ZUS dogorywa. Za dwa lata zabraknie mu ponad 350 miliardów zł. Rząd zamiast reagować, nacjonalizuje OFE

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

Z najnowszej prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) powiało grozą. Jak donosi "Rzeczpospolita", czeka nas emerytalna katastrofa. W latach 2015–2019 w FUS zabraknie 356 mld złotych i to w wariancie optymistycznym. ZUS zakłada wzrost PKB od 2015 r. roku o 4 proc. rocznie.

Zdaniem Rz, katastrofalna sytuacja wynika z życia ponad stan. Wydatki na świadczenia emerytalne znacznie przekraczają nasze możliwości. Potężne koszty generowane są przez przywileje, odstępstwa, specjalne świadczenia dla różnych grup zawodowych, niski wiek odchodzenia z rynku pracy, dwukrotne wydłużanie przywilejów emerytalnych oraz hojna waloryzacja. Rząd jednak nie bierze pod uwagę realnych wydatków ZUS-u i próbuje wmówić Polakom, że za wszystkie grzechy systemu odpowiadają Otwarte Fundusze Emerytalne.

Nawet jeśli zakładać za liderami „skoku na OFE” – Jackiem Rostowskim, ministrem finansów, i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, ministrem pracy – że finansowanie II filaru musi odbywać się za pożyczane pieniądze, to po pierwsze, gromadzą się tam realne oszczędności, a po drugie, to zaledwie ułamek manka. W tym roku do OFE trafi 11 mld zł, a ZUS – jak mówi nam Mirosław Borczyk, wiceprezes zakładu – otrzyma z budżetu blisko 50 mld zł, wykorzystując w całości przewidzianą w budżecie pożyczkę z kasy państwa w kwocie 12 mld zł. Co więcej, na koniec tego roku będzie już winny budżetowi ponad 30 mld zł. To obraz trwałej niewydolności.

Likwidacja czy nacjonalizacja OFE nie rozwiąże naszych problemów. Pędzimy w stronę stojącej ściany i kuglowanie z II filarem może jedynie opóźniać zderzenie. Katastrofa jest tym bardziej pewna, że oprócz marnych polityków patrzących wyłącznie „na tu i teraz” mamy dramatyczną sytuację demograficzną. Możemy się jeszcze jakiś czas oszukiwać i udawać, że jakoś to będzie. Możemy też kupować czas i poparcie. Złowrogo w kontekście zaprezentowanych przez ZUS liczb brzmią słowa premiera, który na weekendowej konwencji wyborczej PO mówił, że „emerytury górnicze dla tych, którzy pracowali pod ziemią, na dole, będą zachowane, cokolwiek różne mądrale będą mi w Warszawie mówili”. PO nas choćby potop


- pisze Rzeczpospolita, podkreślając, że jedynym rozsądnym wyjściem z całej sytuacji byłoby wprowadzenie systemu minimum, polegającego na tym, że rząd bierze minimalną składkę i odpowiada za minimalne świadczenie. Reszta zależy od ludzi, którzy lepiej radzą sobie z zarządzaniem swoimi pieniędzmi niż urzędnicy.

mall, Rzeczpospolita

Komentarze

Liczba komentarzy: 0