Posłowie prawicy alarmują, że do sejmowej zamrażarki trafiła ustawa o pomocy działaczom opozycji antykomunistycznej oraz osobom represjonowanym w PRL z powodów politycznych. O sprawie rozmawiamy ze Sławomirem Piechotą z PO, przewodniczącym Sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która pracowała nad projektem.

Sławomir Piechota (z lewej); fot. PAP/Rafał Guz
Sławomir Piechota (z lewej); fot. PAP/Rafał Guz

CZYTAJ WIĘCEJ: TYLKO U NAS. Sikorski zamraża ustawę o pomocy działaczom antykomunistycznej opozycji!? „Dla katów pieniądze są, dla ofiar - nie ma!”

wPolityce.pl: Komisja zakończyła prace nad ustawą. Został pan sprawozdawcą projektu. Potrzeba tylko ostatecznej decyzji Sejmu, by ważne dla wielu ofiar komunizmu - znajdujących się dziś w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej – zostało uchwalone. Czy orientuje się pan kiedy dojdzie do tzw. drugiego czytania tego projektu?

Sławomir Piechota: Mam nadzieję, że jak najszybciej. Oczekuję tego od dłuższego czasu. Uważam, że ustawa - po zmianach, jakich dokonaliśmy w komisji – ma właściwy kształt pomocowy. To ustawa o pomocy - nie o zadośćuczynieniu, czy nagradzaniu za działalność opozycyjną w PRL – dla osób, które znajdują się w trudnej sytuacji materialnej.

Na jakim etapie znajduje się projekt?

Z komisji wyszło gotowe sprawozdanie. Decyzja jest w rękach marszałka Radosława Sikorskiego i prezydium Sejmu. Wiem, że cały czas trwały spory, dyskusje czy kontrowersje wokół szacunku kosztów, jakie spowoduje wdrożenie tej ustawy. Bo jest nie do policzenia dzisiaj, w sposób matematyczny i obiektywny, ile osób będzie spełniało kryteria przyznania pomocy, określone w tej ustawie. Ministerstwo pracy zrobiło – w moim przekonaniu – bardzo staranne szacunki. W oparciu o porównanie z ogólną grupą społeczną, oceniono ile osób, które były represjonowane w czasach komunistycznych, może spełniać kryteria dochodowe kwalifikujące do uzyskania prawa do świadczeń finansowych.

Rezultat?

Z tych wyliczeń ministerstwa pracy wychodzi, że przy takim kształcie ustawy, jaki został przyjęty w komisji, koszty wyniosą ok. 200 mln zł tytułem świadczenia comiesięcznego oraz ok. 100-150 mln w części dotyczącej pomocy jednorazowej przy zdarzeniach losowych i zdrowotnych. Czyli w sumie – nieco ponad 300 mln zł rocznie plus koszty obsługi. Wszystko będzie jednak zależało od tego ile osób faktycznie zwróci się o pomoc. Nie da się tego dziś dokładnie wyliczyć i to trochę uzasadnia obawy ze strony ministra finansów. Ale - w moim przekonaniu – cel społeczny tej ustawy jest oczywisty i niekwestionowany, a wprowadzone  do niej bardzo precyzyjne definicje - zarówno osób uprawnionych do korzystania z pomocy, jak okoliczności, w których te osoby mogą dostać świadczenie – pozwalają zachować kontrolę i bezpieczeństwo realizacji tej ustawy.

Mówi pan: „mam nadzieję, że Sejm zajmie się ustawą jak najszybciej”…

Tak. Żeby ta sprawa została w Sejmie dokończona. Żeby się odbyło drugie i trzecie czytanie, czyli głosowanie ustawy.

Co to jednak znaczy „jak najszybciej”? Czy jest wyznaczony jakikolwiek termin?

To nie ja decyduję o tym. Natomiast z informacji, jakie otrzymałem wynika, że ustawa na najbliższym posiedzeniu Sejmu ma to być w porządku obrad.

Ale nie ma stuprocentowej decyzji?

Rozmawiając z panem wchodzę na stronę sejmową w Internecie. Pan pozwoli… Jest porządek obrad… Nie, nie. To jest porządek, który był na tym posiedzeniu, które się skończyło. Na następne posiedzenie jeszcze nie ma porządku obrad. Dopóki on się nie pojawi, nie będziemy wiedzieli, czy ustawa o pomocy działaczom opozycji antykomunistycznej znajdzie się w tym porządku. Według moich informacji ma być, ale dopiero jak zobaczymy, to będziemy wiedzieć, że naprawdę jest.

Aha…. Czy pan nie jest zaniepokojony tym, że już ponad miesiąc minął od czasu, kiedy gotowy projekt wyszedł z komisji?

Jestem zaniepokojony. Uważam, że projekt jest zdecydowanie gotowy do przyjęcia przez Sejm. Takie jest moje zdanie.

Czy projekt jest blokowany przez ministra finansów?

Tak jak mówiłem. W moim przekonaniu to, że projekt nie został jeszcze skierowana do II czytania jest efektem dyskusji o skali kosztów, jakie spowoduje wdrożenie ustawy. Rozumiem ministra finansów, że on nie może sobie pozwolić na lekkie przyzwolenie, bez jak najdokładniejszej wiedzy ile trzeba będzie pieniędzy, żeby tę ustawę zrealizować. Bo to jest jego odpowiedzialność, żeby - jak ustawa zostanie uchwalona – były pieniądze na jej realizację. Żeby się nie okazało, że ustawa jest, a brakuje na nią pieniędzy. Rozumiem, że minister finansów dmucha na zimne, chcąc jak najdokładniej wyliczyć skutki finansowe tej ustawy. Na ten temat odbyła się w ubiegłym tygodniu wymiana korespondencji między ministrem finansów, a ministrem pracy. Mam nadzieję, że dodatkowe informacje od ministra pracy o tym jak on wyliczał skutki wdrożenia tej ustawy, pozwolą ministrowi finansów uznać, że to wyliczenie zrobiono rzetelnie i można bezpiecznie uchwalać tę ustawę. Bezpiecznie w tym sensie, że dysponujemy pieniędzmi potrzebnymi do realizacji ustawy.

Posłowie opozycji alarmują, że ustawa trafiła do tzw. sejmowej zamrażarki…

Każdy może sobie dorabiać swoją wersję. Odnoszę wrażenie, że czym mniej wiemy, tym chętniej tworzymy mityczne wyjaśnienia przyczyn. Mam w torbie pisma, które w ubiegłym tygodniu wymienili między sobą ministrowie pracy i finansów. A więc cały czas trwa dyskusja, i to bardzo konkretna. Gdyby ktoś miał odkładać tę ustawę, to by to zrobił na dużo wcześniejszym etapie.

Oby ta ustawa rzeczywiście znalazła się w porządku obrad najbliższego posiedzenia Sejmu…

Mam takie przekonanie i nadzieję. Cały czas o to zabiegam i naciskam, żeby tak się stało. Z informacji, jaką uzyskałem od szefa klubu PO, Rafała Grupińskiego, wynika, że ustawa, o której mówimy, znajdzie się w porządku następnego posiedzenia.

A jak nie?

Na razie mówię, że ma się znaleźć. Nie będę dywagował. Robię wszystko, co w moich możliwościach.

Rozmawiał Jerzy Kubrak