Zadziwiające praktyki wydawcy "Wprost" - NOWE FAKTY. "To niebywałe, że on ma jakieś tajne „deale” z Kwaśniewskim"

RED. ANDRZEJ STANKIEWICZ
RED. ANDRZEJ STANKIEWICZ

WAŻNE! - Jak Michał M. Lisiecki, który dziś chce zarabiać na konserwatywnym odbiorcy, wyrzucał mnie z pracy za "odchylenie prawicowe

Powraca sprawa, która zbulwersowała opinię publiczną kilka dni temu. Powraca pytanie o wolność mediów. W "Loży Prasowej" w TVN 24 Andrzej Stankiewicz, jeszcze reprezentujący tytuł "Wprost" wydawany przez Michała Lisieckiego, ujawnił zadziwiające praktyki redakcji jego tygodnika. Zacytujmy:

Red. Małgorzata Łaszcz: Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla "Wprost" jutrzejszego powiedział, że on zarabia tyle ile zarabia, nie będzie się z tego spowiadał, podatki płaci w Polsce. To pan zrobił? Bo pana artykuł na temat Aleksandra Kwaśniewskiego nie poszedł w zeszłym tygodniu, Michał Kobosko stracił pracę, tak? I jak to teraz jest? Bo teraz będzie wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim?

Andrzej Stankiewicz: Nie, ja nie przeprowadzałem wywiadu z Aleksandrem Kwaśniewskim.

Red. Małgorzata Łaszcz: Co się dzieje we "Wprost"?

Andrzej Stankiewicz: Trudno mi komentować decyzje redakcji, tu musi pani zapytać wydawcę. Mój tekst był gotowy w zeszłym tygodniu, się nie ukazał. Wedle mojej najlepszej wiedzy i zapewnień wydawcy on się ukaże w jutrzejszym numerze.

Red. Małgorzata Łaszcz: Czyli będzie pana artykuł i wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim?

Andrzej Stankiewicz: Nie wiem czy będzie wywiad z Aleksandrem Kwaśniewskim, ja go nie przeprowadzałem.

 

Oznacza to, że wydawca "Wprost" najpierw zwalnia naczelnego tygodnika za planowanie tekstu mogącego zaszkodzić Kwaśniewskiemu, a następnie, gdy wybucha afera, godzi się tekst puścić, jednak równocześnie publikuje osłonowy, nieznany autorowi materiału, wywiad z byłym prezydentem. Trudno o lepszy przykład ręcznego sterowania treściami redakcyjnymi przez wielki kapitał.

O sprawie pisaliśmy kilkakrotnie. Według naszych informacji w ubiegłym tygodniu na łamach tygodnika miał się pojawić tekst dotyczący finansów Aleksandra Kwaśniewskiego. Był to efekt żmudnego śledztwa dziennikarskiego. Artykuł ujawniał niewygodne dla byłego prezydenta informacje. Jednak w ostatniej chwili osobiście zdjął go z łamów Michał M. Lisiecki - wydawca pisma. Zrobił to chociaż redaktor naczelny materiał sprawdził i zaakceptował do druku.

Według naszych informatorów podobna bezpośrednia ingerencja wydawcy w zawartość pisma zdarzyła się już któryś raz z kolei.

Jak potem ujawniliśmy, zwolnienie przez Michała Lisieckiego redaktora naczelnego Michała Koboski ma na pewno związek z artykułem Andrzeja Stankiewicza o zarobkach Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich.

CZYTAJ TAKŻE: Nagła zmiana we "Wprost". Michał Kobosko zwolniony, zastępuje go Sylwester Latkowski. Poszło o tekst o finansach Kwaśniewskiego?

Znający treść artykułu nasi informatorzy mówią, że nie jest on aż tak sensacyjny, by wywoływać trzęsienie ziemi w redakcji.

To dość zwyczajny materiał, który podsumowywał wcześniej pojawiające się doniesienia o zarobkach Kwaśniewskiego. Nowością było w nim trochę informacji o źródłach dochodów jego żony oraz oszacowanie, ile były prezydent zarabia na Zachodzie.

Stankiewicz dotarł m.in. do agencji, z którą były szef SLD ma umowę na wyłączność. Nasi rozmówcy uważają, że materiał był raczej publicystyczny niż śledczy.

Okazuje się jednak, że w tej gazecie nie można pisać o pieniądzach Kwaśniewskich.

- słyszymy konstatację jednego z dziennikarzy.

W piątek zapadła decyzja, że artykuł o finansach byłej pierwszej pary będzie tematem okładkowym. W sobotę decyzję zmieniono. Były już redaktor naczelny Michał Kobosko najpierw za pośrednictwem e-maili, a później również bardziej bezpośrednio dowiedział się od kierownictwa spółki, że tekst nie może zostać opublikowany. W poniedziałek na spotkaniu z zespołem wyjaśnił powody:

Wymienił dwa zastrzeżenia, jakie usłyszał „z góry”. Pierwsze – że tekst jest „niezgodny z linią redakcyjną”, co samo w sobie jest absurdalne. Drugie – że mógł narażać redakcję na konsekwencje prawne, bowiem naruszał ugodę „Wprost” z Kwaśniewskim sprzed kilku lat. Oba powody niedopuszczalnie ograniczają naszą niezależność. Jak to możliwe, że "linię redakcyjną" ustala się w piątkową noc?

- pyta jeden z reporterów tygodnika oburzony działaniem szefa PM Point Group Michała Lisieckiego.

Ugoda byłego prezydenta z „Wprost” została zawarta w 2010 roku po kilku latach procesu wytoczonego w konsekwencji słów Kwaśniewskiego o „ubeckiej gazecie”. Miała zawierać zapis o „współpracy w przyszłości”.

Aleksander Kwaśniewski pozostaje aktywnym uczestnikiem i kreatorem polskiego życia publicznego. Warto budować twórcze partnerstwo w tym zakresie

– mówił wówczas Lisiecki, nowy wydawca „Wprost”, który niedługo wcześniej przejął gazetę.

O szczegółach tej ugody zespół i szef redakcji dowiedzieli się w ostatnich dniach.

To niebywałe, że kierownictwo Platformy Mediowej Point Group ma jakieś tajne „deale” z Kwaśniewskim. Można się nawet zastanawiać, jak wpływa to na wartość giełdowej spółki, która powinna szczycić się pełną niezależnością swoich periodyków.

Dziennikarze usłyszeli w poniedziałek od Koboski, że następnego dnia (czyli dziś) ma spotkanie z Lisieckim i może to być ich ostatnie spotkanie. Zapowiadał, że nie dopuści do tak rażącego ograniczania pracy redakcji.

Kilku pracowników miało zapowiedzieć, że jeśli materiał Andrzeja Stankiewicza się nie ukaże, odejdą z pracy. Nie dziwią się więc deklaracji, że – decyzją nowego naczelnego – tekst pojawi się w następnym numerze:

Podjęli decyzję o puszczeniu artykułu Andrzeja z kilku powodów: żeby nie dopuścić do buntu, nie eskalować katastrofy personalnej, jaką jest zmiana na stanowisku naczelnego oraz wizerunkowej - przysłaniającej wejście na rynek nowego tytułu. Pytanie tylko, czy tekst nie będzie odpowiednio "wykastrowany".

Jak jednak widać - "puszczenie" tekstu Staniewicza, nie wiadomo na dodatek w jakiej formie, powiązano z publikacją wywiadu z Aleksandrem Kwaśniewskim o którym nic nie wie autor wspomnianego materiału.

Taka to wolność panuje w tytułach wydawanych przez Michała M. Lisieckiego. Warto tu zresztą przypomnieć, ciekawe wydarzenie:

Paradowska szydzi z "dziennikarzy niepokornych" a sala umiera ze śmiechu na gali zorganizowanej przez wydawcę Michała Lisieckiego

W sumie jednak wszystko się opłaca.

CZYTAJ: Co jeszcze władza może zrobić dla swoich mediów? We "Wprost" reklamuje... wycieczki do lasu! Co dalej? Powietrze? Wędkowanie?

Na stronach "Wprost" trwa z całą mocą akcja reklamowa nowego tytułu wydawcy promowanego jako "niezależny". Zaś w najnowszym numerze, na okładce, ostry atak na konserwatystów z PO. Cóż, jak to mówią w Platformie Obywatelskiej, media z ich punktu widzenia dzielą się na "kontrolowalne" i "niekontrolowalne". Do której grupy należą te, których współwłaścicielem jest Michał Lisiecki?

 

CZYTAJ TEŻ: Gala wręczenia nagród Kisiela. Sami niepokorni. Kisiel mógłby się zdziwić. ZOBACZ ZDJĘCIA

wu-ka

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...