Dopiero po trzech latach po odkrycia u mieszkańca Monachium tysiąca czterystu obrazów, być może trofeów wojennych, wyszedł na jaw ten fakt. I to zupełnie przypadkowo, bo w wyniku kontroli skarbowej.

CZYTAJ WIĘCEJ: Resort kultury potwierdza: zbiory sztuki znalezione w Monachium mogą zawierać polskie obiekty

Zdaniem wielu komentatorów i znawców tematów świadczy to bardzo źle o intencjach państwa niemieckiego i jego zapewnieniu o szczerym "oczyszczeniu się" z nazistowskich elementów historii. Niemcy z jakichś względów nie chcieli ujawnić, że u jednego ze swych obywateli znaleziono być może mienie tych, którzy zginęli w wyniku działań III Rzeszy i jej niemieckich obywateli. Do pełnej jawności w tej sprawie zobowiązywało ich prawo międzynarodowe i podpisane przez nich samych konwencje, np. w 1998 r. waszyngtońską.

O zachowaniu się Niemców rozmawiamy z mec. Stefanem Hamburą, prawnikiem z Berlina.

wPolityce.pl: Czy w kontekście ukrywania informacji o znalezisku w mieszkaniu monachijczyka można zasugerować tezę, że państwo niemieckie jest wojennym paserem?

Mec. Stefan Hambura: Nie użyłbym takiego określenia, gdyż sprawa dotyczy osoby prywatnej, a nie państwa niemieckiego. Jednak poszedłbym w innym kierunku. Polska powinna stworzyć zespół złożony z ekspertów – historyków sztuki, prawników itd., którzy by zwiedzili wszystkie niemieckie muzea i muzealne magazyny.

 

Ale czy Niemcy chętnie wpuszczą do swoich placówki ich magazynów takich ludzi?

A dlaczego nie? Po tej najnowszej sprawie raczej nie będą mieli innego wyjścia. To wszystko pokazuje, że w niemieckich muzeach może być jeszcze wiele zabytków i dzieł sztuki niezidentyfikowanych.

 

No ale państwo polskie nie przykłada się do obrony własnej racji stanu, więc możemy zapomnieć o takich działaniach. Przynajmniej do czasu odsunięcia od władzy obecnej ekipy.

Myślę, że jeśli będzie odpowiedni nacisk społeczny – a po tej taki może być, to może, aby zachować twarz, to obecny rząd może coś zrobić. Minister Sikorski powinien spotkać się z ministrem Zdrojewskim i obaj powinni ustalić wspólne działania. Im szybciej tym lepiej.

 

Polskie straty wojenne w kulturze są dosyć dobrze skatalogowane. Pewne rzeczy mamy więc przygotowane na stole, wystarczy je więc podsunąć pod nos naszym zachodnim sąsiadom i zapytać, czy nie widzieli ich gdzieś u siebie. Ale nie robimy tak. A dlaczego tego nie robimy, to jest właśnie ważne pytanie.

Tak, bardzo ważne. U państwa na portalu jest artykuł o odpowiedzi, jaką otrzymał mecenas Piotr Duber od berlińskiej prokuratury w sprawie filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Niemiecka prokuratura nie widzi kłamliwych i antypolskich akcentów w "Naszych matkach, naszych ojcach"! Polskie skargi oddalone. NASZ NEWS

Analiza tej odpowiedzi wskazuje na to, że jeśli Polacy nie będą działali to za chwilę, w ramach tzw. wolności słowa, sztuki i ekspresji będzie wiele rzeczy dozwolonych tutaj w Niemczech. Również to, że za chwilę, za 10, za 15 czy 20 lat to strona niemiecka będzie występowała z roszczeniami wobec Polski.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki