Filmy z donieckiego lotniska, jakie obiegają świat, budzą przerażenie. Okazuje się, że po trzech latach po Euro 2012 budowany na tę imprezę stadion jest kupą gruzu i metalu. Ten film to oskarżenie pod adresem Kremla. A jednocześnie dowód kolejnej zbrodniczej polityki Rosji. Obrazy z Ukrainy pokazują grozę sytuacji, jaka ma miejsce u naszego wschodniego sąsiada. Sytuacji, która może wymknąć się spod kontroli wszystkim.

Tymczasem w Polsce trwa festiwal chocholich tańców III RP. Infantylizm polskiej rzeczywistości medialnej, politycznej i społecznej bije rekordy. Polacy są trzymani niczym w matriksie i ogłupiani a to propagandą sukcesu, a to fałszywymi wrzutkami i kampaniami nienawiści, a to ułudą debaty na najważniejsze dla Polski tematy. Propaganda III RP ma na celu, czego nikt już nie ukrywa, nie dopuszczenie do władzy jedynej formacji politycznej, która daje choćby cień nadziei na reformę państwa. Ceną za brak zmian partii rządzącej jest m.in. ochrona procesów i mechanizmów degenerujących polską państwowość, naród i wspólnotę. Ten polityczny spisek prowadzi więc do bardzo daleko idącego osłabienia Polski. I może doprowadzić do jej końca.

Film z Doniecka powinien być puszczany na okrągło w polskich mediach. Zadaje on bowiem kłam jednemu z podstawowych oszustw, jakie się upowszechnia w III RP. Ten obraz wskazuje, że historia bynajmniej się nie skończyła, że Polska samodzielność nie jest dana raz na zawsze. Sytuacja geopolityczna naszego kraju jest coraz bardziej niepokojąca, a „rozchachana” i uradowana sobą III RP nie będzie w stanie zatrzymać rosyjskiego walca, jeśli ten się rozpędzi.

Film z Doniecka pokazuje skutki rosyjskiej działalności. I on powinien Polaków otrzeźwiać! Polska zagrożona jest przecież podobną działalnością rosyjskiego państwa. Nikt nie może dziś zagwarantować, że podobne filmy nie będą za kilka lat kręcone w Polsce. Polacy muszą to zrozumieć. Szczególnie, że tendencje widoczne wokół nas niepokoją coraz bardziej. Jak wskazuje Paweł Kowal w rozmowie z portalem wPolityce.pl, ostatnie działania unijnych partnerów Polski wyglądają jak nowa Jałta. I są wymierzone w Polskę. Trudno o inną ocenę również, gdy czyta się ofertę niemiecką, by w Europie tworzyć wspólną wymianę gospodarczą z Rosją. Polityka niemiecka staje się coraz mocniej obliczona na wspólne niemiecko-rosyjskie interesy.

Co więcej, podobny wydźwięk ma ostatnie stanowisko dowódców NATO. Gen. Philip Breedlove, naczelny dowódca sił NATO w Europie, chce wznowienia rozmów wojskowych z Rosją. Generał mówił o tym, choć Sojusz ma świadomość, że rosyjskie działania wobec Ukrainy są coraz agresywniejsze. Do spotkania z rosyjskimi przywódcami szykuje się również szef NATO Jens Stoltenberg, który mówił, że jest gotów spotkać się z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem, choć i on ma świadomość, co dzieje się na Ukrainie.

Jak interpretować słowa szefostwa NATO? Czy powrót do rozmów Pakt-Rosja nie jest tolerowaniem agresji rosyjskiej na Ukrainę? Czy podobną agresję Pakt mógłby tolerować, gdyby miała miejsce w Polsce?

W Unii Europejskiej oraz NATO widać coraz mocniejszą tendencję, by rozmiękczać stanowisko wobec Rosji. Dwa mechanizmy polityczne, na które może w zagrożeniu liczyć Polska – NATO i UE – stają się coraz bardzie wątpliwe. Te wątpliwości są tym większe, im bardziej niepoważne będzie polskie państwo.

Warto, by film z Doniecka uświadomił skalę zagrożenia Polakom. To zagrożenie jest bowiem całkiem realne. Polska to wciąż nibypaństwo, leżące między dwoma agresywnymi podmiotami, których współpraca oznaczała dla nas w przeszłości tragedie.

Polacy muszą działać. Nibypaństwo i zabawa w Polskę to patologia, na którą nie ma czasu. A pracy jest bardzo wiele. Bez niej nikomu Polski nie będzie się opłacało ratować…