Po wczorajszej debacie: kto tu naprawdę zachował się obrzydliwie. Naszym zdaniem - premier. I jego pomocnicy

Świat fikcji, świat odwróconych znaczeń, świat czystej kreacji: "Gazeta Wyborcza" otwarcie wymyśla rzeczywistość.
Świat fikcji, świat odwróconych znaczeń, świat czystej kreacji: "Gazeta Wyborcza" otwarcie wymyśla rzeczywistość.

"PiS w obrzydliwy sposób wykorzystuje katastrofę smoleńską. Były wiceminister sprawiedliwości Andrzej Duda grzmi, że Ewa Kopacz odpowiada za zbrodnię w Moskwie. Trzeba ważyć słowa. Trzeba mieć dużo złej woli, żeby za zamianę ciał winić Ewę Kopacz" -

- oznajmiła dziś w "Gazecie Wyborczej" Monika Olejnik, udowadniając, że wszystko może się w Polsce zmienić, ale nie zamiłowanie "GW" i jej świty do słowa "obrzydliwy".

Tyle Monika Olejnik wyniosła z wczorajszej debaty. Nie wyniosła zaś, tak jak cała "Wyborcza", ani krztyny poczucia niesmaku po wystąpieniu premiera, który jedną ręką wyciągał rękę do zgody, przepraszając rzewnie, a drugą kopnął tak mocno, jak tylko mógł, sugerując winę śp. prezydenta w sposób - jak już pisaliśmy - iście lepperowski:

Być może jest tak, że część polityków prawicy używa tej katastrofy, bo nie chciało postawić sobie prawdziwych pytań na temat katastrofy. Przez te dwa lata byłem osobą najostrzej atakowaną w tej kwestii. Każdego dnia powtarzałem sobie i swoim współpracownikom: jest cierpienie, ktoś ma poczucie większej straty, musimy to wytrzymać. Musimy uszanować emocje. Dlatego nikt z nas, ani przez moment, nie próbował wykorzystać pracy komisji czy innych ustaleń, aby odpowiedzieć polityczną tezą na polityczną tezę. Dlatego nigdy nie usłyszeliście pytań, kto zapraszał ludzi na samolot i kto był organizatorem wyprawy. Pytań o to, skąd taki pośpiech jeśli chodzi o działania w sprawie sprowadzenia zwłok. Ja tych pytań nie będę powtarzał. Największym dobrem byłoby, gdybyśmy potrafili szanować cierpienie ludzi, dochodzić do prawdy, ustalać co było przyczyną, ustalać jak zachowało się państwo polskie i nie robić z tego szczucia, które ma udowodnić co innego niż to, co powinniśmy ustalać.

CZYTAJ TAKŻE: Tusk: "mówię przepraszam za udrękę i cierpienie". Ale to zatrute słowa. Bo towarzyszy im jednoczesny atak na śp. prezydenta, w formie lepperowskich insynuacji

To były słowa zatrute, słowa naprawdę obrzydliwe. Żądać od Jarosława Kaczyńskiego, by w takim kontekście podjął wezwanie do zakończenia "wojny polsko-polskiej" mogą tylko medialni żołnierze obozu władzy.

Ma rację Marta Kaczyńska, gdy stwierdza:

Nie jestem w stanie przyjąć jakichkolwiek słów pana premiera w sytuacji, w której przepraszając, jednocześnie w sposób skandaliczny i obrzydliwy insynuuje różne rzeczy pod adresem mojego świętej pamięci ojca.

Także jeżeli Monika Olejnik tak bardzo chciała użyć kultowego dla "Wyborczej" (obok pojęcia "ludzie przyzwoici") słowa "obrzydliwy", to miała okazję wręcz idealną - w odniesieniu do premiera Tuska. Zamiast tego odprawiła rytuał potępienia Prawa i Sprawiedliwości.

Wyciągając rękę i jednocześnie kopiąc - w sposób obrzydliwy - rodzinę śp. prezydenta i wszystkich Polaków dobrej woli, Tusk realizuje scenariusz propagandowy. Dla każdego coś miłego. Dla zmęczonych konfliktem maluczkich - fragmenty pojednawcze. Dla sekty anodinowej - niejasne, ale czytelne sugestie o "winie" śp. prezydenta.

To scenariusz, który w normalnym systemie medialnym nie miałby żadnych szans powodzenia, bo zostałby zwyczajnie wyśmiany jako szczyt jawnego cynizmu, i obrzydliwości. W Polsce jednak jest realizowany, bo władza pozbawiona realnej medialnej kontroli może dużo więcej, niemal wszystko.

To scenariusz obrzydliwy. I obrzydliwa jest rola dziennikarzy, którzy w nim uczestniczą, próbując przekonać Polaków, że to "PiS w obrzydliwy sposób wykorzystuje katastrofę smoleńską".

Ludzie przyzwoici wiedzą, kto tu zachowuje się nikczemnie. Od pierwszych godzin po tragedii.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...