Aleksander Kwaśniewski lobbował na rzecz rosyjskiego oligarchy Wiaszesława Kantora, który próbuje przejąć polską Grupę Azoty - ujawnił "Newsweek" na swoim portalu internetowym. Gdyby ta transakcja doszła do skutku, mogłaby stanowić poważne zagrożenie dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego - dodaje tygodnik. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy prof. Ryszarda Bugaja.

CZYTAJ WIĘCEJ: Aleksander Kwaśniewski lobbuje na rzecz rosyjskiej spółki. W tle - wojna gigantów o polski rynek gazowy i bezpieczeństwo energetyczne

wPolityce.pl: - Jak pan ocenia zachowanie Aleksandra Kwaśniewskiego, lobbującego na rzecz rosyjskiego oligarchy?


Ryszard Bugaj: - Przede wszystkim chcę powiedzieć, że moim zdaniem mamy do czynienia z sytuacją w najwyższym stopniu skandaliczną, że były prezydent zatrudnia się u oligarchów albo u dyktatorów. Do tego zatrudnia się w sposób niejawny. I uważam, że powinny tu być wyciągnięte konsekwencje. Myśmy przecież kiedyś uchwalili - sam za tym głosowałem - ustawę, która zapewnia byłemu prezydentowi egzystencję materialną i to całkiem przyzwoitą, bo zapewnia mu ochronę, zapewnia mu finansowanie biura etc. Jeżeli on się angażuje na boku - i nie dotyczy to tylko Kwaśniewskiego - także oczywiście Lecha Wałęsy. Jeżeli więc oni angażują się na boku zarabianiem pieniędzy - przy czym nie wiemy, jakich pieniędzy, nie wiemy także jak opodatkowanych pieniędzy - na dużą kwotę - co do tego nie może być wątpliwości - to powstaje pytanie, dlaczego my mamy jeszcze do nich dopłacać. To jest pierwsza sprawa, która powinna tu być wzięta pod uwagę. W każdym razie ustawa powinna tak być skonstruowana - czego żeśmy nie docenili - biję się w piersi - że te apanaże należą się, ale pod pewnymi warunkami.

Druga sprawa to jest tajność tego lobbowania, poufność tego lobbowania. To są rzeczy - ja wiem, że one się zdarzają na świecie, ale to nie znaczy, że one muszą się podobać - ale to są rzeczy z tego punktu widzenia niebywałe.

Do tego jeszcze Aleksander Kwaśniewski w ostatnim czasie pragnie wrócić na scenę polityczną - Lech Wałęsa też próbował kilka razy wrócić, ale nie miał na to żadnych szans, natomiast Kwaśniewski, przypuszczam, że jakieś szanse ma. Dlatego też jego zachowania powinny być publicznie dobrze znane. On to bowiem robi na rachunek Rzeczpospolitej - to nie są prywatne, biznesowe zachowania. Ja zresztą muszę powiedzieć, że choć nigdy nie byłem fanem Aleksandra Kwaśniewskiego, to zawsze go uważałem za inteligentnego człowieka. Natomiast jak teraz go obserwuję, to, co on teraz wyrabia - polską politykę Palikot sprowadził do szamba, a Aleksander Kwaśniewski jest zaś skłonny za nim do tego szamba wejść. Nie mogę tego pojąć.

Nie mogę też pojąć jego zachowań publicznych związanych z podejrzeniem o nadużycie alkoholu - ja nie mam stuprocentowej gwarancji, że przy ostatnim zdarzeniu on tego alkoholu nadużył, ale wszystko na to wskazywało, rzeczywiście wszystko na to wskazywało - jego wygląd, jego zachowanie. Trudno, żeby ktoś przypuszczał cokolwiek innego w tej sprawie.

I teraz suma tych okoliczności jest taka, że to uzasadnia wezwanie, i to wezwanie skierowane np. ze strony jego następcy, Bronisława Komorowskiego, żeby mu powiedzieć, że w Konstytucji jest cały szereg dosyć ogólnych norm - ale są! - jak powinien się zachowywać prezydent, kogo reprezentuje. Nawet jeśli były prezydent nie ma takiego bezpośredniego zobowiązania, to jednak myślę, że jakiś rodzaj zobowiązania posiada.

Nota bene, pragnę zwrócić uwagę, że Bronisław Komorowski nie zwolnił Aleksandra Kwaśniewskiego od tajemnicy państwowej związanej ze śledztwem dotyczącym wiezień CIA w Polsce, co uważam za skandaliczne, ale go nie zwolnił. W związku z tym, jeśli go nie zwolnił, to on może się uchylić od podstawowych zupełnie pytań w tym zakresie, a to zachowanie można oczywiście różnie oceniać, ale nie widzę żadnego powodu, żeby one były niejawne.


wPolityce.pl: - A wracając do jego lobbingu na rzecz Kantora - czy Aleksander Kwaśniewski może nie zdawać sobie sprawy z zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego takiej transakcji, czy też je lekceważy?

- Ależ bez przesady, bez przesady, zresztą mamy już incydenty z przeszłości - choćby ten milion dolarów od zięcia Kuczmy, który on przyjął na fundację, o czym swego czasu było głośno i wokół czego też toczyła się dyskusja, więc bez przesady. On wie co robi, on nie jest dzieckiem z całą pewnością.


wPolityce.pl: - Czyli zdaje sobie sprawę, że taką transakcją, Rosjanie chcą storpedować nasze wysiłki dywersyfikacji gazu...

- Tu już jestem trochę ostrożniejszy, bo tutaj przechodzimy do interpretacji tego jak pojmujemy bezpieczeństwo energetyczne. Ja nie mam cienia wątpliwości, że polskiemu bezpieczeństwu energetycznemu nie sprzyja monopol dostaw rosyjskich - co do tego powtarzam - nie ma cienia wątpliwości. Natomiast osobną sprawą jest sposób, jak się z tego wydobywać. Faktem bowiem jest, że odziedziczyliśmy sytuację, ale też sami się do tego trochę przyczyniliśmy po 90 roku, która można powiedzieć, że jest fatalna. Natomiast jak się z niej wydobywać? Tu jestem ostrożniejszy - bo nie znam wszystkich okoliczności, czy obecnych planów rządu w tym zakresie.


wPolityce.pl: - Przemysł azotowy to jedna piąta zapotrzebowania na gaz w Polsce i to właściciel będzie decydował skąd go weźmie, a nie np. rząd...


- To jest zupełnie możliwe, tylko zawsze można powiedzieć, że jak rosyjski oligarcha go potrzebuje, to czy nie zwiększy to gwarancji dostaw rosyjskiego gazu do Polski? [śmiech - red.] Z tego punktu widzenia sprawa wygląda inaczej, natomiast jest pytanie nie tylko o obecność rosyjskiego biznesu w polskiej gospodarce - nota bene ta obecność jest gwarantowana przede wszystkim przez nasze zobowiązania wobec Unii Europejskiej, dotyczące traktowania inwestorów zagranicznych. Z drugiej strony jest pytanie, na ile biznes rosyjski będzie się zachowywał po prostu "biznesowo", a na ile jest to podporządkowane w sposób nieformalny gremiom politycznym Rosji, które mogą wywierać określone presje.


wPolityce.pl: - A patrząc na tę sprawę trochę z innego kąta - jak pan ocenia ujawnienie tego lobbingu Kwaśniewskiego, przez "Newsweek" - przez tak prorządowy w wielu kwestiach "Newsweek" i Tomasza Lisa. Czy to też nie jest gra na zdyskredytowanie Kwaśniewskiego i jego nowej formacji Europy Plus?

- Ja oczywiście tego nie wiem, ale myślę sobie, że poza taką hipotezą, którą pan stawia, ja bym wcale nie odrzucał innej, niesprzecznej z tą, że "Newsweek" walczy o życie na rynku czytelniczym i szuka newsów. I jak go ma, to go sprzedaje. wydaje mi się, że to jest wyjaśnienie, którym nie można wzgardzić, mając świadomość, że obydwa wyjaśnienia są tylko hipotezami.


wPolityce.pl: - A jak pan skomentuje słowa Roberta Kwiatkowskiego - byłego prezesa Telewizji Polskiej, reprezentującego w TVN24 partię Palikota - że Kwaśniewski rozmawiał także z Tuskiem na temat przejęcia Azotów przez Rosjan? A Rosjanie po ostatnim zakupie za 100 mln zł akcji Grupy Azoty, mają już ich przynajmniej kilkanaście procent...

- Tego nie wiedziałem. Myślę sobie, że jeżeli Aleksander Kwaśniewski rozmawiał z Donaldem Tuskiem to obowiązkiem Donalda Tuska było sporządzenie z tej rozmowy notatki i złożenie jej w archiwum. Czy tak zrobił? Nie wiem, ale to jest w tej chwili taki moment, że trzeba go o to zapytać. Kiedyś byłem członkiem komisji ds. służb specjalnych i myślę sobie, że to jest przynajmniej takie ciało, któremu w razie czego taka notatka powinna być pokazana. Jeżeli ona jest. Ale jeśli były prezydent spotyka się z urzędującym premierem i nie jest bardzo jasne w jakiej sprawie, to trudno jest z góry powiedzieć, że premier ma odmówić rozmowy. Ale problem polega na tym, żeby zapewnić przejrzystość tej sytuacji. A przejrzystość wymaga, jak mi się wydaje, udokumentowania takiej rzeczy, żeby nie było wątpliwości, że tu się dzieje coś pod stołem.


Rozmawiał kim