Dlaczego Dorota Kania postanowiła odwrócić uwagę od ważnej dyskusji wywołanej książką "Resortowe dzieci"? Było to przecież marzenie wszystkich, którym ta publikacja nie jest w smak

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Ma rację mój redakcyjny kolega Andrzej Rafał Potocki, że kłótnia o książkę "Resortowe dzieci. Media" toczona po wywiadzie Roberta Mazurka z Dorotą Kanią jest niepotrzebna i w gruncie rzeczy oparta na nieporozumieniach. Dlatego mam nadzieję, że moja wypowiedź będzie ostatnia na ten temat na tych łamach. Co nie znaczy, że zakończy się dyskusja o książce. Jest ona ważne, odważna, warta dyskusji. Każdy kto czyta ten portal i tygodnik "w Sieci" wie, że podeszliśmy do sprawy z całą powagą. Tak będzie nadal. Ale kilka spraw trzeba wcześniej wyjaśnić bo Dorota Kania, najwyraźniej odurzona niezwykłym sukcesem swojej (oraz Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza) książki, nieco odleciała.

Zacznijmy od początku. Otóż współtwórca tygodnika "w Sieci" Piotr Zaremba został zaproszony do dyskusji w Telewizji Republika. W studiu oprócz Piotra i Kani był także Bronisław Wildstein. W trakcie rozmowy tak Zaremba jak i Wildstein uznali "Resortowe dzieci" za ważne wydarzenie, a temat za bardzo istotny dla przejrzystości życia publicznego i mediów w Polsce. Obaj jednak zgłosili pewne zastrzeżenia: za niejasny uznali klucz doboru opisywanych postaci. Zaremba trochę mocniej.

To są także moje wątpliwości. Ja też nie rozumiem dlaczego na przykład znalazł się tam Tomasz Wróblewski, z którego poglądami wielokrotnie się nie zgadzałem, ale który w III RP zawsze miał odwagę iść pod prąd i niejednokrotnie dawał godne pozazdroszczenia przez wielu świadectwo niezależności. Z drugiej strony rację mieliby autorzy książki dowodząc, że klucz doboru bohaterów zawsze będzie krytykowany. Z tego jest jednak proste wyjście. Można to uczciwie stwierdzić i podkreślić, że dyskusja na ten temat w jakiś sposób dzieło uzupełnia. Nikogo to nie obraża, nikomu nie przynosi ujmy. Odwrotnie - jest dowodem na wagę publikacji, pozwala doprecyzować temat zależności pomiędzy karierami w III RP a premią wyniesioną z PRL, czasem także rodzinną.

Dorota Kania przyjęła jednak inną postawę. Uznała delikatne w sumie wątpliwości i zastrzeżenia za brutalny atak. Dziwne to trochę bo Telewizja Republika w której rzecz się działa, to medium zdecydowanie bliższe jej niż Zarembie. Można było Piotra nie zapraszać, pewnie by się nie obraził. Ale zaprosić i potem atakować iż wypowiedział własne zdanie - to zadziwiająca praktyka.

Miejsce na wylanie swojego żalu na Piotra Zarembę Dorota Kania wybrała ekstremalne - wywiad Mazurka na łamach "Rz". Godna podziwu odwaga pchnęła ją w ramiona tego dziennikarza. Ja bym się rozmawiać z Mazurkiem w tej formule (gdyby chciał, w co wątpię) nie odważył. Może kiedyś, po jeszcze kilku latach praktykowania, ale dziś nie. I stało się - Kania poległa pomimo iż Robert Mazurek zadał jej absolutnie oczywiste, możliwe do przewidzenia pytania. Było jasne, że zacznie od pytania o rodzinę autorki, od drążenia wątku jej kolegów i koleżanek z różnymi epizodami w PRL, że chętnie podejmie tezy Kani o tym, że krytykami kieruje tchórzostwo. Banał. Ale Dorota weszła w to jak mysz w pułapkę i jeszcze rozsmakowała się w serze. Brnęła i brnęła bez żadnej refleksji. Sądziłem, że za chwilę wybuchnie awantura o autoryzację - że nie było, że Mazurek namotał i sfałszował. Ale nie. Dorota Kania najwyraźniej naprawdę zgodziła się by jej śmiechy z dorobku Piotra Zaremby, który pisze książki o historii Stanów Zjednoczonych, a rzekomo "nie ma odwagi" opisać resortowych dzieci, wydrukowano w iluś tam tysięcy egzemplarzy.

Nie sądzę by właściwą odpowiedzią na to kosmiczne zadufanie w sobie było wyliczanie zasług Zaremby, który w czasie gdy Dorota Kania spokojnie pracowała w (bynajmniej wtedy opozycyjnym) "Super Expressie", odchodził z kilku mediów walcząc o wolność dziennikarską i możliwość opisywania III RP w sposób uczciwy. Nie. Fakty są znane, szacunek jakim cieszy się Zaremba, jego dorobek są z tej półki, na której nie trzeba już uzasadnień. Sądzę, że właściwą odpowiedzią jest zadanie Dorocie Kani pytania dlaczego postanowiła odwrócić uwagę od ważnej dyskusji wywołanej jej - i dwóch innych autorów - książką? Wszak to było marzenie wszystkich, którym ta publikacja nie jest w smak. Jaki diabeł podszepnął jej wywołanie kolejnego konfliktu na prawicy? Kto zaraził ją pychą jaką zaprezentowała?

Doroto, weź proszę zimny prysznic, nie niszcz już uznania jakie zdobyłaś za "Resortowe dzieci" i po prostu przeproś Piotra Zarembę.

 

 

 

--------------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------------

Uwaga!

Tylko w naszym sklepie wSklepiku.pl, możesz jeszcze nabyć archiwalne numery miesięcznika "W Sieci Historii"!

Nr.1/2013 - z filmem "Generał Nil"

Sieci Historii (1/2013) - miesięcznik z filmem Generał Nil

Nr.3/2013 - z filmem "Urodziny młodego Warszawiaka"+ opaska powstańcza.

Sieci Historii (3/2013) - miesięcznik z filmem Urodziny młodego Warszawiaka + opaska powstańcza

 

Autor

Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj!
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...