Dyrektywa PE zniszczy polskie łupki? Bogusław Sonik: "To kapturowe, niedopuszczalne podejście, które może zablokować wydobycie gazu". NASZ WYWIAD

fot. gazlupkowy.pl
fot. gazlupkowy.pl

Protestujemy, bo ta dyrektywa została wprowadzona w ostatniej chwili, poza porządkiem obrad, nie było debaty w grupie politycznej, a na dodatek z tego, co mi powiedziano - nie jest przewidziana debata na sesji. To kapturowe podejście i jest to niedopuszczalne

- mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Bogusław Sonik poseł PO do Parlamentu Europejskiego, który zajmuje się tematyką wydobycia gazu łupkowego w Polsce. O samym pomyśle dyrektywy informowaliśmy wcześniej na naszym portalu.

CZYTAJ WIĘCEJ: PE chce przeforsować dyrektywę, która może zatrzymać łupki

 

wPolityce.pl: Media obiegła wczoraj informacja dotycząca nowej dyrektywy w sprawie wydobycia gazu łupkowego. Proszę wyjaśnić naszym Czytelnikom, w jaki sposób może ona uderzyć w polskie łupki.

Bogusław Sonik: To dyrektywa zmieniająca zasady funkcjonowania przepisów dotyczących tzw. oddziaływania na środowisko. Czytelnikom trzeba przede wszystkim przypomnieć, że jest to procedura administracyjna, która trwa nawet kilkanaście miesięcy. Jeżeli chce się rozpoczynać jakąś inwestycję, to trzeba mieć - przy dużych projektach - taką procedurę. Wiąże się ona również z długimi konsultacjami społecznymi. Myślę, że mieszkańcy miast, w których buduje się na przykład spalarnie śmieci, wiedzą, jak skomplikowana jest to procedura.

 

Skąd zatem zaniepokojenie w kontekście wydobycia gazu łupkowego w Polsce?

Ponieważ ta dyrektywa nigdy nie obowiązywała w projektach badawczych. Zasada jest taka, że najpierw trzeba zbadać dany teren, dokonać kilku próbnych odwiertów (w przypadku łupków - najczęściej dziesięciu), by zorientować się, czy inwestycja jest opłacalna. I potem należy starać się o ocenę pod względem środowiska. Oczywiście nie oznacza to, że każdy może sobie wjechać na dowolny teren i próbować szukać łupków - w Polsce obowiązują zasady dot. oddziaływania na środowisko również przy procesie badawczym. Pomysł o którym rozmawiamy zakłada konieczność oceny oddziaływania na środowisko przy każdym odwiercie, co  przedłuża o kilkanaście miesięcy prace badawcze i rozwój nauki, bo przecież jedno z drugim jest ściśle powiązane. Dodatkowo trzeba wspomnieć, że nawet Komisja Europejska nie zaproponowała podobnych pomysłów w swoich zaleceniach.

 

Jeśli Parlament Europejski przyjmie dyrektywę, to procesowi wydobycia łupków grozi zablokowanie czy tylko - a może aż - przedłużenie w czasie?

Przedłużenie procesu często może oznaczać po prostu zatrzymanie inwestycji. Wie pan, gdy do każdego odwiertu trzeba zrobić tę feralną ocenę oddziaływania na środowisko, to praktycznie uniemożliwia to cały proces. Przemysł jest przygotowany na te wymagania i na koszty z nimi związane, ale już w procesie produkcyjnym. Proszę też zwrócić uwagę, że emocje wokół gazu łupkowego są ogniskowane wokół strachu i lęku wśród obywateli nawet tych państw, których odwierty po prostu nie dotyczą. W dodatku, tak jak mówiłem, dyrektywa obliguje również do konsultacji społecznych - co samo w sobie nie jest złym pomysłem, ale w systemie produkcyjnym. W tym przypadku mamy do czynienia z lobbingiem, który próbuje powstrzymać wydobywanie gazu łupkowego. Nie oznacza to, że nie będzie można prowadzić odwiertów, ale takie działania zmierzają do faktycznego porzucenia poszukiwań gazu łupkowego albo przynajmniej mocnego utrudnienia tego procesu.

 

Skoro mówi pan o lobbingu, to nie sposób nie zapytać, czy stoją za nim Rosjanie, którzy przecież nie kryją swoich zastrzeżeń wobec łupków.

Nie mam bezpośrednich dowodów, że to Rosjanie. W przypadku Gazociągu Północnego ten lobbing był prowadzony otwarcie przez Gazprom, ich przedstawiciele oraz ludzie wynajmowani przez Rosjan kontaktowali się z nami. Tutaj nie ma tego typu sytuacji - tym niemniej biorąc pod uwagę stopień niechęci, jaki prezentują Rosja i Gazprom wobec gazu łupkowego i wielu deklaracji, że zrobią wszystko, by powstrzymać tę eksploatację, można przypuszczać, że jakoś to może być powiązane. Z drugiej strony nie można oskarżać wszystkich, którzy mają wątpliwości, że są agentami Gazpromu. Trzeba pamiętać o tym, że jest pewnego rodzaju nieufność wobec przemysłu; nigdy za dużo ostrożności. Musimy zachowywać się racjonalnie i tworzyć takie przepisy, które będą minimalizować ryzyko. W dodatku - co będziemy podnosić - Komisja Europejska będzie pilotować tę sprawę i reagować. Dajmy jej czas.

 

Kto zgłosił projekt tej dyrektywy?

Zgłoszenie jest ze strony sprawozdawcy, jednego z włoskich liberałów. Projekt jest wspierany przez socjalistów i Zielonych; słowem - zgłosiła go lewa strona Parlamentu Europejskiego.

 

Jak ocenia pan szansę na przyjęcie tego pomysłu? Czy polscy europosłowie są świadomi wagi sprawy i potrafią działać - ponad partyjnymi sporami - na rzecz łupków w swoich europejskich partiach?

Wśród polskich europarlamentarzystów taki konsensus jest. Problem polega jednak z tym, że nasze głosy nie wystarczą do zablokowania tej dyrektywy. Natomiast protestujemy, bo ta dyrektywa została wprowadzona w ostatniej chwili, poza porządkiem obrad, nie było debaty w grupie politycznej, a na dodatek z tego, co mi powiedziano - nie jest przewidziana debata na sesji. To kapturowe podejście i jest to niedopuszczalne. A co do szans... Oceniam, że wniosek ma - niestety - duże szanse na przyjęcie. Zostaliśmy zaskoczeni, złożyliśmy protest i zobaczymy, jak będzie się to rozgrywać w poniedziałek i wtorek. Wygląda na to, że na konferencji przewodniczących usunięto dyrektywę tytoniową, a wprowadzono tę dotyczącą łupków.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Fijołek

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...