PIĘĆ PYTAŃ do dr. Nowaczyka: To już sprawa polityki, a nie badań. Ludzie nie chcą dopuścić do siebie myśli, że mogło być inaczej

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Dr Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland przedstawił w Sejmie nowe dowody na kłamstwa smoleńskie.

Rozmawialiśmy z naukowcem po posiedzeniu zespołu parlamentarnego, na którym po raz pierwszy był obecny osobiście.

 

wPolityce.pl: - Zwracał pan uwagę na radiowysokościomierz, który przestał działać w okolicach punktu TAWS #38, gdy samolot był ponad 30 m nad ziemią. Komisje MAK i Millera powoływały się jednak do końca na wskazania tego urządzenia.

Dr Kazimierz Nowaczyk: - Komisja Millera przedstawia wysokość radiową tak, jakby się nic nie stało. Jej członkowie mieli pełną świadomość, że zaistniał TAWS numer 38, bardzo szczególny, i został ukryty w raporcie w sposób może nie prymitywny, ale uczniowski. Jego zapisy znajdują się w raporcie z analizy rejestratora ATM, natomiast w rządowym nie. To niezrozumiałe.

 

O czym świadczą przedstawione przez pana awarie samolotu w okolicach tego punktu?

One potwierdzają tylko, co było naszym podejrzeniem. Nie mieliśmy dokładnych informacji z firmy Universal Avionics dotyczących awarii. Teraz ten zapis z firmy ATM explicite wymienia uszkodzenia samolotu, które wystąpiły jeszcze w powietrzu – awarie silnika, agregatów prądotwórczych czy klap na skrzydle. Nawet taka rzecz jak przelanie się toalety wskazuje, że później mógł nastąpić odwrót samolotu niż podawano oficjalnie.

 

Jak dziś wygląda zainteresowanie katastrofą smoleńską środowiska naukowego w USA?

Oczywiście nie ma porównania do tego, co dzieje się w Polsce, gdzie ta sprawa wciąż jest jedną z najważniejszych. W Stanach interesują się nią raczej wąskie grona osób, które trochę się orientują w sytuacji Europy. Przeciętnego Amerykanina interesują tyko wybory prezydenckie i to, co się wokół nich dzieje. Natomiast gdy czasami konsultujemy nasze ustalenia z amerykańskimi autorytetami naukowymi, wtedy próbują się dowiedzieć, co nowego w sprawie tej wielkiej tragedii udało się ustalić. Są wówczas ogromnie zaskoczeni.

 

Czym? Czy to znaczy, że ta oficjalna wersja, przedstawiana przez MAK i polski rząd, która poszła w świat, wciąż obowiązuje również w USA, także wśród speców z NTSB (Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu)?

Uznają, że to był błąd pilotów, nie wnikając w szczegóły. Ale za każdym razem, w każdej rozmowie stanowi dla nich szok to, jak zostało potraktowane śledztwo, jak został potraktowany wrak, sprawa niezłożenia tego wraku, niezabezpieczenia miejsca katastrofy. Nie są w stanie sobie tego wyobrazić. Mówią, że to niemożliwe.

 

Polska opinia publiczna, również wiele sprzyjających rządowi mediów, a także niechętne dotychczas zespołowi parlamentarnemu rodziny smoleńskie coraz częściej sceptycznie podchodzą do oficjalnej wersji katastrofy podawanej przez komisję Millera. Widzą, jak wiele było nieprawidłowości, ile błędów w tej sprawie popełniono. Zespół parlamentarny pokazuje kolejne dowody podważające rządowy raport, a jednocześnie coraz bardziej uprawdopodabniające hipotezę o wybuchu. Czego jeszcze potrzeba, by ostatecznie przełamać barierę?

Myślę, że to już jest sprawa polityki, a nie badań. Jest jakaś blokada. Ludzie nie chcą dopuścić do siebie myśli, że mogło być inaczej. To wydaje się paraliżujące – stwierdzić, że to mógł być np. zamach, jako jedna z hipotez. To bardzo trudna bariera do przekroczenia. Nie powiem, żeby dla mnie to było łatwe. Staram się te rzeczy od siebie odepchnąć, bo mam się zająć sprawą techniczną. Jakieś polityczne, daleko idące hipotezy muszę odłożyć, żeby zachować zimne spojrzenie. Nie chcę popełnić żadnego błędu, który będzie mnie dyskwalifikował jako naukowca.

 

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...