Szkoły biją się w konkursie o remont toalet, a MEN swoje: szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. A łyżka na to: "Niemożliwe"

Fot. Freeimages
Fot. Freeimages

Kolejne szefowe MEN uparcie przekonują, że szkoły są gotowe na przyjęcie sześciolatków. A fakty, wbrew władzy, dowodzą, że jednak gotowe nie są.

O tym, jak bardzo nie są gotowe, pisałam już wielokrotnie. Jednak rzeczywistość wciąż dostarcza nowych przykładów na to, że zapewnienia MEN-u są tylko i wyłącznie nędznym zaklinaniem rzeczywistości.

Czytaj także:

MEN upycha po szafach i pod dywanem prawdę o reformie

Zdradzone sześciolatki

Bo gdyby było tak kolorowo, jak zapewnia minister Joanna Kluzik-Rostkowska (a przed nią Krystyna Szumilas i Katarzyna Hall), czy konkurs na remont szkolnych toalet mógłby się cieszyć takim powodzeniem? W szranki stanęło aż 260 polskich podstawówek, których dyrektorzy marzą o nowych toaletach dla dzieci. Na remonty po prostu nie ma pieniędzy. Internetowy konkurs ogłosiła firma Unilever, producent środka do czyszczenia toalet. Do zgarnięcia jest 30 tys. zł na remont ubikacji. Pieniądze dostaną trzy najlepsze szkoły.

Żeby tak się stało, dzieci z klas I-III, a nawet przedszkolaki, muszą narysować, sfotografować albo opisać „wymarzoną łazienkę”. Szkoła, którą reprezentuje dany uczeń lub przedszkolak, zamieszcza prace na stronie konkursu i namawia wszystkich do głosowania na pracę swojego reprezentanta. A wszystko odbywa się drogą mailową.

Czemu udział w konkursie bierze aż tyle szkół? Dla małych placówek to po prostu jedyna szansa na zapewnienie dzieciom godziwych warunków korzystania z toalet. Tym bardziej, że w niektórych „przygotowanych” szkołach toalety mają więcej niż jedną funkcję. Bywa, że są też szatniami, w których dzieci mają się przebrać na lekcje wf, odbywające się, obowiązkowo, na korytarzu.

Dramat, który dzieje się w wielu szkołach, jest wynikiem tego, na co wskazywała NIK podczas ostatniej kontroli, czyli braku ustawowego zapisu o tym, jakie warunki musi spełnić szkoła, by mogła przyjąć takie maluchy. Mowa jest tylko o tym, co powinna. Ale gdyby ustawodawca zapisał, że powinniśmy płacić podatki, zamiast tego, że musimy to robić, to czy byśmy je płacili? Ustawodawca powinien był zapisać, że szkoła musi wydzielić część klasy na zabawę, że dzieci muszą spędzać X czasu na powietrzu, że muszą ćwiczyć na sali przystosowanej do zająć ruchowych, itd.

— tłumaczyła mi Maja Majewska-Kokoszka, psycholog z Gdańska, ekspert Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.

Gdyby jednak któraś ministra edukacji chciała twierdzić, że szkoły może teraz jeszcze nie są gotowe, ale już za chwilę będą, to jednak malutkie dzieci wciąż nie są i nie będą gotowe na ten system, który proponuje im polska szkoła. Najlepszy dowód? Maluchy zasypiają gdzie popadnie. Najmłodsze dzieci w szkole są przemęczone. Zasypiają na lekcjach, w świetlicy, a nawet w czasie przerw. To dlatego, że muszą spędzić w szkołach nawet 10 godzin dziennie. To czas dzielony między lekcje a świetlicę. A tak małe dzieci po prostu nie dają rady.

Czytaj także: Przemęczone dzieci zasypiają w szkole

Ciężko się nie zgodzić z hasłem, które rozprowadzają po sieci wkurzeni rodzice:

Może i ten rząd „obalą kibole” ale zęby na pewno wybiją sobie potykając się na reformie edukacji i walce z polskimi rodzicami.

Drogie szefowe MEN w kolejnych rządach PO, wdzięczni rodzice czekają na was przy urnach.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...