpedowała obywatelskie ustawy. Na szczęście większość, choć nieznaczna, nie dała się na ten cyrk nabrać.

Wreszcie fakt, że dziś konfetti sypie na głowę Andrzeja Dudy, to kara za to, że przegrany prezydent zaszył się na ostatnich 5 lat pod żyrandolem i pokazywał się sporadycznie. Zawsze wtedy szły w świat kolejne jego gafy. A to z „bulem”, a to z parasolami, a to z opróżnieniem cudzego kieliszka, a to siadaniem w towarzystwie kobiety, gdy ta jeszcze stała, a to z bigosem, itd. Jednak gdy Bronisław Komorowski wypełzł spod żyrandola na dobre. zmuszony do tego przez prawa kampanii, Polacy zobaczyli jaki jest na prawdę: przaśny, nieciekawy, obciachowy, prymitywny. I wreszcie potwornie arogancki. Nie było dnia, nie tyle bez gafy, co bez poważnej kompromitacji. W opozycji do tego był młody, świeży i mądry Andrzej Duda, który przez kampanię przeszedł przebojem. Umiejący rozmawiać z ludźmi, widzący ich problemy.

Wreszcie to kara za to, że pod hasłem zgody, Bronisław Komorowski siał nienawiść i podziały, całkowicie stracił poczucie racjonalności i zupełnie nie zrozumiał jak jego podział na Polskę racjonalną i radykalną nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości. Do tego, że ludzie nie mają pracy, nie chcą wcześniejszych emerytur, a przez władzę czują się skrajnie ignorowanie.

To wreszcie Bronisław Komorowski w tej kampanii zaciskał zęby i wygrażał pięścią, podczas, gdy Andrzej Duda uśmiechał się i słuchał. Komorowski sam nie zauważył, wszedł w buty, w które z całych sił starał się ubrać Dudę. I okazało się, że faktycznie

nie ma zgody na brak zgody

ale w innym wykonaniu.

Wreszcie dzisiejszy wynik, o ile oczywiście się potwierdzi, to coś na kształt sprawiedliwości dziejów. Za sposób przejęcia władzy po katastrofie i za szarganie pamięci i dobrego poprzednika. „Oliwa sprawiedliwa…”, chciałoby się powiedzieć. Kiedyś prezydent Komorowski powiedział pewnej osobie w trudnym dla niej momencie, że polityka to zabawa, a politycy tylko zakładają maski. Ciekawe czy dziś wciąż tak myśli…

Dziś cieszymy się z nowego otwarcia, z tego, że tym, którzy głosowali udało się zmienić Polskę. Jednak spełnienia przedwyborczych obietnic będziemy pilnować. Ja szczególnie mocno tej dotyczącej wniesienia przez nową Głowę Państwa ustawy cofającej obowiązek edukacyjny dla sześciolatków lub przynajmniej dającej rodzicom pełne prawo wyboru oraz korzystnych rozwiązań dla kredytobiorców.

I zstąpił Duch…

PS. I tym razem Justyna Pochanke nie zawiodła. Nieutulony smutek i żal. I ta czerń pasowała jak ulał.

Kto wygrał debatę prezydencką? Mina Justyny Pochanke mówiła wszystko: Andrzej Duda!