Prof. Lewicki: "Ameryka jest jedynym krajem, na który możemy liczyć w razie problemów. Kerry przyjechał, bo jako jedyni chcemy modernizować wojsko". NASZ WYWIAD

Fot. PAP/Paweł Supernak
Fot. PAP/Paweł Supernak

wPolityce.pl: John Kerry przyjechał z wizytą do Polski. W mediach wiele miejsca przy tej okazji poświęca się aferze podsłuchowej, jaka wybuchła ostatnio na całym świecie. Czy to rzeczywiście jest ważne tło wizyty sekretarza stanu USA?

Prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista: Podsłuchy to jest zupełny margines w tej sytuacji. John Kerry przyjechał do Polski, bowiem my jako jedyni chcemy wydać duże pieniądze na modernizację wojska. To są duże kwoty, a 40 mld dolarów piechotą nie chodzi. Szczególnie, że żadne inne państwo takich planów obecnie nie ma. Polska jest państwem europejskim, więc europejskie koncerny zbrojeniowe mają pierwszeństwo ws. kontraktów na modernizację polskiej armii. John Kerry chce w pewien sposób wyrównać szanse amerykańskich firm w Polsce, uświadamiając swoim rozmówcom, że USA to dobry, sprawdzony sojusznik i to trzeba mieć na względzie. To jest jedyny, czy prawie jedyny powód i temat wizyty. Reszta to rutyna i standardy. Jest afera podsłuchowa, więc trzeba o niej powiedzieć pięć zdań. Trzeba powiedzieć coś o tarczy. Co ciekawe Kerry już nie mówił, że będzie ona w Polsce w 2018 roku, ale około 2018 roku. To jest znacznie mniej precyzyjna wypowiedź. Być może pojawiła się również jakaś prośba do Polski o działania w Iranie, gdzie Polska ma ambasadę, a USA nie. Jednak te tematy są w otoczce, na drugim planie.

Najważniejsze są sprawy zbrojeniowe?

To widać również w planie tej wizyty. Sekretarz stanu USA nie spotyka się zwyczajowo z szefem MON, ani nie jeździ do baz wojskowych. To pokazuje, jaki jest kierunek zainteresowań i jakie obszary interesują Stany. Oni walczyli o swoje przy okazji F-16 i obecnie będą walczyć równie mocno.

Na ile zatem znaczące są takie deklaracje, jak słowa Johna Kerry'ego, który mówił, że "USA i Polska powinny utworzyć jeden z najmocniejszych sojuszy na świecie"?

To również należy rozumieć w kontekście współpracy wojskowej. Kerry mówi nam, że jeśli chcemy mieć z nimi bliskie kontakty, to najlepsze będą, gdy Polska będzie kupować w USA, a Stany będą dbały o uzbrojenie Polski. Jednak nie należy się spodziewać żadnych polsko-amerykańskich traktatów. USA wskazuje, że jeśli zależy nam na silnym sojuszu, to Amerykanie oczekują traktowania jako partnera w wymiarze również praktycznym. Te słowa, które pan przytoczył, również należy rozumieć w kontekście wojskowym.

Współpraca z USA to tylko biznes czy nowe gwarancje polityczne?

Nie można mówić o żadnych nowych gwarancjach politycznych. Zarówno Polska, jak i USA są w NATO. Pytanie brzmi więc jedynie, czy Ameryka w razie czego będzie gotowa przyjść nam z pomocą. Tego typu gwarancje i zaufanie buduje się przez lata, wzmacniając współpracę między krajami. Gwarancji nikt nam nie da. NATO nie daje żadnych gwarancji, a USA nie podpiszą z nami dodatkowego traktatu. To jest kwestia budowania wzajemnego zaufania, przy założeniu, że w razie potrzeby Stany przyjdą nam z pomocą. Innej metody nie ma. Mamy kraj słaby wobec Rosji czy Białorusi. Przed Rosją byśmy się nie obronili, nie wiem, czy przed Białorusią byśmy się obronili. A skoro tak to potrzebujemy kogoś, kto jest znacznie mocniejszy i silniejszy, kto mógłby nam taką pomoc zaoferować. To jest element dalekosiężnej polityki.

Czy to jest element szantażu? Albo kupujemy w USA i możemy liczyć na pomoc, albo musimy liczyć na siebie?

Szantaż to złe słowo. Jestem zwolennikiem psychologicznej teorii stosunków międzynarodowych. Ta koncepcja mówi, że stosunki między państwami należy komentować i oceniać w sposób podobny do stosunków międzyludzkich. Przecież ludzie tworzą politykę zagraniczną krajów. Jeśli chcemy zawrzeć bliskie kontakty z jakimś krajem, to musimy zapewniać się nawzajem przez dłuższy czas o swoich dobrych intencjach i traktowaniu się jako partnera do rozmów. To się tak odbywa w polityce. Sojusze są na papierze, praktyka, prawdziwa pomoc i współpraca polega na tym, że obie strony są gotowe, by sojusz był realny i był podtrzymywany.

Amerykanie mają jakiś atut na tle europejskich koncernów zbrojeniowych?

Oczywiście jesteśmy częścią Europy, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewałby się, że wojsko niemieckie czy francuskie pomoże nam w razie czego, gdyby Rosja zaczęła nam grozić. Ja sobie takiej sytuacji nie mogę wyobrazić, żeby Bundeswehra stanęła naprzeciw armii rosyjskiej. Natomiast USA mogłyby to zrobić. Mamy sytuację taką, że Niemcy, Francja, Wielka Brytania chętnie sprzeda nam swoje technologie, ale w razie problemów powiedzą: martwcie się sami. I to trzeba brać pod uwagę. Ameryka jest obecnie jedynym krajem, który oczywiście też chce biznes, ale na który możemy liczyć w razie problemów.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...