"Telewizja publiczna w dużym stopniu przejmuje rolę władzy, to znaczy nie informuje obiektywnie". Stanisławczyk o grzechach TVP. NASZ WYWIAD

Fot. tvp/wpolityce.pl
Fot. tvp/wpolityce.pl

Jarosław Kaczyński potwierdził, że w jego partii jest silna motywacja do takiego uporządkowania po wyborach problemu telewizji publicznej, aby zbliżyła się ona do standardu obiektywnych telewizji publicznych, jakie obowiązuje w cywilizowanym świecie, a nie nawiązują do standardów białoruskich.

CZYTAJ TAKŻE: Ultimatum dla TVP: Mówcie prawdę albo was zamkniemy. Kaczyński potwierdza – potrzebna generalna zmiana w telewizji publicznej

Zauważany jest już popłoch wśród mainstreamu i oczywiście obecnej władzy, która nie mogłaby tak łatwo przykrywać różnych rzeczy, gdyby nie usłużne jej media, w tym TVP.

CZYTAJ TAKŻE: „Front wystraszonych zmiany w Polsce bardzo się rozszerza” - Kaczyński odpowiada na apel szefa KRRiT ws. współpracy PiS z mediami

O kondycji mediów publicznych i koniecznych w nich zmianach dla dobra społeczeństwa rozmawiamy z Barbarą Stanisławczyk, pisarką i dokumentalistką.

 

wPolityce.pl: Jak pani ocenia jakość telewizji publicznej w jej warstwie informacyjnej?

Barbara Stanisławczyk: Źle oceniam. Telewizja publiczna w dużym stopniu przejmuje rolę władzy, to znaczy nie informuje obiektywnie. Takie jest zdanie dużej części społeczeństwa. Zwłaszcza ci, którzy interesują się mediami, znają się na nich z łatwością zauważają tę manipulację.

Mówię to otwartym tekstem nie tylko dlatego, że jestem zaniepokojona sytuacją w kraju, ale też dlatego, że sama jestem dziennikarzem i uczę dziennikarstwa, więc odium nieobiektywnych mediów, w tym telewizji, naturalnie spada też na mnie. Więc jeśli zwracam się do kogoś z prośbą o informację, to czasami padam ofiarą braku zaufania do mediów. A ja sobie tego nie życzę.

 

Skąd się biorą, 20 lat po przełomie, tendencje w telewizji publicznej do robienia z siebie tuby propagandowej rządu? Przecież wydawałoby się, że wszyscy już mamy dosyć tego.

Tak, mamy tego dosyć, ale struktura własnościowa telewizji jest taka, że każdy rząd przejmuje również telewizję. Nowa władza ustanawia nowy, swój własny zarząd w telewizji. Ta służebność telewizji publicznej wobec władzy jest bardzo widoczna, nie tylko w przypadku tej władzy, lecz każdej. Nigdy obiektywizm nie był dostateczny, jednak w tej chwili jego brak wyszedł już ponad pewien poziom i mamy ogromne podporządkowanie władzy.

Telewizja publiczna podlega również prawom komercyjnym, na wszystkich swoich kanałach. Weźmy np. reklamodawców, którzy utrzymują nawet pierwszy kanał TVP. A reklamodawcy sprawują pewnego rodzaju władzę nad telewizją. Jest to rodzaj lobby. Warto pamiętać także, że wielu reklamodawców jest uzależniona od władzy, współpracują z nią. Tworzy się więc swoisty łańcuch, system zamknięty, w którym telewizja publiczna jest jednym z elementów tego łańcucha.

 

Dziś mieliśmy pokaz umiejętności propagandowych telewizji publicznej. Konferencję prasową największej partii opozycyjnej dotycząca krytyki jednego z nowych ministrów TVP Info nazwała w informacjach swoich dziennikarzy „atakiem PiS na PO”. Telewizja nie pozostawiła więc złudzeń po czyjej jest stronie.

No tak. No to już widać stronniczość. Czas dostępu do wypowiedzi w telewizji dla poszczególnych partii powinien być z góry ustalony i przestrzegany. Nie może być dowolnej manipulacji czasem przez telewizję publiczną. Szczególnie powinny być chronione prawa, także do czasu, największej partii opozycyjnej, która przecież reprezentuje poważny odłam społeczeństwa. A już posługiwanie się takimi...

 

Ja to nazywam „wrzutki propagandowe”, bo to ma wywołać u odbiorcy wrażenie agresji ze strony opozycji, która w demokracji ma zagwarantowane prawa do krytykowania rządu i jego ministrów.

Absolutnie tak. To są wrzutki, to taka manipulacja słowem, która myli informację z komentarzem. Owszem, dopuszczalne są różne formy, w tym kabaretowe, w których obśmiewa się polityków. W porządku. Jest publicystyka, w których dziennikarze prozentują swój subiektywny punkt widzenia i ocenę. Też w porządku.

Ale trzeba takie formy oddzielić od informacji. To główna wada mediów, nie tylko publicznych: mieszanie informacji z komentarzami. Pojawiła się moda na puentowanie informacji telewizyjnych. Takie niekiedy żartobliwe końcówki. To jest naprowadzanie widza na konkretny kierunek. Podpowiada się odbiorcy, jaki powinien wyciągnąć wniosek.

 

Każdy kto przeżył kawałek PRL i oglądał „Dzienniki Telewizyjne” przeżywa dziś swoiste déjà vu?

Tak, w dużym stopniu odnosi wrażenie, że już gdzieś to widział, taki rodzaj przekazywania informacji. Dziś są co prawda nowocześniejsze środki, ale cel pozostał ten sam, co dla mnie jest doskonale widoczne.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...