wPolityce.pl: Tygodnik "wSieci" pisze o skandalicznej decyzji Donalda Tuska, który nie przyznał renty specjalnej wdowie po zamordowanym działaczu PiS Marku Rosiaku. Premier nie skorzystał ze swojej kompetencji. Jak pan ocenia taką decyzję Tuska?

Janusz Wojciechowski, europoseł PiS: Jeszcze przed skierowaniem wniosku przez żonę Marka Rosiaka ja również skierowałem pismo do premiera Tuska, by z własnej woli przyznał taką rentę. Jednak to skończyło się z podobnym skutkiem, jak późniejsza prośba Haliny Rosiak. W tej sprawie przychodziły bezduszne urzędnicze odpowiedzi, jakby ta kwestia nie miała żadnego szczególnego charakteru. Premier miał prawo przyznać rentę specjalną, powinien ją przyznać. W tej szczególnej sytuacji były wszelkie podstawy do podjęcia takiej decyzji. To jest całkowicie uznaniowe prawo. Niezależnie od warunków premier może taką rentę przyznać. Jednak Donald Tusk tego nie zrobił. Nie chciał w mojej ocenie przyznać, że śmierć Marka Rosiaka miała charakter szczególny, chciał uciec od oczywistego faktu, że to był mord polityczny.

"wSieci" przytacza fragmenty pism, jakie Kancelaria Premiera wysyłała do Haliny Rosiak w tej sprawie. Czytamy w nich, że Marek Rosiak nie ma wyjątkowych zasług, a jego śmierć "nie posiada wymaganego elementu wyjątkowości".

To się wpisuje w klimat, jaki nastąpił po tej strasznej zbrodni. Nie słyszeliśmy słowa przepraszam, nie było żadnej refleksji, nie było analizy tego ważnego wydarzenia. Widać było natomiast próby przerzucenia winy na ofiarę oraz środowisko, z którego wywodził się Marek Rosiak. Pamiętamy oskarżenia o szerzenie nienawiści. Te słowa z dokumentów KPRM są skandaliczne i wpisują się w ten klimat politycznej nienawiści. Wyjątkowo czytelnie zabójca Ryszard Cyba wykrzyczał tę nienawiść. Nie było żadnych wątpliwości dotyczących jego motywów, nie było wątpliwości dotyczących jego poczytalności. To był w pełni świadomy człowiek nasączony nienawiścią. Ona w nim dojrzewała długi czas, nienawiść była sączona długo. I on dopuścił się takiego czynu.

Szybko jednak zapomniano o tym. Naciski w tej sprawie były bardzo widoczne

Pamiętamy tę atmosferę i postawy. Rzeczywiście chodziło o to, by jak najszybciej zapomnieć, zakrzyczeć, zbagatelizować. To jak ze Smoleńskiem. Tragedia smoleńska miała być zwykłą katastrofą, śmierć Marka Rosiaka miała być zwykłym zabójstwem. Mordów w Polsce są zapewne setki rocznie. Mówiło się więc, że to jedno z wielu mordów.

Dlaczego w pana ocenie udało się tak szybko rozmyć tę sprawę? Przecież mord polityczny działacza opozycji powinien wywołać burzę

Debatę publiczną w tej sprawie kształtowały media mainstreamowe. One narzuciły pewien przekaz. Mówiono, że to zwyczajna zbrodnia. A jak ktoś chciał mówić przy tej okazji o mordzie politycznym, spotykał się z zarzutami oszołomstwa. Tak samo atakowani są ludzie, którzy pytają o sprawę tragedii smoleńskiej. Mord w Łodzi miał miejsce niedługo po smoleńskiej katastrofie. To wpisuje się w ten sam mechanizm reakcji. Ktokolwiek o tej sprawie próbował mówić, że to zbrodnia polityczna, spotykał się z oskarżeniami o jątrzenie, próby siania nienawiści. Mówiono, że tacy ludzie zbijają polityczny kapitał na śmierci Marka Rosiaka. Sam tego również doświadczałem.

Rozmawiał KL