Janusz Szewczak: „Kto nami rządzi? Na taśmach słyszymy pogardę wobec Polski i skandaliczne obyczaje rodem z Sycylii”. NASZ WYWIAD

fot. premier.gov.pl
fot. premier.gov.pl

To jest dopiero początek tego skandalu, jestem bardzo ciekawy co jest na taśmach ze spotkań pana Kulczyka czy pani Bieńkowskiej - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

wPolityce.pl: W kogo według pana najbardziej uderza „afera taśmowa” ujawniona przez tygodnik „Wprost?

Janusz Szewczak: Zdecydowanie w cały rząd. Kilka dni temu w artykule na portalu wPolityce.pl zaznaczałem, że niebawem mogą spaść niektóre aureole i runąć niektóre autorytety ekonomiczne i polityczne. Ale nie sądziłem, że tak szybko to nastąpi. Okazuje się jednak, że sprawa ma nawet znamiona obalania konstytucyjnej władzy, swego rodzaju spisku, czy nawet bezkrwawego zamachu stanu. Bo przecież biorą w tym udział najważniejsze postacie życia publicznego: prezes narodowego banku centralnego, minister spraw wewnętrznych, mówi się także o taśmach dotyczących czołowego biznesmena, który niedawno kupił od tego rządu fabrykę „Ciech”.

Czyja aureola może spaść i jaki autorytet rucie z powodu tych nagrań?

Myślę, że zagrożona jest cała obecnie rządząca elita. Bo to jest po prostu ukazanie, kto nami rządzi. Jaka pogarda wobec choćby państwa polskiego cechuje tych ludzi. Minister spraw wewnętrznych, który uważa, że państwo istnieje tylko teoretycznie, a w knajackich, wręcz menelskich słowach określa niektóre przedsięwzięcia inwestycyjne tego rządu. To jest dopiero początek tego skandalu, jestem bardzo ciekawy co jest na taśmach ze spotkań pana Kulczyka czy pani Bieńkowskiej. Tam mogą być jeszcze bardziej jaskrawe przykłady, jak naprawdę działa to państwo, z jaką bezkarnością ci ludzie piastują tak ważna stanowiska. Tu się rodzą bardzo poważne zarzuty natury prawnej i konstytucyjnej. Zachodzi możliwość złamania konstytucji, złamania zasady niezależności banku centralnego, obalenia w zasadzie konstytucyjnego ministra finansów i wreszcie konstytucyjnej zasady, ze NBP nie może finansować deficytu budżetowego.

Zaskakuje pana ta szczerość w sprawie fatalnej kondycji budżetu?

Belka w zasadzie bez żenady przyznaje, że dziura nam się potęguje i powiększa. To wskazuje, że sytuacja gospodarcza wygląda zupełnie inaczej niż nam to jest przedstawiane. Raczej tak jak my to przedstawiamy w portalu wPolityce.pl, czy w tygodniku „wSieci”. Prezes Belka przyznaje, że dziura jest coraz większa i trzeba coś zrobić, trzeba ratować rząd przed katastrofą.

Nie ma pan wrażenia, że na naszych oczach odbywa się pospolity handel? Stanowiska za kasę?

Absolutnie tak. I to są metody, które przypominają ustalenia mafijnych bossów gdzieś na Sycylii. Właściwie tak to wyglądało we Włoszech w czasie rządu Andreottiego. Różne mafilno-polityczno-ekonomiczne przeplatanki były na porządku dziennym. W ten sposób usuwano ministrów czy zmieniano rządy. Dla nas płynie z tego taki wniosek, że możemy się liczyć nawet z przedterminowymi wyborami po dymisji tego rządu. Niewątpliwie, ci ludzie po czymś takim nie maja prawa na istnienie w polityce. A w przypadku niektórych nawet chyba majaczy się na horyzoncie wizja Trybunału Stanu, czy wręcz zarzuty natury karnej.

O jakich zarzutach pan myśli?

Prezes Belka twierdzi, że informował premiera o aferze Amber Gold jeszcze przed jej ujawnieniem. Pan premier mówi, że dowiedział się o niej z gazet, znacznie później. Jeśli w tle tych rozmów jest kwestia syna pana premiera, to tym bardziej jest zastanawiające dlaczego szef rządu o tym nie poinformował. W tym jest właściwie wszystko. Jest zagrożenie dla konstytucji, dla ładu konstytucyjnego, dla prawa, dla praworządności w kraju, funkcjonowania instytucji państwowych, instytucji związanych ze służbami specjalnymi. To jest rozkład państwa! Dochodzi do tego pogarda, z jaką minister Sienkiewicz wyraża się o państwie polskim. Państwo polskie istnieje teoretycznie. Teoretycznie istnieje też polski rząd, który teoretycznie dba o polskie interesy.

Jakiej reakcji premiera się pan teraz spodziewa?

Jedynym honorowym zachowaniem byłoby podanie tego rządu do dymisji, stworzenie jakiegoś rządu technicznego i przygotowanie się do przedterminowych wyborów. Tacy ludzie nie powinni nami rządzić, bo to jest podważenie wiarygodności całej klasy politycznej. To bardzo niebezpieczne zjawisko dla demokracji. Żadna pojedyncza dymisja tutaj niczego nie załatwia. Premier powinien się podać do dymisji i to z całym rządem.

Przypomina to panu przypadek węgierski?

To jest afera i skandal na skalę światową, wydaje mi się nawet, że większy niż w przypadku rządu Gyurcsanego. Bo on tylko mówił, że „kłamali rano, kłamali wieczorem, kłamali przez cały czas”. Z tego akurat polskie społeczeństwo już dawno sobie zdało sprawę, jeśli chodzi o polski rząd. Tutaj sprawa jest poważniejsza. Jest jakiś spisek, jakieś sprzysiężenie. Już nie mówię nawet o poziomie intelektualnym tych ludzi, którzy kreowali się na polskie autorytety. TVN24 i Gazeta Wyborcza przedstawiały nam ich jako geniuszy biznesu, polityki, ekonomii. A to żadne autorytety, to skandaliczne obyczaje rodem z Sycylii.

Taśm jest więcej, jak według pana ta afera może się rozwinąć?

W świetle tego, co się dowiemy inaczej spojrzymy też zapewne na pewne zdarzenia ekonomiczne, gospodarcze. Choćby ostatnie działania prywatyzacyjne, czy też pewna uległość wobec środowisk związanych z kapitałem spekulacyjnym, z lichwą międzynarodową. Przypomnijmy, że prezes Belka został prezesem banku centralnego za zgodą zarówno premiera Tuska i byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, z którym to było konsultowane. Zatem „rączka rączkę myje”. Teraz czekamy na dalszy ciąg tych „taśm hańby”, które dotyczą właściwie całego środowiska Platformy.

Rozmawiał Marcin Wikło

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...