Kampania na pogrzebie? Tusk żegna Bartoszewskiego i... przypomina o buczeniu na Powązkach sprzed roku. "Mówiłem mu, że bardzo to przeżywam..."

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
PAP/Leszek Szymański
PAP/Leszek Szymański

Podczas pogrzebu Władysława Bartoszewskiego - w trakcie mszy żałobnej w warszawskiej archikatedrze - przemawiał Donald Tusk, niegdyś premier Polski, a dziś przewodniczący Rady Europejskiej. Co ciekawe, były szef Platformy przypomniał z życiorysu zmarłego… moment wygwizdania go przed rokiem na Powązkach.

Zawsze w pamięci będę miał profesora idącego przez Powązki 1 sierpnia, wyprostowanego i takiego bardziej żołnierskiego niż na co dzień. Wśród buczenia i gwizdów. Mówiłem, że bardzo to przeżywam i jestem tym przygnębiony - on mi powiedział: ale czym się pan, panie Donaldzie, przejmuje? Buczą na mnie, na Bronka Komorowskiego, na Hanię Gronkiewicz-Waltz. Niech się pan cieszy, że pan trafił do niezłego towarzystwa

— opowiadał Tusk.

I dodawał, kończąc swoje wystąpienie:

Panie profesorze, był pan najlepszym towarzystwem jakie mogliśmy sobie wyobrazić i lepszego już nie będzie

— mówił Tusk.

CZYTAJ TAKŻE: Komorowski na pogrzebie Bartoszewskiego: „Kto mógł przypuszczać, że historia zaniesie nas obu na swoich skrzydłach tak daleko i tak wysoko?”

Wcześniej były premier mówił o dobrych cechach charakteru Władysława Bartoszewskiego.

Wszyscy kochali go nie tylko ze względu na jego zasługi, ale także ze względu na to, że gdziekolwiek był, dawał mnóstwo radości i światła. Miejsce, w którym profesor pracował było najradośniejszym miejscem w całej naszej kancelarii. (…) Przychodziliśmy do niego nie tylko po to, żeby rozmawiać o trudnych sprawach, które tak świetnie rozwiązywał, ale też żeby się cieszyć. Nikt tak jak on nie potrafił się cieszyć szczęściem publicznym, może dlatego, że miał też świadomość, że jest jego głównym współtwórcą

— stwierdził.

Tusk opowiadał też o czarnym humorze Bartoszewskiego:

Wszyscy sądziliśmy, że jest niezniszczalny, nawet na ten temat - jak wiecie - potrafił żartować. Pół żartem, pół serio, potem już całkiem serio, zakładaliśmy, że profesor Bartoszewski będzie wygłaszał żałobne przemówienia na naszych pogrzebach. W słowach pełnych czarnego humoru - tak charakterystycznego dla niego - omawialiśmy nawet niektóre detale jego przyszłych wystąpień. Ostatnio pogodny jak zawsze dawał nam do zrozumienia, że swoje szybkie kroki skieruje niedługo w stronę tajemnicy.

— wspominał.

Znał swoją wartość i swoją siłę. Powtarzał często, że ma prawo mówić naszym partnerom wszystko, co ważne, bo życiorys daje mu unikatową moc. Budził rzadki respekt. Kiedyś przygotowywaliśmy konsultacje międzyrządowe i ktoś zwrócił uwagę, że nasi partnerze mają silne argumenty. Wówczas ktoś powiedział: ale my mamy Władysława Bartoszewskiego i nie zawahamy się go użyć. Bardzo spodobało się to panu profesorowi. Cieszył się jak dziecko, gdy ojczyzna go używała. (…) Ta jego siła, jego moc brały się z idealnej kompozycji: był w stu procentach przyzwoity, a równocześnie zawsze kierował się zdrowym rozsądkiem. Wbrew pozorom to nie łatwe, szczególnie w polityce. Powtarzał nam wielokrotnie - on, rzecznik kompromisu - że nie znosi, gdy ktoś mówi, że prawda leży po środku. Prawda nie leży po środku, ale tam, gdzie leży - powiadał

— podkreślał Tusk.

svl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych