Być może w piątek poznamy oficjalne wyniki wyborów do sejmików wojewódzkich w całym kraju. Już w tej chwili widać, że będzie więcej niż „ciekawie”.
Według badania exit poll - jak wykazał Marcin Fijołek, historycznie patrząc bardzo wiarygodnego - PSL zdobyło w skali kraju 17 proc. głosów. Czyli niemal tyle samo, ile 4 lata temu (16.3 proc.).
Oficjalne wyniki będą musiały przynieść znacznie wyższy rezultat. Już podane z rezultaty z Opolszczyzny dały tej partii 8 mandatów w sejmiku - czyli więcej niż podwojenie zasobów (4 lata temu były to 3 mandaty). Z kolei w Małopolsce, bastionie PiS, PSL podwoiło swój stan posiadania; będzie miało 8 mandatów (w poprzedniej kadencji - 4). Tak samo w warmińsko-mazurskim: PSL miało 7 mandatów, będzie miało 14.
W exit poll mamy więc średnią na poziomie wyborów z roku 2010, ale już w wynikach wojewódzkich, zdublowanie wyniku. Oficjalne dane procentowe w skali kraju dadzą więc ludowcom, sądzę, grubo ponad 20 procent. Głównie kosztem PiS i SLD, bo Platforma zachowuje swój „sondażowy” stan posiadania (w Małopolsce 28.26 proc.)
Już wiadomo, że PiS w Małopolsce nie będzie rządziło. Dzięki skokowemu wzrostowi liczby mandatów PSL-owskich, utrzymana zostanie koalicja PO-PSL (22 mandaty na 39 w sejmiku).
Za chwilę okaże się, że i na Podkarpaciu PiS nie uzyska władzy. Przerwanie domkniętego obiegu PO-PSL, tak realne jeszcze w niedzielę, okaże się ułudą. I wyjdzie, że zmęczeni Platformą ludzie hurtowo poparli koalicyjne PSL.
Nie wiemy, co się zdarzyło; czy to jakichś cudowny przypadek związany ze skomplikowanym systemem głosowania premiował PSL, tajemniczo unieważniając więcej głosów pozostałych partii, zwłaszcza opozycyjnych? A może ktoś pomagał ludowcom na poziomie komisji? A może wyższym? Dziś nie wiemy w tej sprawie nic.
Ale jednocześnie mamy pewność, że tę sprawę trzeba wyjaśnić. Jeżeli PSL zdobędzie rażąco więcej niż wskazywała logika polityczna, i rażąco więcej niż wykazały badania exit-poll, trudno będzie udawać, że nic się nie stało.
Dziś najważniejszej instytucje państwa sprawę bagatelizują. Sędziowie wszystkich sądów apelują o „spokój”, prezydent mówi o „odmętach szaleństwa”. Tym samym przywołuje ducha Majdanu. Bo owszem, faktyczne podważenie najbardziej oczywistych podstaw demokracji może dać władzy krótkoterminową premię; odbierze w końcu resztki nadziei na zmianę. Ostatecznie jednak przyjdzie bunt.
Najgorsze byłoby uznanie, że nic się nie stało, że nowe sejmiki mogą pracować tak, jak gdyby wszystko ładnie pachniało. To oznaczałoby gwałtowne przesunięcie Polski na wschód, w kierunku Białorusi Łukaszenki, Rosji Putina i Ukrainy Janukowycza. Każdy protest, nawet sprawiający wrażenie zbyt spontanicznego, nieprzemyślanego (jak w przypadku okupacji PKW) uważam więc za w sumie pożyteczny. Bo nie pozwala sprawie umrzeć. Powaga sytuacji uzasadnia wysoką temperaturę. Więcej, domaga się wysokiej temperatury.
Jeśli teraz nie zaprotestujemy twardo, za chwilę będzie za późno.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/222897-patrzmy-na-skutki-za-chwile-okaze-sie-ze-dzieki-cudom-nad-urnami-pis-nie-bedzie-rzadzilo-nigdzie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.