Die Welt zrobił dobrze Radosławowi Sikorskiemu – nie pierwszy zresztą raz. Według niemieckiego dziennika, to polski minister spraw zagranicznych wymyślił i wdrożył plan rozwiązania kwestii broni chemicznej w Syrii, to jemu w zasadzie świat powinien zawdzięczać możliwe uniknięcie, a przynajmniej odłożenie w czasie interwencji międzynarodowej na Bliskim Wschodzie.

Ewa Kopacz, jak by nie było druga osoba w państwie, zagadnięta na konferencji prasowej w Sejmie o to, że to Sikorski miał podsunąć pomysł Johnowi Kerry’emu, rzuciła nie dając dokończyć pytania:

I chwała mu za to.

Dopytywana, czy faktycznie to on mógł wpłynąć na zmianę sytuacji w Syrii, wygłosiła taką laurkę:

Minister Sikorski jest osobą bardzo skromną. Proszę mi wierzyć, że kiedy nie miałby tam swego udziału, nigdy by tego publicznie nie powiedział. Tym bardziej, że powiedzieli to inni.

Ja uważam, że mamy szczęście do takiego ministra spraw zagranicznych, który potrafi przewidzieć skutki, ale też potrafi szukać rozwiązania w bardzo trudnej sytuacji.

Więc ja się cieszę, że to Sikorski jest ministrem spraw zagranicznych.

A ja się nie cieszę. Bo auto-lans polskiego ministra nie zastąpi twardych faktów.

A te są takie, że propozycja w sprawie Syrii – przejęcia kontroli nad bronią chemiczną reżimu Assada przez Moskwę – padła już w ubiegłym roku z ust jednego z amerykańskich senatorów, a Sikorski - jak i cała polska administracja - jest na Kremlu traktowana jak mrówka z perspektywy żyrafy.

„Die Welt” to periodyk, który w szefa polskiej dyplomacji jest zapatrzony jak w obrazek. Nie ma co się dziwić – wszystko, co mówi Sikorski jest na rękę Berlinowi, na czele z propozycją, by to Niemcy były „największym udziałowcem” Unii Europejskiej czy też słynnym „hołdem berlińskim”, po którym zasadne stało się pytanie, czyje interesy chce realizować szef polskiej dyplomacji. W minionym tygodniu Sikorski mógł sobie nawet opublikować pean na swoją cześć, jakim to jest nowoczesnym politykiem, którego słowa na Twittterze spija cały świat.

Marszałek Kopacz zasłużyła na lizaka, ale nie przestaje się kompromitować. Opowiadając o skromności i skuteczności Sikorskiego jest tak wiarygodna, jak wówczas gdy snuła bajki o przekopywaniu smoleńskiej ziemi.

Ale właśnie w sprawie polskiej tragedii narodowej z 10/04 najlepiej widać, ile Sikorski może w relacjach z Moskwą.

Czy pamiętają państwo, jak po rozmowach Sikorskiego z Ławrowem w Moskwie albo w Łazienkach Królewskich Rosjanie sypali głowy popiołem i rozpoczęli należytą i zgodną z umowami międzynarodowymi współpracę z polską prokuraturą?

Czy pamiętają państwo, jak Sikorski, słynący z doskonałych kontaktów w USA przekonał amerykańską dyplomację do wsparcia polskiego rządu i śledczych w relacjach z Rosjanami?

Czy pamiętają państwo wreszcie efekty europejskiej kampanii Sikorskiego, a zwłaszcza lobbingu u lady Ashton i natychmiastowy zwrot wraku TU-154M?

Ja też nie.

Pamiętam za to, jak w berlińskim hotelu po stanowczej interwencji "weterana wojny w Afganistanie" w telewizorach pojawił się polskojęzyczny kanał. Oto siła naszego ministra.

Wracając zatem do wywodu pani Kopacz - nie uważam, byśmy mieli szczęście do takiego ministra.

 

 

----------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------

Uwaga!

Nowy numer miesięcznika"W Sieci Historii"już dostępny w naszym internetowym sklepie wSklepiku.pl!

Zapraszamy!

Miesięcznik "Sieci Historii" nr 4/2013 z filmem "Mit o Szarym"

Miesięcznik