Duże wrażenie robi rozdział głośnej już książki Wygaszanie Polski, który poświęcony został polityce obronnej i militarnej. Cztery artykułu, autorstwa, Piotra Naimskiego, Grzegorza Kwaśniaka, Antoniego Macierewicza i Krzysztofa Szczerskiego opisują stałą tendencję: bezpieczeństwo narodowe jest od lat na równi pochyłej. Choć od ćwierć wieku Polska jest członkiem NATO nasze zdolności obronne, nasze bezpieczeństwo jest w coraz gorszym stanie.

Kompleksowy opis polskiej sytuacji dot. spraw bezpieczeństwa rozpoczyna szokujący zapis prób dywersyfikacji dostaw energetycznych. Piotr Naimski opisuje kolejne starania dot. wzmocnienia bezpieczeństwa Polski przez pozyskanie niezależnych od Rosji źródeł energii.

Do 1989 r. rządzili Polską sowieccy agenci. W połowie lat 1980., pod koniec zimnej wojny narodził się w Moskwie pomysł przekształcenia imperium sowieckiego. Był to moment, w którym z punktu widzenia Rosjan należało zacząć próbować utrzymać wpływy w Europie Środowej przy pomocy narzędzi gospodarczych, rezygnując z komunistycznej ideologii i wojskowej obecności. O tym, że doktryna Falina-Kwicińskiego była planem strategicznym dla polityki rosyjskiej, świadczy oficjalnie opublikowana strategia bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej z 2003 r. Na stronie 141 mówi się wprost, że eksport surowców – ropy naftowej i gazu – ma służyć realizacji interesów politycznych Federacji Rosyjskiej między Atlantykiem a Pacyfikiem. Być może Rosjanie muszą dokonywać tajnych operacji, aby osiągnąć cele, ale nie widzą konieczności ukrywania swoich zamiarów

tłumaczy Naimski. W świetle tego dokumentu nie dziwią trudności na jakie napotykają kolejne próby dywersyfikacji źródeł energetycznych do Polski.

Naimski wskazuje na kolejne inicjatywy: budowę gazociągu do Danii, kupno gazu z Norwegii, budowę gazoportu itd. Każdy krok napotykał na ogromne problemy i był paraliżowany. Nawet oficjalna zgoda i poparcie władz Polski nie była w stanie zmienić sytuacji. Każda próba zerwania dominacji rosyjskiej w polskiej energetyce była torpedowana. Co innego z umowami, jakie rządy w Polsce podpisywały z Rosją. Te zawsze podpisywano bez problemów i trudności. Robił to i rząd SLD, w osobie Marka Pola i rząd PO-PSL, w którym decyzje podejmował Donald Tusk i Waldemar Pawlak.

Działalność władz Polski po 25-leciu wolności i niepodległości wygląda podobnie, jak w 1989 roku. Wciąż Polska jest uzależniona od Rosji i rosyjskiego gazu. Wciąż jest podatna na szantaż Moskwy.

Szantaż taki jest również możliwy na drodze wojskowej. Polska, co wynika z innych tekstów, nie dokonała znaczącego skoku dotyczącego zdolności obronnych i potencjału wojskowego.

Dr Grzegorz Kwaśniak, ekspert ds. wojskowości, były żołnierz Sztabu Generalnego opisuje, jak niszczono przez lata polskie wojsko, a także wskazuje na realia, które dowodzą, że od 1989 roku niewiele się zmieniło.

Rozmieszczenie naszych sił zbrojnych na terytorium kraju nie zmieniło się w zasadzie od czasów Układu Warszawskiego. (…) Błędne rozmieszczenie sił powoduje z jednej strony problemy z ich szybkim przegrupowaniem w sytuacji zagrożenia (około 700 km). A co gorsze, skutkuje brakiem znajomości przez oficerów i żołnierzy przybyłych z drugiego końca Polski terenu oraz lokalnych uwarunkowań, co pozbawia nasze siły zbrojne podstawowego atutu każdej armii broniącej terytorium własnego państwa, w postaci wykorzystania w walce taktycznych i operacyjnych właściwości własnego terenu

— pisze ekspert, wskazując, że po ponad 20 latach polska granica wschodnia pozbawiona jest de facto obrony i infrastruktury wojskowej.

Kwaśniak zaznacza również, że „w wyniku trwających już ponad 20 lat zmian dokonano redukcji ogólnej liczby Sił Zbrojnych RP do około 90 tys.”, zaś w strukturach dowódczych zapanował ogromny chaos.

Trudności finansowe spowodowały, że średni poziom ukompletowania wynosi około 40 proc., do etatu czasu wojny, co jest wskaźnikiem gorszym niż w czasach armii poborowej, i poddaje w wątpliwość cały sens przeprowadzonej profesjonalizacji

— zaznacza ekspert.

Dodaje, że polska armia nie jest dziś zdolna do przeprowadzenia Strategicznej Operacji Obronnej, czyli najważniejszej dla wojska akcji obrony terytorium Polski!

Zadania przewidywane do wykonania przez związki taktyczne (brygady) w ramach SOO są oparte na założeniach sprzecznych z zasadami sztuki operacyjnej oraz normami taktycznymi. Szerokość rejonu obrony brygady ogólnowojskowej, biorąc pod uwagę jej możliwości organizacyjno-techniczne oraz ukształtowanie i pokrycie terenu, powinna wynosić około 10 km, w sprzyjającym terenie – maksymalnie 15 km. Tymczasem podczas ćwiczeń przeprowadzanych przez nasze siły zbrojne ćwiczy się warianty, w których brygady te prowadzą działania obronne na szerokości od 50 do 100 km, a więc od 5-10 większej od maksymalnie zalecanej

— wskazuje na braki kadrowe.

Gdybyśmy jednak chcieli bronić się naprawdę, to biorąc pod uwagę realne możliwości naszych brygad (ukompletowanie, normy taktyczne) oraz długość naszej wschodniej granicy (około 1200 km), a także stan liczebny sił lądowych (13 brygad), to widać jednoznacznie (13 x 10 km), że jesteśmy w stanie bronić jedynie około 10 proc. całkowitej długości naszej wschodniej granicy. I to w najbardziej optymistycznym wariancie

— podkreśla.

W kolejnych fragmentach dodaje, że morale w polskim wojsku są wciąż niskie, w armii panuje konformizm i nepotyzm, a kadra była formowana jeszcze za czasów PRLowskich, co musi rzutować na jakość elit wojskowych. Artykuł Kwaśniaka robi szokujące wrażenie.

Podobnie jest z tekstem Antoniego Macierewicza, który również skupia się na polityce wojskowej. Były wiceszef MON koncentruje się na opisie wydatków na zbrojenia oraz wskazuje, że polska armia jest znacznie mniejsza niż w okresie dwudziestolecia wojennego.

Oczywiście bardzo ważne są nasze sojusze z USA, a także członkostwo w NATO, ale naród, który nie jest gotowy bronić swojej niepodległości zbrojnie i samodzielnie, nie liczy się w relacjach politycznych i zawsze będzie traktowany instrumentalnie, jak pionek do gry. Potencjalnych sojuszników do wsparcia naszych interesów można zachęcić tylko demonstracją własnej siły!

— wskazuje Macierewicz.

I zaznacza, że polska armia nie została odbudowana po okresie PRLu, zaś ogromnym ciosem była sprawa tragedii smoleńskiej.

W Smoleńsku, w jednej chwili, straciliśmy całe dowództwo naszej armii: Zwierzchnika Sił Zbrojnych, Szefa Sztabu Generalnego i Szefów wszystkich Rodzajów Sił Zbrojnych. Czy jest jakiekolwiek inne państwo, które przeszłoby nad taką katastrofą do porządku dziennego? Które by w takiej sytuacji wsparło oskarżenia agresora? A tak się stało w Polsce rządzonej przez Bronisława Komorowskiego, który osobiście atakował polskich pilotów i zobowiązał się wobec prezydenta Rosji, że polski raport o przyczynach i okolicznościach katastrofy Tu-154M będzie zgodny z rosyjskimi ustaleniami. Na miejsce dowódców Sił Zbrojnych, ofiar katastrofy smoleńskiej, szybko wprowadzono ludzi awansowanych jeszcze przez Wojciecha Jaruzelskiego – teraz oni kształtują myśl polskiego wojska

— wskazuje Macierewicz.

W swoim tekście dużo miejsca poświęca Bronisławowi Komorowskiemu, który – jak wskazuje Macierewicz - był najdłużej działającym szefem MON w ostatnich latach. Autor tekstu zauważa, że prezydent Komorowski wraz z MON od lat tkwią w nierealnej ocenie Rosji putinowskiej. Ma to swoje odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach wojskowych, w których Rosję wciąż postrzega się jako kraj przyjazny, lub potencjalnego partnera. Macierewicz zadaje pytanie, czy silny skok modernizacyjny, jaki zapowiada MON może dać Polsce jakieś wymierne skutki wojskowe, skoro władze źle definiują rzeczywistość.

Struktura wydatków 130 miliardów złotych, a więc największego wysiłku zbrojeniowego Rzeczypospolitej Polskiej po 1989 r., w żaden sposób nie jest dostosowana do zagrożeń, przed jakimi stanęliśmy na skutek agresji Putina na Ukrainę w marcu 2014 r. Przeciwnie, istniejące plany są konsekwencją odrzucenia myśli strategicznej Lecha Kaczyńskiego, bazującej na realnym rozpoznaniu zagrożeń ze strony rosyjskiej

— tłumaczy.

I dodaje, że „Ministerstwo Obrony Narodowej nie przedstawiło planów korekty dotychczasowych swoich zamierzeń, a chaos w ekipie rządzącej sprawia, że cały system bezpieczeństwa państwa (począwszy od służb specjalnych, a na wojsku skończywszy) objęty jest postępującym paraliżem”.

Nie ma wątpliwości, że sytuacja polskiej armii stała się szczególnie dramatyczna po tragedii smoleńskiej, notabene dramat z 10 kwietnia 2010 r. w żadnym z wyżej omawianych oficjalnych dokumentów nie został nawet zasygnalizowany…

— wskazuje się w tekście.

Politykę rażącej nieodpowiedzialności za bezpieczeństwo Polski i Polaków opisuje w kończącym książkę tekście Krzysztof Szczerski. Były szef MSZ wskazuje, że w ostatnich latach Polska wyzbyła się podmiotowości na arenie międzynarodowej oraz wskazuje, że bez aktywnej polityki zagranicznej nasz kraj nigdy nie będzie bezpieczny.

Szczerski wskazuje również, że polityka zagraniczna, szczególnie w ostatnich latach, została poddana nadrzędności europejskich elit. W ocenie byłego wiceszefa MSZ jest to wynikiem również prowadzonej przez rząd polityki wewnątrzkrajowej. Szczerski wskazuje, że rząd w Polsce nie ma realnego poparcia narodu w kraju, a swoją władzę zawdzięcza poparciu elit międzynarodowych. W ten sposób uzależnia się od akceptacji na szczeblu ponadnarodowym i jest de facto uzależniony od obcych sił i interesów. To jak przyznaje Szczerski skazuje Polskę na brak suwerennej i podmiotowej pozycji Polski. Autor tekst wskazuje, że taka Polska nie jest w stanie walczyć o swoje bezpieczeństwo i uznanie przez świat, że nasze postulaty są ważne.

Książka Wygaszanie Polski w sposób jednoznaczny wskazuje, że obecność w NATO oraz oficjalna niezależność nie przekłada się na wzrost bezpieczeństwa kraju i jego obywateli. Opisany w książce trend poddaje wręcz w wątpliwość, czy państwo polskie jest w stanie realizować jeden ze swoich podstawowych obowiązków. Czy jest w stanie zadbać o nasze bezpieczeństwo…

Polskie bezpieczeństwo jest wygaszane. Kolejne władze i ich decyzje narażają Polskę i Polaków…