Opisujemy kariery i działalność najważniejszych ludzi mediów głównego nurtu, których kariery zaczęły się w PRL

- mówi Dorota Kania w rozmowie z Tadeuszem Płużańskim, wyjaśniając cel powstania książki "Resortowe Dzieci".

CZYTAJ TAKŻE: Strach i kontratak „Resortowych dzieci”. W tygodniku „wSieci” o książce, która pokazała, kto jest wrogiem wolności

Dziennikarka tłumaczy również, dlaczego postanowiła zająć się tym problemem.

To są dziennikarze, którzy nadawali w mediach ton przez ostatnie 24 lata. Wyraźnie napisaliśmy w książce, że resortowe dzieci to nie tylko więzy krwi, ale także mentalność. Wystarczy przeczytać, co Jacek Żakowski pisał w latach 80., czy to, co obecnie pisze Tomasz Lis. Pokazaliśmy przekrój środowiska mediów i jak ono działa. Schemat, w którym idzie jakiś przekaz dnia, a później cała grupa dziennikarzy się pod to podłącza

- przekonuje w wywiadzie dla "Super Expressu".

Jako jeden z wielu przykładów Kania przytacza historię środowiska radiowej Trójki tuż po wprowadzeniu stanu wojennego:

To, że w 1982 roku Monikę Olejnik przeniesiono do Trójki, było stawianiem na sprawdzone kadry. Do dziś w Trójce pracuje Beata Michniewicz, która była w Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR, a jej teściowie byli wysokimi funkcjonariuszami SB. To było jeszcze pokolenie, które walczyło z "bandami"

- mówi Kania.

I dodaje:

To wiedza, aby zrozumieć, czym jest III RP. Zrozumieć, że ludzie, którzy poddawali się systemowi PRL, nie byli jedyni. Była cała masa tych, którzy się nie poddali. Niestety, wciąż istotni są ci pierwsi

- stwierdza dziennikarka "Gazety Polskiej".

lw, "Super Express"