Ledwie zaczęła, a już trzeba ją ocieplać? Coś dziwnego dzieje się z doktor Ewą i całą operacją wymiany władzy

Fot.PAP/Michał Walczak
Fot.PAP/Michał Walczak

Pani premier Ewa Kopacz ledwie wyszła z sesji zorganizowanej przez bardzo kolorowy tygodnik gdzie styliści i fachowcy od grafiki komputerowej mieli pełne ręce roboty, a już czytamy, że za chwilę pojawi się w świątecznym opakowaniu w telewizji publicznej. Fachowcy zgodnie komentują: trwa ocieplanie wizerunku.

CZYTAJ: Ocieplanie wizerunku Ewy Kopacz. „Doktor Ewa” promuje się w „Vivie” opowiadając o ciężkiej pracy i kochającej rodzinie

Hmm… Dziwne… Coś tu się nie zgadza. Rządzi pani Kopacz zaledwie trzy miesiące, nic specjalnego nie zrobiła, niczym nikogo nie schłodziła, a już trzeba ją ocieplać? Czyżby, czyżby (pytam nieśmiało) jakość wyjściowa była tak niska, że od razu nakazano wdrożyć to, co u Donalda Tuska zaczęto stosować w czwartym roku rządów? Trzy miesiące i ani jednego poważnego zdania, które zapadłoby w pamięć - to jest jednak trudna sztuka. Może więc pani premier wcale tak bardzo narodu naszego nie zachwyciła, nie uwiodła, jak próbuje nam się to wmówić? Na mój nos i wyczucie gdzieś tam w centrali propagandy rządowej dzwoni czerwony alarm.

Owszem, wiem, że propaganda polityczna nigdy się nie zaczyna i nie kończy, że jest ona w polityce normą, a im bardziej na Wschód, tym bardziej prymitywna i oderwana od realiów. To prawda. Ale też wiem, że każda propaganda kosztuje. Zużywa. W nadmiarze męczy. A przede wszystkim nie może być zbyt widoczna, musi się sączyć, a nie wlewać. Mądrzy pijarowcy to wiedzą, amatorzy umiaru nie znają. I tu widzę dzieło amatorów.

Nie smućmy się więc, że majestat Rzeczypospolitej zmienił nam się na wieszak do prezentacji drogich ubrań (może żakiecik? Może apaszkę?). Także dlatego, ze i nasz kochany Donald nie stronił od promocji pasków i spodenek. Pisaliśmy o tym na wPolityce.pl, jak i o ekscesach Bronisława Komorowskiego.

CZYTAJ: Komorowscy na sesji w „Gali” - ubrani przez sklepy i stylistki. Wszystko sztuczne. Czy tak wypada prezydenckiej parze?

Wtedy to nikogo nie ruszało. Przypadek Ewy Kopacz rusza. Coś się zmieniło w mediach? Nie sądzę. Ale może coś się zmieniło wokół? Jest w tym wszystkim jakaś zbytnia ostentacja. Wulgarność, przesada, która znosi zaplanowany efekt.

To widać gołym okiem, ale to też słychać. Tusk cenił pochwały i poklask. Znali jego propagandyści Polaków i wiedzieli, że postrzeganie z zewnątrz to dla zakompleksionego narodu podstawowe kryterium oceny przywództwa narodowego. Niestety, tak to na razie działa. Płacił więc i wymagał. Ale mimo wszystko robił to jakby trochę inteligentniej. I to trochę robiło różnicę. Poza wyskokami posła Nowaka o geniuszu ton nadawali aktorzy, artyści, Stuhrowie i niemieckie gazety oraz brytyjskie tygodniki opłacone naszymi rządowymi reklamami (standardy to mają dla siebie, tu Wschód!).

A dziś? Nikt poważny się nie pali do chwalenia boskiej Ewy, miałkość i infantylizm widoczne są za bardzo, w oczach żaru nie ma, raczej przeraźliwa pustka. Zatem, z braku lepszego materiału, to pani minister Wasiak robi za głównego świadka platformerskiej potęgi Polski za granicą, a dobroć doktor Ewy poświadcza córka. No i sama pani Ewa chwali się do utraty tchu, ale to już inna sprawa. Sprawa wychowania.

Patrzę na to wszystko, słucham o wspaniałym PR, ale widzę coś innego. Coś im się tam w środku sypie, zacina, nie działa.

Zobaczycie Państwo, jeszcze kilka tygodni, najwyżej kilka miesięcy i klapa całej operacji z doktor Ewą stanie się jasna dla wszystkich.


Lubisz i cenisz nasz portal? Najlepszym wsparciem jest stały zakup tygodnika „w Sieci”! A to wydanie polecam szczególnie.

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...