Mamy krach budżetu, a premier Tusk przysypia, minister Rostowski opowiada bajki, zaś dziennikarze pytają o trzeciorzędne bzdury

fot.wPolityce.pl
fot.wPolityce.pl

Absolutnym kuriozum była konferencja prasowa premiera Donalda Tuska oraz wicepremierów Jacka Rostowskiego i Janusza Piechocińskiego w sprawie nowelizacji budżetu na 2013 rok. Premier ogłosił, że zabraknie około 24 mld zł z wpływów z podatków, więc deficyt zwiększy się o 16 mld zł (do 51 mld zł), a brakujące 8 mld zł po prostu się przytnie po stronie wydatków. Dzięki powiększeniu deficytu pożyczy się 16 mld zł i one podobno zadziałają prorozwojowo. Kiedy inne rządy pożyczały, działało to antyrozwojowo, kiedy pożycza rząd premiera Tuska – jest odwrotnie.

Zadłużanie państwa to ulubiony sport ekipy Donalda Tuska, bo od czasu przejęcia władzy pożyczył już około 350 mld zł (tylko w pierwszym kwartale 2013 r. – 29,5 mld zł) i skutki tego są opłakane, a nie prorozwojowe. I mimo tego wielkiego pożyczania, skutkującego ogromnym długiem publicznym (już ponad 870 mld zł) Polska nie przeszła przez kryzys suchą stopą – jak zapewnia premier Tusk, skoro obniżenie tempa wzrostu PKB za obecnych rządów wyniosło aż 4,4 pkt. proc. i jest jednym z najwyższych w Unii.

Budżet się wali, bo coraz mniej Polaków pracuje, coraz mniej wpłacając do FUS na emerytury i do NFZ na ochronę zdrowia. A skoro maleje konsumpcja, bo spadły płace realne i dochody gospodarstw, mniejsze są wpływy podatkowe. Sytuacja jest więc dramatyczna i grozi rozwaleniem budżetu i finansów państwa, ale premier mówił o tym skrajnie znudzony. A kiedy minister finansów Jacek Rostowski opowiadał, jakie sztuczki zrobi, żeby dramat przykryć, Donald Tusk po prostu przysypiał lub ziewał. Zaś siedzący obok niego wicepremier Janusz Piechociński podziwiał ściany i sufit.

Minister Rostowski bez mrugnięcia okiem zapowiedział zamach na ustawowy próg ostrożnościowy (50 proc.) i łaskawie zapewnił, że działanie progu będzie tylko zawieszone – na czas nowelizacji budżetu na 2013 r. i przyjmowanie budżetu na rok 2014. Rostowski zapowiedział też złamanie reguły wydatkowej, co także ma być dobrodziejstwem, a nawet nową regułą. Od kiedy istnieją ustawowe progi ostrożnościowe żaden rząd nie odważył się przy nich manipulować, bo od tego wiedzie prosta droga do greckiego scenariusza. Tusk z Rostowskim przedstawili ten horrendalny i skrajnie niebezpieczny pomysł jako wspaniałe rozwiązanie prorozwojowe, co swoim milczeniem przypieczętował wicepremier Piechociński.

Na oczach Polaków rozgrywała się oczywista granda z udziałem premiera i jego zastępców. I poza bodaj dwoma technicznymi pytaniami na temat tego, co nam grozi, dziennikarze obecni na konferencji prasowej najważniejszych osób w rządzie nie byli tym kompletnie zainteresowani. Zadawali pytania o trzeciorzędne bzdury, np. wewnątrzpartyjne gry w PO. Zamiast przyszpilić premiera i jego zastępców pytaniami o dramatyczne konsekwencje ogłaszanych właśnie posunięć, zamiast pytań o zamach na konstytucyjne zapisy i ustawę o finansach publicznych mieliśmy piknikową atmosferę i infantylne pogwarki z szefostwem rządu.

Datę 16 lipca 2013 r. warto zapamiętać, bo najwyżsi przedstawiciele rządu beztrosko zaproponowali scenariusz rozwalenia budżetu i złamania wszelkich reguł określających jaką taką dyscyplinę finansów, czyli ogłosili, że prowadzą Polskę na krawędź przepaści. A przysłuchujący się temu dziennikarze zamiast podnieść alarm i w imieniu opinii publicznej beztroską władzę obnażyć, zachowali się owce pędzone na rzeź. Oba te zachowania są absolutnie nieprofesjonalne, nieodpowiedzialne i po prostu żenujące.

 

 

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...