Dwóch dyżurujących całą dobę prokuratorów walczących z rasistami to za mało. To powinny być "trójki śledczych". Ten trzeci to oczywiście ktoś z "Wyborczej"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Prokurator Generalny Andrzej Seremet zapowiedział wraz z ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem, że w każdej prokuraturze rejonowej, w każdym okręgu będzie jeden specjalny prokurator lub nawet dwóch do dyspozycji policji. Wyruszą oni do akcji razem z funkcjonariuszami, gdyby powzięli podejrzenie, że doszło do przestępstwa na tle rasistowskim.

Idea ze wszech miar słuszna, ale wypada zapytać, skąd taka niechęć prokuratora Seremeta do rozszerzenia akcji o dyżurnych dziennikarzy „Gazety Wyborczej”? Czy to aż tak duży koszt, gdyby obok pokoju z dyżurującymi prokuratorami znajdowało się pomieszczenie dla dyżurnego reportera „GW”? Akcja wyłuskiwania rasistów ruszyłaby wówczas z kopyta.

Dlaczego akurat pracownicy redakcji przy ul. Czerskiej, zwłaszcza ci zasłużeni, nadają się na rolę nadprokuratorów w sprawach rasistowskich? Pytanie jest retoryczne: przecież oni posiadają instynkt do odcedzania prawdziwych rasistów od tych rzekomych, urojonych.

Doskonałym przykładem posiadacza takiego instynktu jest Piotr Stasiński, który po głośnej sprawie obrażenia Ukrainek orzekł, że Jakub Wojewódzki i Michał Figurski wcale nie obrazili kobiet zza naszej wschodniej granicy.

Kogo Figurski i Wojewódzki naprawdę obrazili? Polskiego chama czy jego ukraińską sprzątaczkę? Chama, który gardzi ''gorszymi'', jak mniema, od siebie? Czy Ukrainki, o których niejeden polski cham opowiada podobne wulgarne dowcipy? Kto rozumie przewrotną ironię - wie, że celem tej satyry było owo wiecznie skrzywdzone chamstwo, które za swoje domniemane poniżenie musi się na kimś, najlepiej słabszym, odegrać”

- orzekł w czerwcu ubiegłego roku „autorytet z Wyborczej” i postawił kropkę nad i:

Figurski i Wojewódzki ugodzili w brzydkie polskie cechy, a nie w Ukrainki.

Co prawda w obronie znieważonych kobiet protestowała wówczas ambasada ukraińska, a i same Ukrainki pofatygowały się, aby napisać list, w którym żądają przeprosin. No i wreszcie sprawa trafiła do wymiaru sprawiedliwości, ale przecież wiadomo, że wszyscy oni się mylą, bo to „autorytet z Wyborczej” ma rację. Dlaczego on? Bo tak.

Reasumując. Ustanowienie samych dyżurnych prokuratorów do walki z rasizmem może okazać się ryzykowne. Co bowiem czeka pana Seremeta jeśli po jakiejś nocnej akcji do izby zatrzymań trafi uczestnik - dajmy na to wycieczki z USA będący pod silnym wpływem lektury „New York Times” o „polskim obozie zagłady” - który zwyzywa w Krakowie jakichś przechodniów od „polskich świń i morderców”? Przecież Seremet przeczyta o sobie w „GW”, że zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Stasiński napisze, że ten krewki Amerykanin chciał obrazić nie tego, kogo obraził, a poza tym obraził w dobrej wierze, aby wreszcie Polacy mogli spojrzeć szczerze w lustro.

Tak więc tylko obecność „autorytetu z Wyborczej” na miejscu rasistowskiego zdarzenia może uchronić przedsięwzięcie prokuratora Seremeta od wpadki, a Polskę od wstydu za złapanie nie tego rasisty, który jest oczekiwany przez świat. I przez redakcję przy Czerskiej.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...