"Zniesławić bohatera, o którym jest coraz głośniej." Tadeusz M. Płużański o paskudnym paszkwilu 'Polityki' na Rotmistrza. NASZ WYWIAD

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

W tekście prof. Andrzeja Romanowskiego na łamach "Polityki", w którym literaturoznawca rzuca na Witolda Pileckiego ciężkie oskarżenia sugerując, że Rotmistrz "sypał" w śledztwie swoich podkomendnych znalazł się taki fragment:

"Pilecki musiał mieć świadomość krzywdy, jaką wyrządził Szelągowskiej, Płużańskiemu i innym."

O tym kto komu uczynił krzywdę rozmawiamy z Tadeuszem M. Płużańskim, historykiem, synem Tadeusza Płużańskiego, którego miał wydać bezpiece Witold Pilecki.

CZYTAJ TAKŻE: "To niezwykle plugawy, kłamliwy tekst Polityki" - autor albumu IPN o Rotmistrzu. NASZ WYWIAD

Co sobie myśli syn osoby skazanej w tym samym procesie co Witold Pilecki po tekście takim jak ten w „Polityce”?

Mam bardzo czarne myśli. To paskudny paszkwil wymierzony z jednej strony w osobę Rotmistrza, dobrowolnego więźnia Auschwitz, bohatera konspiracji obu okupacji: niemieckiej i sowieckiej, człowieka bez skazy, wobec którego nigdy nie były wytaczane tego typu pseudo-argumenty.

 

Autor posiłkuje się nazwiskiem pańskiego ojca.

Tak, posługuje się i bardzo mi się to nie podoba. Zarówno ojciec jak i ja nigdy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do postawy Rotmistrza. Nie miał ich również żaden ze współoskarżonych. Publikacja ma jednoznaczny cel – zniesławić bohatera, o którym jest coraz głośniej, który jest przywracany polskiej pamięci. Kontekst też nie jest przypadkowy: niedawno rocznica urodzin Rotmistrza, rocznica jego aresztowania i zamordowania. Zaczęły się prace na Łączce, Rok Żołnierzy Wyklętych, w Parlamencie Europejskim trwają próby uczynienia z rotmistrza Pileckiego bohatera walki z dwoma totalitaryzmami. Są środowiska w Polsce, którym się to bardzo nie podoba i one będą robiły wszystko, aby tę postać wbrew faktom, wbrew dowodom za wszelką cenę zohydzić.

 

Jak mógłby pan odpowiedzieć autorowi tekstu, który napisał, że rotmistrz Pilecki „skrzywdził” pańskiego ojca?

Wszystkie dokumenty, na które powołuje się prof. Romanowski, a które ja znam od 1990 roku, nie pozostawiają cienia wątpliwości, że rotmistrz Pilecki nie wydał bezpiece mojego ojca. Rozmawiałem z ojcem na ten temat. Nigdy nie miał żadnych wątpliwości. Na temat Rotmistrza nie padł z jego strony żaden cień. Prof. Romanowski najwyraźniej nie ma pojęcia, jak wyglądały przesłuchania ubeckie, że czasami dawano ludziom do podpisania protokoły z rzeczami, których nie powiedzieli. To zresztą podkreślał Pilecki na rozprawie.

 

Jak w takim razie pański tata wpadł w łapy ubecji?

To jest właśnie sprawa, której pan prof. Romanowski zupełnie nie zna. Gdyby znał, nigdy takiego paszkwilu by nie stworzył. Grupa, w której działał mój ojciec i Rotmistrz, wpadła z donosu kapusia. Byli rozpracowywani od wielu miesięcy. Tak więc to, że Pilecki podał jakiekolwiek adresy czy nazwiska, nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Bezpieka wszystkie te informacje od dawna już miała. Wypada żałować, że tak wybitny literaturoznawca nie zna tych faktów. A skoro nie zna, to nie powinien się wypowiadać na temat bohatera narodowego, próbując go opluć. Mam nadzieję, że mu się to nie uda, bo z daleka widać, nawet czuć, że to grubymi nićmi szyte.

 

Czy znane jest nazwisko osoby, która wydała grupę z pańskim ojcem?

Według mnie to kapitan Wacław Alchimowicz. Miał on być wtyczką grupy Pileckiego w bezpiece, a faktycznie był podwójnym agentem. Na pewno pracował on w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego i to był jego prawdziwy pracodawca. Wszystko wskazuje jednak na to, że oszukał on Pileckiego oraz resztę jego współpracowników.

 

Artykuł w „Polityce” nie narusza bezpośrednio pańskich dóbr osobistych. Jednak gdyby pani Zofia Pilecka – córka Rotmistrza – zdecydowała się wytoczyć proces, to czy pan - jako syn osoby rzekomo pokrzywdzonej przez Pileckiego, pomógłby oczyścić dobre imię Rotmistrza?

To oczywiście gdybanie, bo nie wiem, czy pani Zofia wytoczy ten proces. Mną wstrząsnął ten artykuł, choć ten pan nie może mi dokuczyć. Ja wiem, że było zupełnie inaczej, niż on pisze.

Jeśliby pani Zofia zdecydowała się wystąpić na drogę sądową, to stanę po jej stronie. Trzeba ją wspierać, aby nie poddała się temu obrzydliwemu atakowi.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

ZOBACZ TAKŻE: Szczątki kolejnych czterech bohaterów wydobyli archeolodzy z kwatery "Ł" na Powązkach. NASZA FOTORELACJA

 

 

Polecamy w Sklepiku.pl: "Żołnierze wyklęci Niezłomni bohaterowie"
autorka:Wieliczka-Szarkowa Joanna

Fascynująca opowieść o żołnierzach antykomunistycznego podziemia niepodległościowego, stawiających opór wobec sowietyzacji Polski i podporządkowania jej ZSRR w latach 40. i 50. XX wieku.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...