NASZ WYWIAD. Prof. Mikołajczak: To ewidentna próba zastraszania nas. Nie można pozwolić, by z orientacji seksualnej robić sposób na organizację życia społecznego

W ostatnich dniach stycznia, blisko 300 naukowców, zrzeszonych w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, wydało Oświadczenie w sprawie naruszania zasad etosu pracownika nauki. Bierze w nim obronę prof. Krystynę Pawłowicz i wskazuje jednocześnie, że wygłoszone przez nią poglądy są zgodne ze stanem faktycznym. Sygnatariusze AKO przypominają, że "z punktu widzenia ewolucji   homoseksualizm jest anomalią".

CZYTAJ WIĘCEJ: Kilkuset naukowców protestuje przeciw skandalicznej nagonce na prof. Pawłowicz i przypomina, że "homoseksualizm jest anomalią"


Kilka dni temu jeden z sygnatariuszy,  prof. dr hab. Stefan Zawadzki, wykładowca Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, stał się ofiarą skandalicznej nagonki kilku młodych osób, które zamalowały drzwi jego katedry obraźliwymi napisami i wystosowały pełen gróźb i wulgaryzmów apel do wszystkich sygnatariuszy oświadczenia.

CZYTAJ WIĘCEJ:
Lewicowa "tolerancja". Agresywna młodzież akademicka szykanuje prof. Zawadzkiego, sygnatariusza listu w obronie prof. Pawłowicz


O zaistniałym incydencie rozmawiamy z przewodniczącym AKO - prof. dr. hab. Stanisławem Mikołajczakiem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

 

wPolityce.pl: Panie profesorze, czy dotarły do pana informacje o nagonce na prof. Zawadzkiego? Widział pan film w Internecie?

Prof. Stanisław Mikołajczak, przewodniczący AKO: Znam tę sprawę bezpośrednio od prof. Zawadzkiego. Osoby, które podają się za studentów nachodziły profesora w jego instytucie, wypisując mu na drzwiach obelżywe treści. Z pewnością nie są to studenci prof. Zawadzkiego. Nie wiemy nawet czy to studenci naszej uczelni. Myślę, że to jest jakaś sterowana akcja. Przeprowadziła ją jakaś niewielka grupka, niezwykle zdeterminowanych ludzi.  Nie sądzę, aby mieli poparcie większości studentów.

 

Całej akcji towarzyszy apel skierowany do wszystkich sygnatariuszy Oświadczenia, którzy nazwani zostali gronem "268 impotentów". Jest też zapowiedź dalszych działań: "Będziemy u Was w pracy, na przerwie, podczas spaceru, oczywiście także w łóżku, by zobaczyć jak to jest normalnie!". To chyba pierwsze tak daleko posunięte działanie?

Trzeba powiedzieć, że to przekraczanie kolejnych granic. Używanie tak ordynarnych słów jest niedopuszczalne. Bo co wiedzą o nas ci ludzie? Co wiedzą o naszym życiu seksualnym, mówiąc że jesteśmy impotentami? Nasze życie seksualne jest naszą osobistą, intymną sprawą. Żyję w środowisku Instytutu Filologii Polskiej, który liczy ok. 200 osób. Ze statystyk, które oni podają, powinno być statystycznie ok. 10 homoseksualistów. Ja nie wiem nic o żadnym i to jest dla mnie absolutnie normalna sytuacja. Bo nawet jeśli ktoś ma takie skłonności seksualne, bardzo dobrze, jeśli traktuje to jako rzecz intymną. Nie chcę nikomu wchodzić do łóżka, ale nie chcę też, żeby ktoś wchodził z tym łóżkiem w przestrzeń publiczną i epatował swoimi skłonnościami. Najważniejsze jest to, by z orientacji seksualnej nie robić sposobu na organizację życia społecznego w Polsce. Tu leży największy problem. Sfera, która powinna być najbardziej intymną sferą człowieka, nie może być podstawą do organizowania struktur społecznych i politycznych. W tym cała istota sprawy.

 

Jednak właśnie w tym kierunku zmierza publiczny dyskurs. Akcja została natychmiast wychwycona przez jednego z członków poznańskiego Ruchu Palikota, który zgłosił się do autorów filmu i wyrażając wielkie wsparcie, zachęcił do dalszych działań. Nagrana na filmiku inicjatywa rzeczywiście wygląda na marginalną, ale jest o tyle niebezpieczna, że pada tam konkretna groźba: "Zostaje Was 267. Do zobaczenia!". Czy podjęte zostaną jakieś kroki prawne w tej sprawie?

To ewidentna próba zastraszania nas, obrażania. Uczelnia ma swoje władze, które powinny z urzędu podjąć stosowne działania. Powinny obejrzeć ten filmik, sprawdzić czy to rzeczywiście studenci uczelni i zareagować. Na razie władze uczelni wydały oświadczenie, że stanowisko AKO nie jest stanowiskiem oficjalnym uniwersytetu, mimo że z naszego oświadczenia nic takiego nie wynikało. Podpisaliśmy się jako członkowie AKO - stowarzyszenia, w którym są nie tylko pracownicy naszego uniwersytetu, ale innych uczelni Poznania i Polski. Mamy przecież w AKO ok. 30 profesorów z Polski.

 

Czy po tym oświadczeniu członkowie AKO mieli jakieś nieprzyjemności ze strony władz uczelni?

Nie, władze naszej uczelni mają zdrowy rozsądek i będą się zachowywały przyzwoicie.

 

Oświadczenie wywołało spore poruszenie. Co w nim takiego kontrowersyjnego?

Wystosowaliśmy oświadczenie, w którym odnosimy się do sprawy bardzo poważnej, do sprawy dotyczącej przyszłości polskiego społeczeństwa i przyszłości modelu rodziny. Bo tylko przez rodzinę społeczeństwo przechodzić w następne pokolenia. Tylko poprzez zdrową, normalną rodzinę, w której pojawiają się nowe pokolenia Polaków. Związki partnerskie takiej możliwości, ani teoretycznie ani praktycznie, nie dają. To jest naprawdę poważna sprawa. Robienie z tego happeningu, ośmieszanie, jest absurdalne. Mam nadzieję, że to za tym co wydarzyło się na uczelni stoi jakaś maleńka grupa, która nie otrzyma większego poklasku.

 

Jaki jest pański sposób na rozmowę w sytuacji, gdy środowiska mniejszościowe są coraz bardziej agresywne i posuwają się do tak skandalicznych działań? Ten język zastraszania nie sprzyja przecież dyskusji, wymianie argumentów. Jaka jest pańska recepta na rozmowę w tej sytuacji?

Nasza recepta polega na zachowaniu spokoju i merytoryczności dyskusji. Te emocje przejdą. Gdybyśmy weszli na poziom dyskusji, który oni proponują, to stracilibyśmy twarz i autorytet. Nasz autorytet polega na tym, że w każdych okolicznościach chcemy prowadzić rozmowę merytoryczną. Dlatego czekamy kiedy ta fala emocji przeminie i podejmą rozmowy merytoryczne. Jest o czym rozmawiać. Zareagowaliśmy też wspólnie z ks. Pawłem Bortkiewiczem, który jest duszpasterzem AKO, i napisaliśmy oświadczenie o kulturze wypowiedzi w dyskursie publicznym.

 

Państwa stanowisko, wyrażone w skrytykowanym oświadczeniu, jest bardzo mocne. Jednocześnie rzeczowe i uargumentowane badaniami naukowymi, mówiącymi że homoseksualizm to anomalia. Środowiska mniejszościowe nie są w stanie tego przyjąć i powołują się na decyzję ONZ o tym, że homoseksualizm nie jest dewiacją. Jak z tym dyskutować?

W poglądach naukowych liczą się badania i ich wyniki, a nie głosowanie uczonych. Trzeba pokazać wyniki badań, a nie przeprowadzić sondę. Trzeba udowodnić tę kwestię naukowo, odwołując się do sfery genetycznej, biologicznej, ale także i moralnej.

 

Czy AKO podejmie jakieś prawne kroki wobec osób, które dopuściły się znieważenia profesora Zawadzkiego?

Rozmawiałem z prof. Zawadzkim. Powiedział, że rozważa podjęcie środków prawnych, bo to sytuacja zupełnie nowa i zaskakująca, ale muszę powiedzieć, że profesor podszedł do tego z wielką godnością. Powiedział, że to bardzo młodzi ludzie, którzy błądzą i on nie chce po pierwszych takich ekscesach uruchamiać całej aparatury, która może prowadzić do skutków prawnych. Zachował tutaj wielką klasę, powagę dydaktyczną i dystans moralny do sprawy. Bardzo mi się podobała jego postawa.

 

Rozmawiała Marzena Nykiel

Prof. Stanisław Mikołajczak, fot. wPolityce.pl

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...