Krzysztof Rybiński poruszył bardzo istotny problem wyludniania się Polski. Minimalny przyrost naturalny trzymający populacje mieszkających w Polsce Polaków został zahamowany. Na to zjawisko nałożyła się gigantyczna emigracja zarobkowa, która wydrenowała Polskę z 2 000 000 młodych obywateli. Sytuacja wymaga zdecydowanych działań, ale najpierw wymaga rzetelnej diagnozy. Bez tego narażeni jesteśmy na kolejne symboliczne lecz mało skuteczne gesty jak słynne becikowe.

Nie chcę podawać tu ani żadnych diagnoz, ani konstruktywnych propozycji. O tym rozmawiali m.in. uczestnicy konferencji „Bariery ograniczające dzietność w Polsce”, która odbyła się w gmachu Senatu RP. Chcę zwrócić uwagę na podobne zjawiska w naszym międzynarodowym otoczeniu.

Delikatnie ujemny przyrost naturalny jest typowy dla rozwiniętych społeczeństw Zachodu. Drastycznie ujemny przyrost naturalny cechuje, a raczej cechował największe państwo świata, czyli Rosję. Portal www.stosunkimiedzynarodowe.info przytoczył w 2010 roku raport ONZ na temat populacji Rosji: "Populacja Rosji zmniejszyła się o 6,6 miliona od 1993 roku, pomimo dużego napływu imigrantów, który uczynił Rosję drugą najpopularniejszą destynacją dla pracowników-migrantów na świecie po USA. ONZ szacuje, że Rosja może stracić dalsze 11 milionów osób do 2025 roku." Rosja, oprócz kampanii wspierających rodzinę, dostrzega także zdrowotne źródło problemu, którym jest powszechny alkoholizm. Jak wiadomo nadużywany alkohol to świetny środek na zmniejszenie ilości urodzin oraz długości i jakości życia. Dlatego "Miedwiediew jako pierwszy od czasów Gorbaczowa ostatnio wezwał do wprowadzenia środków antyalkoholowych."

Niedawno można było przeczytać o ograniczeniach dla reklamy alkoholu, informację, że "od 1 stycznia 2013 r. minimalna cena detaliczna wódki w Rosji ma wzrosnąć o ponad jedną trzecią." oraz że "do 2020 roku średnia cena detaliczna półlitrowej butelki wódki w Rosji może wzrosnąć ponad trzykrotnie. Jest to celowe działanie rosyjskich władz, które w ten sposób chcą zmniejszyć spożycie alkoholu w kraju – podała rosyjska agencja informacji gospodarczej Prime."

Wygląda na to że działania te zaczynają przynosić efekt, bo z kolei portal Kresy.pl opublikował przedruk artykułu informującego, że "od stycznia do października 2012 roku populacja Rosji wzrosła dzięki przyrostowi naturalnemu. W porównaniu z tym samym okresem w 2011 roku liczba urodzeń zwiększyła się o 6,5% a liczba zgonów zmniejszyła o 1,5%." Kwestią otwartą oczywiście pozostaje, czy to tendencja trwała czy incydentalna, ale warto wiedzieć, że "jeszcze w 2004 roku populacja kurczyła się samoistnie o 800,000 ludzi rocznie a teraz rośnie o 800. To ogromna zmiana na lepsze!"

Dlaczego przytaczam te informacje? Nie, nie dlatego, że cieszy mnie zatrzymanie wymierania naszego sąsiada, który razem z Białorusią organizuje manewry wojskowe symulujące atak na nasze terytorium. Warto dostrzec, że nawet w Rosji możliwe jest zatrzymanie negatywnych tendencji społecznych i że prognozy nie stanowią wyroczni, ale powinny być sygnałem do poszukiwania rozwiązań eliminujących przyczyny danego zjawiska. Nie jesteśmy skazani na wymarcie, jak ostrzega nas Rybiński. Tendencje można odwrócić. Ale do tego potrzeba rzetelnych analiz, by dostrzec rzeczywiste przyczyny. Warto zdawać sobie sprawę, że jako Naród mamy do tego zarówno techniczne środki, jak i intelektualne możliwości. Dlatego trzeba jak najszybciej wymienić decydentów: zamiast tych, którzy rozemocjonowanymi okrzykami tłumią prawdę i mamią nas kłamstwami, dać możliwość decyzji tym, którzy słuchają racjonalnych argumentów i twardo stąpają po ziemi.