Przynajmniej akcenty być muszą
Wszystko wskazuje na to, że gdyby nie dziwny gorset nałożony przez władze telewizji na program Jan Pospieszalskiego „Bliżej”, mógłby być on co tygodniowym przebojem telewizji publicznej. A i tak wyróżnia się korzystnie na tle pozostałej publicystyki telewizyjnej, zarówno trzech programów – TVP I, TVP II i TVP Info - telewizji państwowej, jak i dwóch głównych stacji prywatnych – TVN i Polsatu.
Tym gorsetem, jest parytet równowagi czy też zachowania równych proporcji ideowo-politycznych. Polega zaś na tym, że dla przeciwwagi dwójki zaproszonych gości o poglądach liberalno-centrowych lub prawicowych, Pospieszalski – starający się przedstawiać rzeczywistość rzetelnie, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem - dwa pozostałe fotele musi wypełnić dwójką przedstawicieli, popierających stronę obecnego establishmentu – jeśli nie popleczników, to przynajmniej sympatyków rządu, przedstawicieli lewicy, genderowców, zwolenników aborcji, osoby zwalczające Kościół katolicki, feministki, sufrażystki, słowem - Europejczyków pełną gębą. Zalecenie to jest rygorystycznie egzekwowane przez władze telewizji. Dopiero po dopełnieniu tego ograniczenia, czy też rodzaju cenzury, zwanej niewinnie parytetem, twórcy programu dostają zielone światło na jego realizację.
Tak było i w ostatnim programie, gdzie z dwojga gości „parytetowych” jedna osoba nie wniosła nic do programu, a druga wprowadzała fałszywe nuty. Ale i tak program ten, poświęcony tym razem służbom specjalnym III RP, był ciekawy.
Prowadzący rozpoczął spotkanie od sprawy spalonego Mostu Łazienkowskiego w Warszawie. Co ma piernik do wiatraka!? – pomyślałem. Po chwili, ku mojemu zdumieniu, okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Dotknął jednego z najważniejszych obszarów działalności służb specjalnych w dzisiejszym świecie. W Polsce nie tylko jest on kompletnie zaniedbany, ale wręcz nie istnieje. Wyszło to na jaw, kiedy Pospieszalski przypomniał, że niezależnie od części wspierających metalową konstrukcję mostu, które strawił pożar – do dziś nie ustalono, czy nie wzniecony świadomie ludzką ręką – spłonęły światłowody należące m.in. do Ministerstwa Obrony Narodowej i wiele innych instalacji.
Płk Mieczysław Tarnowski, były wiceszef Urzędu Ochrony Państwa, a następnie ABW zauważył, że obecnie we wszystkich nowoczesnych państwach, światłowody jako podstawowy składnik bezpieczeństwa teleinformatycznego, stanowią tzw. sieć wydzieloną, która pozostaje pod stałą, całościową opieką jednego, wyłącznie do tego celu powołanego centralnego organu, będącego fragmentem służb specjalnych. Jego zadaniem jest zabezpieczenie światłowodów przed wszelkimi wypadkami nadzwyczajnymi czy świadomie podjętymi atakami, w tym także hakerskimi. Niestety, w Polsce nie ma sieci wydzielonych.
Indeks ważnych zaniedbań ze strony służb specjalnych rozszerzył obecny w programie wybitny historyk dziejów najnowszych dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Stwierdził on, że w Polsce nie istnieje ochrona infrastruktury strategicznej z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i jego mieszkańców. Nie ma więc należytej ochrony takich obiektów, jak mosty, koleje, lotniska, które pełnią kluczową rolę na wypadek jakichkolwiek nagłych zdarzeń czy zagrożeń. Wyłączenie jednego z tych obiektów pociąga za sobą natychmiast blokadę dużego miasta, takiego jak np. Warszawa.
Najmocniejszych słów wobec polskich służb III RP użył w programie mój redakcyjny kolega z tygodnika „wSieci” i zarazem świetny dokumentalista filmowy Witold Gadowski.
Polskie służby nie są w stanie zarówno zapewnić bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju jak i zadbać o nasze interesy zagranicą. Za to dają sobie radę w organizowaniu politycznych intryg, budowaniu własnych wpływów, preparowaniu prowokacji i załatwianiu własnych interesów
— wskazał.
Obecną w programie prof. Ewę Pietrzyk-Zieniewicz, panią politolog z UW. pamiętałem jako świetną i często występująca komentatorkę bieżących wydarzeń politycznych. O służbach ma raczej mętne pojęcie, poza tym, że po trosze, jak płk Tarnowski, protestowała, gdy dwaj pozostali goście bardzo krytyczne oceniali byłych funkcjonariuszy SB, którzy pełnili kierownicze funkcje w Urzędzie Ochrony Państwa.
Środowisko dawnych służb przeszło suchą stopą do demokratycznej Polski. Często robili to samo, co wczasach PRL. Najbardziej znamiennym przykładem jest płk Jan Lesiak, który w III RP, robił dosłownie to samo, co realizował w latach 80 i 70 w III Departamencie SB. Generalnie można powiedzieć, że UOP był kontynuacją Służby Bezpieczeństwa
— mówił dr Cenckiewicz.
Podział na gości ekspertów i „parytetowych” najdosadniej mimowolnie zdefiniowała prof. Pietrzyk-Zieniewicz słowami:
Nie przesadzajmy z tym PRL. Ja do końca życia nie będę się zgadzała z profesorem Cenckiewiczem.
I choć nie miało to nic wspólnego z tematem rozmowy, wnosiło akcent, na którym zależy kierownictwu TVP.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/243105-w-polsce-nie-istnieje-ochrona-infrastruktury-strategicznej-z-punktu-widzenia-bezpieczenstwa-panstwa
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.