Rzecznik Graś urzędowo zawyrokował w imieniu szefa – ujawnione w jutrzejszym tygodniku „wSieci” nieznane dotąd zdjęcia Tuska z 10.04., gdy uśmiechnięty wyciągał piąstki do równie uśmiechniętego Putina, to podłość:

Byłem wtedy w Smoleńsku, pamiętam tamte emocje i tamte tragiczne obrazy z miejsca katastrofy. Wszyscy, także pan premier, byliśmy całą sytuacją głęboko wstrząśnięci. Sugerowanie, że było inaczej jest najzwyklejszą, niczym niewytłumaczalną podłością

- powiedział „Faktowi“ Graś.

Oczywiście Graś musiał wypowiedzieć taką formułkę w obronie szefa. Bycie jego "tarczą i mieczem" ma w umowie o pracę, więc musi to robić, nawet za cenę - powiedzmy - mijania się z prawdą. Tak przy okazji; pracownicy mediów zaprzyjaźnionych z Tuskiem raczej nie mają obrony szefa partii władzy wpisanej do umowy, ale jednak też to robią przy każdej okazji. Hobby, czy wschodnia mentalność ich szefów oraz ich samych?

 

Wracając do Grasia i jego obrony Tuska. Otóż panie rzeczniku, „wstrząśnięcie” pańskiego pracodawcy tragedią smoleńską można było zobaczyć także na filmie jednego z powitań na Okęciu wracających z Rosji ofiar katastrofy, o czym wspominało w ostatnich kilkudziesięciu godzinach wielu internautów.

Stał wówczas z Bronisławem Komorowskim i obaj „mężowie stanu” rżeli od ucha do ucha. Tu jest stopklatka z tego filmu:

 

A tu jest ten film, jeśli pan rzecznik lub jakiś "wstrząśnięty" mainstreamowy dziennikarz zechciał osobiście ocenić autentyczność fotografii:

Zważywszy na to, że katastrofa smoleńska spowodowała to, że bez wielkiego wysiłku cała władza i wszystkie najważniejsze stanowiska państwowe od razu wpadły do kolekcji Platformy Obywatelskiej, radość z takiego rozwoju sytuacji można zrozumieć. Co prawda - nie u klasycznych polityków, ale u postpolityków jak najbardziej. Zaś Tusk, który przecież wciąż figuruje w różnych almanachach jako „konserwatywny-liberał”, ale w jednym wywiadów bez trudu uznał się za socjaldemokratę, jest rasowym postpolitykiem. Tylko postpolityk, któremu jest wszystko jedno, byle mieć władzę, może dokonać takiej ideologicznej wolty.

Na miejscu tragedii taki rasowy postpolityk może być smutny, ale może być także wesoły – zależy z kim akurat przebywa, jaki fotograf wykonuje zdjęcia i czy w ogóle jest jakiś fotograf lub mikrofon. U postpolityka wszystko jest względne. Może akurat przy Putinie czy Angeli Merkel premier Tusk czuje się na tyle sobą i zrelaksowany, że może dać upust swoim postpolitycznym poglądom.

 

CZYTAJ TAKŻE: "wSieci" ujawnia nieznane zdjęcie ze Smoleńska: premier Tusk z Putinem w znakomitych humorach! Wraz z najnowszym numerem także film "Polacy"