wPolityce.pl: Jak Pan odbiera doniesienia o zatrzymaniu oficera Wojska Polskiego i prawnika, którzy mieli szpiegować na rzecz Rosji? Mamy do czynienia z sukcesem służb? Polska zabrała się wreszcie do walki z rosyjskim wywiadem?

Witold Gadowski: Właśnie rozpoczęła się kampania reklamowa nowego rządu i Platformy Obywatelskiej. Grono specjalistów, w tym moja skromna osoba, zarzucało polskim służbom od lat, że są w stanie kompletnego rozkładu, że brak im profesjonalizmu, że nie radzą sobie z zagrożeniem rosyjskim. Wybrano więc losowo spośród tysięcy rosyjskich szpiegów, którzy jawnie działają w Polsce, dwie osoby i teraz się to nagłaśnia i zamienia w kampanię PRową. To nic innego niż PR nowego rządu.

Dlaczego Pan tak uważa?

Warto zauważyć, że za każdym razem, gdy pojawia się krytyka pod adresem służb i ich działalności na odcinku wschodnim, słyszymy, że służby działają dobrze, ale opinia publiczna tego nie widzi, ponieważ większym sukcesem jest ciche przewerbowanie, a nie ujęcie go w świetle kamer.

Teraz jednak widzimy co innego. Jest głośno…

Przytoczone powyżej argumenty pozostawiam zawsze bez komentarza. Jednak takie głosy zabierali tacy panowie jak Makowski i inni tzw. specjaliści. Ty razem rzeczywiście robi się wielki show wokół sprawy, która ma trzeciorzędne znaczenie.

Dlaczego trzeciorzędne? Chodzi o agenta uplasowanego w MON-ie. Sprawa nie jest poważna?

Z tego co wiem z wiadomości nieoficjalnych wynika, że zatrzymani byli zamieszani w prace na rzecz Rosji, ale to działalność o trzeciorzędnym znaczeniu. Mogę wskazać osoby zamieszane w działanie na rzecz Moskwy na dużo wyższych piętrach. Takie osoby są również w polskich służbach.

Co musiałoby się stać, żeby Pan uznał, że polskie służby na poważnie zajęły się walką z obcą agenturą w Polsce?

Przede wszystkim musiałyby zajść zmiany w kierownictwie służb specjalnych. I to wszystkich! Trzeba by wyrzucić lub aresztować rosyjskich kretów. W polskich służbach na najwyższych piętrach władzy znajdują się rosyjskie krety. Jeśli rosyjskie krety łapią rosyjskich szpiegów to sądzę, że mamy do czynienia z działaniem za cichym porozumieniem z Moskwą.

Czy to oznacza, że działań odwetowych Rosji się nie należy spodziewać?

Należy, oczywiście. Spektakl musi być pełen. Teraz w Rosji oczywiście zobaczymy wydalenie jakiegoś dyplomaty. Zapewne będzie to taki dyplomata, który nie dał się zwerbować Rosjanom. Show musi być prowadzony do końca. Putin lubi wschodnią celebrę i spektakl…

W przeszłości kilkakrotnie polskie służby zatrzymywały osoby podejrzewane o kontakty z obcymi służbami. Czy każda z tych akcji budziła Pana sceptycyzm?

Jedną akcję polskich służb specjalnych mogę uznać za udaną. Chodzi o ujęcie płk. Monicza, który był rosyjskim szpiegiem, choć występował jako agent białoruskiego KGB. To była świetna akcja, znakomicie przeprowadzona przez młodych polskich oficerów, służby czeskie i litewskie. Dziś wszyscy oni zostali powyrzucani z polskich służb. To świadczy o tym, jak polskie służby działają. Dowódca tamtej akcji został zwolniony.

Dlaczego go zwolniono?

Wiedział zbyt dużo. I umiał wskazać kretów rosyjskich w swojej firmie.

W jednym z numerów tygodnika „wSieci” pisał Pan o krecie działającym w polskich służbach. Jest Pan podać z imienia i nazwiska jakieś osoby z polskich służb działające na rzecz Rosji?

Mam w głowie konkretne osoby i nazwiska. Opiszę to wkrótce na przykładzie pewnej firmy, która wślizgnęła się w najbardziej strategiczne obiekty dla polskiej obronności. Gdy zobaczy się jej korzenie i początek to widać, że mamy do czynienia z rosyjskimi poczynaniami gen Dubenina…

Rozmawiał Stanisław Żaryn