A więc, Krzysztofie (ja dla odmiany zacznę od „a”), nie jest dla mnie nowiną, że poglądy mamy odmienne – jak to realista i rewolucyjny idealista. Bo że nim jesteś, potwierdziłeś bez reszty swoim tekstem.
Odnosząc się do mojego wcześniejszego komentarza, dotyczącego wyjścia ze studia Marcina Mastalerka, właściwie z nim nie polemizujesz, ponieważ nie odnosisz się do jego zasadniczej tezy: działania polityków mają prowadzić nie do dania satysfakcji przekonanym i osiągnięcia zadowolenia ze swojej moralnej wyższości, ale do zdobycia poparcia. A poparcie zdobywa się nie tam, gdzie ono już jest i będzie, ale tam, gdzie go jeszcze nie ma. To zaś oznacza, że trzeba umieć postawić się w sytuacji osoby, która o polityce wie niewiele, jej pamięć ogranicza się do paru dni wstecz, a myślenie o sprawach publicznych zasadza się na paru kliszach i stereotypach. Nazywam to polityczną empatią i stwierdzam nie po raz pierwszy, że wielu polityków i komentatorów na prawicy (umownie mówiąc) tej empatii nie posiada.
To dyskusja trwająca od tak dawna, że aż nudna. Rewolucyjni idealiści kompletnie nie przejmują się tym, że aby cokolwiek w Polsce zmienić, najpierw trzeba przejąć władzę. A żeby ja przejąć, trzeba wygrać wybory. A żeby wygrać wybory, czasami trzeba robić gesty w kierunku elektoratu, powiedzmy – mniej uświadomionego i mniej radykalnego. Rewolucyjni idealiści, tacy jak Ty, są zainteresowani wyłącznie „słusznością”, a zapominają, że w polityce słuszność bez władzy niewiele znaczy.
Różnica – bardzo znacząca – pomiędzy rewolucyjnymi idealistami a idealistami zwykłymi polega na tym, że ci drudzy widzą potrzebę dotarcia do wspomnianego segmentu wyborców, ale sądzą, że można to zrobić poprzez „otwarcie im oczu na prawdę” – co jest oczywiście absurdem. Z nimi można dyskutować o tym, jakimi środkami warto przekonywać umiarkowanych, wahających się, niepewnych – bo istnieje wspólna podstawa do dyskusji w postaci przeświadczenia, że aby wygrać, trzeba przekonywać tych właśnie wyborców. Z rewolucyjnymi idealistami takiej wspólnej podstawy brak.
Pytasz: „Czyżbyś nie dostrzegał tej prostej zależności, że wizerunek polityka w mediach, zwłaszcza największych telewizjach i na najpopularniejszych portalach to 2/3 jego wizerunku w ogóle?”. Oczywiście, że ja to dostrzegam. Nie jestem natomiast pewien, czy dostrzegasz to Ty. Właśnie dlatego, że ten wizerunek jest tak ważny, przestrzegam opozycję przed wpisywaniem się w scenariusz drugiej strony. Nie dlatego, że – jak sugerujesz – wierzę w idiotyczny podział na Polskę radykalną i racjonalną, ale dlatego, że – inaczej niż Ty – zakładam, że taka manipulacja może być skuteczna wobec znacznej części wyborców i dlatego nie należy jej potwierdzać.
Wspominasz moją przygodę z redaktorem Kulczyckim. Widzisz, drogi Krzysztofie, diabeł tkwi w szczegółach, a – jak śpiewał nieodżałowany Jacek Kaczmarski w jednej ze swoich znakomitych piosenek – „Polak gardzi szczegółami”. Kiedy ja wychodziłem ze studia TVP Info, miałem – po pierwsze – bardzo wyraźny i bezpośredni powód w postaci konkretnych słów Kulczyckiego; po drugie – nie byłem rzecznikiem partii w trakcie kampanii wyborczej; po trzecie – nie pozostawiałem w studiu oponenta, który pod moją nieobecność mógł odgrywać rolę spokojnego i „racjonalnego” w kontraście z moim „radykalizmem”. Marcin Mastalerek opuszczał studio TVP Info w innej roli i innych okolicznościach.
Piszesz, wciąż nawiązując do wspomnianego podziału na Polskę radykalną i racjonalną: „A może sądzisz, że uwierzyli w niego Polacy? Którzy? Głosujący na Bronisława Komorowskiego – których liczba coraz wolniej, ale wciąż jednak spada?”. To już jest klasyczne prawicowe wishful thinking i mógłbym zawołać: halo, pobudka! To wciąż Komorowski jest faworytem tych wyborów, to wciąż on ma przewagę i będzie ją mieć w drugiej turze. Wygrana Dudy nie jest niemożliwa, ale jest znacznie mniej prawdopodobna niż druga kadencja Komorowskiego. Kolejna różnica między nami polega na tym, że ja sądzę, iż aby temu zapobiec, trzeba zrozumieć, dlaczego Polacy w większości wciąż chcą głosować na obecnego prezydenta i starać się jakoś na nich wpłynąć; Ty nie jesteś zainteresowany zrozumieniem ich motywacji. Mówisz po prostu: hańba, skandal, my mamy rację! Mamy – i cóż z tego? To nie wystarcza, żeby wygrać wybory. No, ale dla Ciebie to już nieistotny szczegół.
I zapewne dlatego uparcie twierdzisz, że Kukiz to jakaś akcja wymierzona w Dudę, a jego wyborcami nie warto się przejmować. Tomasz Nałęcz, którego przywołujesz, jest jednak od Ciebie zmyślniejszy, bo wie, że trzeba być dla nich miłym. Ba, wie to nawet Jarosław Kaczyński, który w rozmowie z naszym portalem zadeklarował, że poparcie Kukiza jest dla PiS cenne. I słusznie. Ale może powinien zasięgnąć rady u Ciebie. Ty byś mu wyjaśnił, że to agent, a jego wyborcy to głupki, na których nawet splunąć nie warto.
Nie pamiętam, czy pisałeś coś na temat słynnego listu prof. Andrzeja Nowaka oraz jego późniejszych wystąpień na ten sam temat. W niektórych sprawach mogę się z prof. Nowakiem różnić (co nie zmienia faktu, że uważam go za najwybitniejszego dziś polskiego intelektualistę), ale w jednej na pewno się z nim zgadzam: sukcesem w najbliższych wyborach nie jest dobre drugie miejsce, a wyłącznie zwycięstwo. Każdy inny wynik to porażka. I jestem przekonany, że gdyby opozycja miała przyjmować Twoje spojrzenie na polityczną rzeczywistość, to osiągnęłaby kolejny spektakularny sukces – niestety, jedynie moralny. A na to Polski już nie stać.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/243270-realista-do-rewolucyjnego-idealisty-w-odpowiedzi-do-krzysztofa-feusettea
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.