Michał Kamiński ma zadziwiające – jak na ministra – problemy z pamięcią. Twierdzi, że zapomniał o swoim zegarku wartym, bagatela, prawie 40 tys. zł.

Do sprawy czasomierza Kamińskiego, do złudzenia przypominającej aferę zegarkową Sławomira Nowaka, wraca „Fakt”. Gazeta jako pierwsza zwróciła uwagę na to, że polityk, zwany pieszczotliwie „Misiem”, wpisał swój luksusowy zegarek do oświadczenia majątkowego dopiero wtedy, gdy został ministrem w kancelarii Ewy Kopacz, choć miał go na ręku już w 2011 r.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kamiński wyleci z polityki jak Nowak?! Przebiegłość zgubiła nowego doradcę Kopacz - kroi się kolejna afera zegarkowa…

Kamiński najpierw twierdził, że zegarek kupił po odejściu z europarlamentu w maju 2014 r. Teraz zmienia wersję.

Zapomniałem go wpisać. Przypomniała mi o nim żona, kiedy po sprawie Sławomira Nowaka weryfikowaliśmy swoje mienie

— mówi „Faktowi”.

Ale to inna sprawa niż Sławomira Nowaka. Sam, przez nikogo nie przymuszany, wpisałem zegarek do oświadczenia majątkowego, żeby nie było żadnych wątpliwości

— zarzeka się.

Wątpliwości jednak pozostają, o czym świadczy to, że sprawą zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Mamy informacje na ten temat i bardzo wnikliwie je analizujemy

— mówi „Faktowi” Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA

Czyżby drogocenny „Gentleman 42” marki Paul Picot odmierzał już czas do definitywnego końca kariery politycznej „Misia” Kamińskiego?

JUB/”Fakt”