Szewczak o miliardzie kredytu z Banku Światowego: "To zakładanie sobie pętli na szyję. Totalne uzależnianie się od pożyczek zagranicznych". NASZ WYWIAD

fot. PAP / A. Warżawa
fot. PAP / A. Warżawa

Nie kręcimy już bata tylko na przyszłe pokolenie które pewnie ucieknie, ale obecne. Problem w tym, że po Platformie Obywatelskiej i rządzie Donalda Tuska nie będzie już śladu, a długi pozostaną

– mówi portalowi wPolityce.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

 

wPolityce.pl: W lipcu resort finansów otrzyma z Banku Światowego 1 mld euro kredytu, dzięki czemu będzie miał sfinansowane 91 proc. tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Co to oznacza w praktyce?

Janusz Szewczak: To oznacza dalsze, totalne uzależnianie się od pożyczek zagranicznych na wielką skalę. To niemal narkotyczne uzależnienie. Przypomnijmy, że prawie 220 mld zł w obligacjach Skarbu Państwa jest już w rękach zagranicznych, prawie połowa polskiego długu jest w rękach zagranicy, a ponad 30 proc. jest denominowana w obcych walutach. Warto również wspomnieć, że 700 tys. Polaków ma kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich, co stanowi równowartość ok. 170 mld zł. Każda więc kolejna pożyczka od zagranicznej instytucji jak Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy Europejski Bank Inwestycyjny, od którego już pożyczyliśmy dziesiątki miliardów złotych. To jest zakładanie sobie pętli na szyję. W tej chwili mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, że polski rząd nie może pożyczyć z własnego banku narodowego na pokrycie deficytu budżetowego, ale może pożyczyć znacznie drożej z cudzego banku – komercyjnego, Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Międzywalutowego.

 

Czy konsekwencją takiego działania rządzących nie będzie kolejna fala emigracji Polaków?

Tak, dokładnie! Nie kręcimy już bata tylko na przyszłe pokolenie, które pewnie ucieknie, ale obecne. Problem w tym, że po Platformie Obywatelskiej i rządzie Donalda Tuska nie będzie już śladu, a długi pozostaną. Minister finansów Jan Vincent-Rostowski zadłuża Polskę w tempie astronomicznym. Tak naprawdę z prawie 900 mld zł długu publicznego, 400 mld zł będziemy zawdzięczać panu ministrowi.

 

Czy na tym etapie można znaleźć jakieś środki zaradcze?

Jedynym wyjściem jest obecnie odwołanie rządu, którego działania powodują, że Polacy pójdą z torbami. Niedługo obywatele nie będą w stanie się wypłacić przez pięć pokoleń.

 

Tylko czy na zamianę rządu nie jest za późno, skoro wspomniane zobowiązania stały się już faktem?

Trzeba tego dokonać, ponieważ tylko to może powstrzymać niepohamowaną działalność tej ekipy. Musimy pamiętać, że minister Rostowski kompletnie sobie nie radzi z finansami publicznymi. Państwo ma zapaść w dochodach podatkowych i wali mu się tegoroczny budżet, a rząd co robi? Pożycza za granicą na wysoki procent. Niech pan minister Rostowski powie, na jaki. Mamy do czynienia z radosną twórczością jakiegoś Dyzia-marzyciela, który nie bierze odpowiedzialności za skutki własnych działań.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Aleksander Majewski

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...